Wiem, czemu Polacy jeżdżą tak szybko. Oni po prostu nie lubią swoich samochodów

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

łamanie przepisów © Provided by Spider’s Web łamanie przepisów

Jak się ma do zrobienia trasę w źle dobranym samochodzie, to jasne, że się chce pokonać ją jak najszybciej.

Wsiadłem na kilka dni do kompaktowego SUV-a popularnej marki. Zrobiłem nim dzisiaj 300 km i im bliżej końca, tym bardziej marzyłem o tym, by ta podróż już się skończyła. Kusiło, żeby przyspieszyć i ukrócić te męki.

W moim aucie jest mi tak dobrze, że nie chce mi się zasuwać

Siedzę nisko jak lubię, mam dobrze dopasowany fotel, z wyregulowanym podparciem odcinka lędźwiowego kręgosłupa i niezłym trzymaniem bocznym. Mam oparcie pod łokcie tak jak lubię i gałkę zmiany biegów dokładnie tam, gdzie mi pasuje. Jestem zadowolony z poziomu wyciszenia wnętrza i z osiągów, jakie daje benzynowy silnik 1.5. Cieszę się, że mam sensownie działającego asystenta pasa ruchu i aktywny tempomat. Włączam jakiś podcast albo dobrą playlistę ze Spotify i mogę jechać choćby na drugi koniec Polski.

Ten SUV mi po prostu nie leży

Sprzedaje się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, więc pewnie nie jest zły. Ale mi po prostu nie pasuje. Siedzę za wysoko, fotel jest za szeroki i ucieka mi spod pleców w zakrętach. Ma niewystarczającą regulację podparcia lędźwi, za krótkie siedzisko i już po 150-200 km czułem, że jestem po prostu zmęczony.

Do tego ten egzemplarz ma silnik Diesla

Już nie pamiętam kiedy ostatni raz jeździłem autem z dieslem. Czuć, że przód sporo waży, silnik spięty z automatem ze zwłoką reaguje na wduszenie gazu i cały czas rzęzi. Jazda, zamiast relaksować, denerwuje. Zrobiłem 300 km z przepisowymi prędkościami, w tym 200 po drogach szybkiego ruchu. Średnie spalanie – 7,3 litra. Mój turbodoładowany benzyniak spaliłby co najmniej z pół litra mniej. Po co dopłacać do silnika Diesla?

O ile u siebie wspomagacze lubię, o tyle tutaj okropnie mnie irytowały

Mój samochód trzyma się środka pasa, kładę dłonie na kierownicy i czuję, jak sam zbiera łuki. W aucie, którym teraz jeżdżę asystent działa opieszale, w łuku zaczyna korygować tor jazdy zbyt późno i wymaga wsparcia. Do tego nawet jak włączę kierunkowskaz, zdarza się, że asystent  chce odkręcić kierownicę i powstrzymać mnie przed zmianą pasa. Coś co miało pomagać, bardziej frustruje.

Wszystko to sprawia, że zamiast cieszyć się podróżą, chciałem ją jak najszybciej skończyć

Nie powiem jaka to marka i co to za model, spróbuję dać mu drugą szansę. To, że nie pasuje mi, nie znaczy, że musi być zły. Ale współczuję ludziom, którzy nie mogą wybrać czym jeżdżą i np. wsiadają w samochody służbowe, które zupełnie im nie pasują. Wtedy chcą jak najszybciej z nich wysiąść i drą do celu ile fabryka dała.

Żebyśmy mieli jasność – nie uważam, że to powód by usprawiedliwiać łamanie przepisów. Mówię tylko, że straszne szczęście mają ci, którzy potrafią i mogą dopasować auto do siebie, jak – nie przymierzając – buty. Buty też nie zawsze są wygodne, choćbyś nie wiem co z nimi zrobił. Niektóre da się rozchodzić i z czasem stają się naprawdę wygodne. Jestem ciekaw, czy w przypadku tego auta może być podobnie.

Zostaw komentarz