Wstyd bermudzki. Jak alianci zignorowali tragedię Żydów

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

29 kwietnia 1943 roku zakończyła się konferencja bermudzka pomiędzy USA i Wielką Brytanią na temat sposobów pomocy dla mordowanych Żydów. Ustalenia końcowe zostały powszechnie skrytykowane jako zdumiewający przejaw bierności wobec Holokaustu.

Żydzi pojmani przez SS w trakcie tłumienia powstania w getcie warszawskim © Wikimedia Commons Żydzi pojmani przez SS w trakcie tłumienia powstania w getcie warszawskim

Spotkanie na Bermudach nie było pierwszym wydarzeniem tego typu. Już w lipcu 1938 roku, z inicjatywy Franklina D. Roosevelta, w Évian zwołano specjalną konferencję, podczas której omawiano możliwości pomocy dla prześladowanych Żydów. Udział wzięły w niej 32 kraje, ale żaden z nich nie zaoferował żydowskim uciekinierom realnej pomocy. Bodaj najbardziej brutalnie postawił sprawę przedstawiciel Australii, który powiedział, że jego kraj „nie ma żadnych realnych problemów rasowych, i nie ma ochoty zmieniać tej sytuacji”. Po konferencji „Völkischer Beobachter” napisał z nieskrywaną satysfakcją: „Nikt ich nie chce”. Niemcy poczuli, że cały świat jest obojętny na los Żydów.

Rok później Niemcy mogli się tylko utwierdzić w tym przekonaniu, obserwując los pasażerów statku St. Louis, który wypłynął z Hamburga 13 maja 1939 roku. Na jego pokładzie znajdowało się ponad 900 żydowskich uchodźców. Większość z nich miała już promesy wizowe do USA i na Kubie pasażerowie chcieli przeczekać zakończenie procesu imigracyjnego. Okazało się to jednak niemożliwe. Najpierw przepędzili ich Kubańczycy, a następnie odepchnęły ich USA i Kanada. 17 czerwca St. Louis zawinął do Antwerpii. Anglia, Francja, Holandia i Belgia przyjęły wprawdzie uciekinierów z tego statku, ale szacuje się, że ok. 250 z nich zginęło w Holokauście.

Członkowie rodziny Heldenmuth wchodzą na pokład MS St. Louis w Hamburgu © Wikimedia Commons Członkowie rodziny Heldenmuth wchodzą na pokład MS St. Louis w Hamburgu

Konferencja w Hamilton na Bermudach rozpoczęła się 19 kwietnia 1943 roku. Tak się złożyło, że akurat tego dnia Żydzi z warszawskiego getta chwycili za broń… Amerykanie i Brytyjczycy przez dziesięć dni debatowali nad możliwościami pomocy mordowanym Żydom (już od ponad pół roku wiadomo było, że Niemcy w masowy sposób eksterminują w okupowanej przez siebie Europie ludność żydowską). Debata na Bermudach nie przyniosła jednak jakichkolwiek ustaleń. Amerykanie nie chcieli podnieść swoich limitów imigracyjnych, a Brytyjczycy nie znieśli nawet zakazu wjazdu do Palestyny.

Brytyjski „The Observer” tymi słowami skomentował efekty konferencji: „Oto w luksusowych hotelach, na plażach luksusowej wyspy na Atlantyku, zebrali się dobrze ubrani dżentelmeni, by zapewniać się nawzajem, że naprawdę niewiele da się zrobić”.

Żydowska opinia publiczna w USA i Wielkiej Brytanii protestowała przeciw bierności aliantów, ale nie zmieniło to polityki Waszyngtonu i Londynu w tej kwestii.

W proteście przeciw bierności aliantów wobec tragedii narodu żydowskiego samobójstwo popełnił Szmuel Zygielbojm, żydowski polityk, członek Rady Narodowej RP w Londynie. Przed śmiercią napisał list:

„Nie mogę pozostać w spokoju. Nie mogę żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane. Moi towarzysze w getcie warszawskim polegli z bronią w ręku w ostatnim bohaterskim boju. Nie było mi sądzonym zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich i do ich grobów masowych. Śmiercią swoją pragnę wyrazić najsilniejszy protest przeciw bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza zagłady ludu żydowskiego”.

Winston Churchill – przeciwieństwie do prezydenta USA – poważnie brał pod uwagę zbombardowanie największej niemieckiej „fabryki śmierci” – Auschwitz-Birkenau. Gdy w lipcu 1944 roku Światowy Kongres Żydów w Genewie apelował o zniszczenie komór gazowych Churchill napisał do Anthony’ego Edena: „Niech pan uzyska od sił powietrznych, ile się da, a w razie potrzeby powoła się na mnie”. Jednak brytyjskie ministerstwo lotnictwa przedstawiło daleko idące wątpliwości w tej sprawie.

Auschwitz-Birkenau w 1945 roku © Wikipedia Auschwitz-Birkenau w 1945 roku

„Pojawiła się sugestia, żeby zajęli się tym Amerykanie, którzy byli wyspecjalizowani w przeprowadzaniu nalotów w dzień – jak wiadomo, taką operację trzeba byłoby przeprowadzić za dnia. Amerykanie jednak nie wykazali tu dużego entuzjazmu – powiedział w rozmowie z „Historią Do Rzeczy” Laurence Rees, autor książki „Holokaust. Nowa historia”. – Poza brakiem wiary w wykonalność tego przedsięwzięcia, amerykański Departament Wojny uważał, że taka misja niepotrzebnie angażowałaby bombowce uczestniczące w ważniejszych – z punktu widzenia prowadzenia wojny – misjach.

Zostaw komentarz