Władzom Trójki udało się wywołać “efekt Streisand”. To nie koniec afery

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Władze Trójki wywołały efekt Streisand, cenzurując "Twój ból jest lepszy niż mój" Kazika © YouTube/Kazik Władze Trójki wywołały efekt Streisand, cenzurując “Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika

[Uwaga od redakcji: Opinie w tym artykule są opiniami autora, opublikowanymi przez naszego partnera, i nie reprezentują poglądów Microsoft News ani Microsoft]

Zarządzanie kryzysem w Trójce wejdzie do podręczników pod hasłem “Jak tego nie robić” – zauważa Radek Teklak, komentując unieważnienie notowania Listy Przebojów, na której szczycie znalazł się Kazik i jego “Twój ból jest lepszy niż mój”.

Otwiera się brama, ja nie wierze oczom

Czy jednak się rzeczy inaczej potoczą

Podbiegam, Twoje karki krzyczą stój

Bo Twój ból jest lepszy niż mój

Twój ból jest lepszy niż mój

Kiedy wydaje się nam, że miłościwie nam panujący nie są w stanie wyciąć większej żenady od tego, co zrobili do tej pory, oni krzyczą głośno “potrzymaj mnie piwo” i robią to. A potem, gdy wydaje się nam, że sięgnęli już takiego dna, że zaczyna trzeszczeć sklepienie piekła, władcy popadają w ciężką rozkminę i najdalej w tydzień, dwa robią coś jeszcze bardziej żałosnego. Na przykład nadgorliwy dyrektor, bojąc się reakcji Partii, cenzuruje całe notowanie Listy Przebojów Trójki.

Lista Przebojów Programu Trzeciego i komunistyczna cenzura

Komuna Listy Przebojów się przesadnie nie czepiała. Towarzysze wiedzieli, że muzyka kanalizuje wrodzony wkurw młodzieży, więc pozwalali i na Trójkę, i na Jarocin, i na różne dziwne zjawiska okołomuzyczne. Być może ich nie rozumieli, ale widzieli, że jak się młodzież wyszumi na prywatce albo festiwalu, to ma odrobinę mniejszą chęć obalać system.

Najgłośniejszy przypadek cenzury dotknął zespół Maanam, który podpadł, odmawiając grania w Sali Kongresowej dla młodzieżówek socjalistycznych ZSRR i PRL. Muzycy dostali szlaban, zabroniono odtwarzania ich nagrań w radiu. Marek Niedźwiecki się nie bał i grał, piosenki Maanamu trafiały na listę. W końcu zakaz dotarł też i tam, na co prowadzący znalazł sposób, bo na tym polegała wtedy gra z cenzurą – na znajdowaniu inteligentnych sposobów.

Gdy w kolejnym zestawieniu padała nazwa Maanam i tytuł piosenki, wchodziły same werble z nagrania “To tylko tango”, z tym ich nieco złowróżbnym pogłosem. I cała Polska siedząca przed radioodbiornikami wiedziała o co chodzi. Komuchy znowu czegoś zabroniły, sprawdźmy czego.

Od 1990 cenzury nie było i wydawało się nam, że teraz będzie można przynajmniej grać wszystko, bo z mówieniem to się jeszcze trochę wstrzymywaliśmy. Ale wszyscy wierzyli, że powrotu do zdejmowania piosenki z anteny już nie ma. O jakże byliśmy naiwni. Nowa władza pokazała, że nie cofnie się przed niczym, co godzi w sojusze i dobre samopoczucie prezesa partii. Najpierw zapłonęła oburzeniem, że w tej formie to nie może wcale pójść, a potem ocenzurowała Kazika, ale w sposób budzący śmiech politowania.

“Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika to nie pierwszy debiut na szczycie Listy

W ostatnim notowaniu Listy Przebojów Programu Trzeciego, utwór Kazika “Twój ból jest lepszy niż mój” wylądował od razu na pierwszym miejscu. Nie jest to wydarzenie bezprecedensowe, bo wcześniej dokonało tego dziesięciu wykonawców z dwunastoma utworami (Adele i Rojek dwukrotnie, Kult też się załapał). Kazik nie wziął się z powietrza, bo był na liście utworów do głosowania, wstrzelił się w aktualne zapotrzebowanie i wygrał. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego.

No niestety, władze rozgłośni uznały inaczej i zareagowały. Ale w sposób tak kuriozalny, że dalej w to nie wierzę. Najpierw przestała działać strona internetowa z notowaniami Listy. Nie był to żaden atak hakerski, ani nic takiego. Po prostu ktoś dodał jedna linijkę kodu, przekierowującą do komunikatu “błąd na stronie”, zamiast do feralnego wydania listy. Przy okazji zaoraniu uległo zestawienie wszystkich notowań, ale na wojnie muszą być straty.

W czasie, gdy pół polskiego internetu umiera ze śmiechu, władze Trójki myślą, jak wybrnąć z tej żałosnej sytuacji. No i wymyślają coś tak nieprawdopodobnie głupiego, że nawet jeżeli sobie wyobrazicie najdurniejszą rzecz, jaką zrobiliście pod wpływem substancji rozrywkowych, to i tak będzie to o trzy rzędy inteligentniejsze od tego, jak szefostwo rozgłośni postanowiło handlować z tym kryzysem wizerunkowym. Oczywiście, że przy pomocy oświadczenia, które możecie przeczytać poniżej.

Oświadczenie władz Radiowej Trójki © polskieradio.pl Oświadczenie władz Radiowej Trójki

Przy okazji chciałem się zapytać, gdzie możemy znaleźć regulamin, na złamanie którego powołuje się pan Dyrektor-Redaktor Naczelny Tomasz Kowalczewski. Poproszę o link albo o wysłanie regulaminu mailem na adres redakcji Noizz. Chętnie poczytamy.

Marek Niedźwiedzki odchodzi z Trójki

Niestety, w tle działy się rzeczy dużo bardziej obrzydliwe. W sobotę wieczorem Mahdieh Gholami, żona Bartosza Gila informuje na swoim Facebooku, że rozgłośnia go zawiesiła za to, że nie zgodził się na podpisanie oświadczenia o zmanipulowanych wynikach notowania. Potem tę informację potwierdzili Agnieszka Szydłowska i Piotr Stelmach. Godzinę później, Zbigniew Preisner przekazuje wiadomość o rezygnacji Marka Niedźwieckiego z pracy w Trójce. Wtedy przebrała się miareczka. I pęka worek z wku***m.

W chwili gdy piszę ten tekst, ze współpracy z Trójką zrezygnowali muzycy Dawid Podsiadło i Organek. W niedzielę w południe o zawieszeniu współpracy z rozgłośnią informuje wydawnictwo Mystic Production, mające w swoim katalogu, między innymi, takich artystów jak Nick Cave, Deep Purple, Skunk Anansie, Marillion, Lao Che, Gaba Kulka, Piotr Bukartyk czy Artur Andrus. Odchodzi Hirek Wrona. Decyzję o cenzurze krytykują praktycznie wszyscy, całe środowisko wzburzone… Całe? Nie, jedna, jedyna osada, zamieszkała przez ludzi bez RIGCZU (rozumu i godności człowieka – przyp. red.), stawia opór zdrowemu rozsądkowi i faktom.

W sobotnią noc kilku mocnych zawodników władzy musiało odebrać telefony kogoś bardzo zdenerwowanego, bo na Twitterze głos dali Joachim Brudziński i Piotr Gliński. Oczywiście zwietrzyli prowokację, wycelowaną w szeregowego posła. Pan Joachim wprost napisał, że “znalazł się jakiś pacan co zagrał w teatrzyku Marka Niedźwieckiego” Rozumiecie? Winą za całe zamieszanie zrzucili na prowadzącego listę.

Tweet Joachima Brudzińskiego © Twitter @jbrudzinski Tweet Joachima Brudzińskiego

Głos dał również wiceminister aktywów państwowych, Kowalski Janusz, który Niedźwieckiego zlustrował, zdekomunizował i zdemaskował jako agenta. Co prawda, jak sam pisze, nie ma na to kwitów, bo ponoć zniszczyła je bezpieka w styczniu 1990, ale jak rzuci się odpowiednio dużo gów**, to coś się, siłą rzeczy, przylepi.

Tweet Janusza Kowalskiego © Twitter @jkowalski_posel Tweet Janusza Kowalskiego

Rano oświadczenie złożyła prezeska Polskiego Radia, która znowu mówiła o tym, że oskarżenia są bezpodstawne, ta pani w tym futrze przyszła, wiadome kręgi wprowadziły piosenkę spoza listy, a ktoś ingerował w kolejność utworów. Obiecała dogłębne zbadanie i wyjaśnienie sprawy, a nawet ewentualne kroki prawne. Natomiast oskarżenia o cenzurę są kłamliwe i niesprawiedliwe.

Rozumiecie? Bez żadnych dowodów, oskarża się Niedźwieckiego o manipulacje a niewiadomych sprawców o ingerencję w system głosowania, po czym unieważnia się notowanie. Ten przypadek zarządzania kryzysem wejdzie na stałe do podręczników, pod hasłem “Jak tego nie robić”. Jak napisała jedna z moich komentatorek, to “finezja tankisty w baletkach”. Oni wrzucili granat do szamba, schylili się, ciekawi efektów i teraz są zdziwieni, że od stów do głów upaprani są w brązie. Tak to jest, jak się jest Midasem à rebours.

To nie koniec afery w Trójce

To oczywiście nie koniec afery, bo sytuacja jest rozwojowa. Niewykluczony jest scenariusz, że wycofa się jeszcze więcej wydawców i Trójka nie będzie miała czego legalnie grać. Czekam z niecierpliwością na kolejne odsłony afery.

W zdrowej organizacji funkcjonujesz bez strachu przed ewentualnym telefonem z góry. Dzięki temu, zamiast koncentrować się na prewencji, rozwijasz biznes, nie zastanawiając się, czy ktoś nie poczuje się urażony twoimi decyzjami. W dyktaturze strach przed tym telefonem nas paraliżuje. Władza nie musi nikogo aresztować, zamykać w więzieniu, wydawać poleceń. Wystarczy sam domysł, cień przypuszczenia, że coś może nie spodobać się pryncypałowi, i rusza maszyna.

Ten tłum usłużnych przydupasów, którymi każdy dyktator gardzi, chociaż widzi ich ograniczoną użyteczność, wyprzedza jego myśli. Są jak ofiary przemocy albo osoby współuzależnione, które przewidują i uprzedzają ewentualne prośby wodza, po to by uniknąć bicia, awantury, zwolnienia. I bardzo często w tej usłużności przesadzają, ściągając na siebie faktyczny gniew władcy.

Efekt Streisand

Śmieszki piszą, że Jarosław Kaczyński usłyszał piosenkę Kazika, i tak się zdenerwował, że rzucił kapciem w radioodbiornik. Według mnie prezes nie miał nawet świadomości istnienia tego kawałka. Natomiast teraz już ma, bo szefom Trójki udało się wywołać “efekt Streisand” większy, niż zrobiła to sama boska Barbra (efekt Streisand to internetowe zjawisko, w którym w wyniku prób cenzurowania lub usuwania jakichś informacji, rozpowszechniają się one wśród bardzo szerokiej grupy odbiorców). I wiecie co, żałuję jednej rzeczy. Tego, że nie zobaczę reakcji Kaczyńskiego, gdy w końcu posłucha tego Kazika, z pełną świadomością tego, jakiego gnoju z tej okazji narobili jego poddani.

Zostaw komentarz