Waldemar Witkowski. Gwiazdą debaty okazał się nowy kandydat

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

© Dostarczane przez Newsweek Polska

Choć wszystko przygotowano tak, by to Andrzej Duda mógł w debacie zabłysnąć, to nie on okazał się gwiazdą.

Nie, wcale nie chodzi o Rafała Trzaskowskiego lecz o Waldemara Witkowskiego, prezesa spółdzielni mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Na wszystkie pytania odpowiadał spokojnie, rozsądnie i godnie, choć niektóre były tak absurdalne, że wprost mówili o tym kolejni kandydaci. Jako jedyny opowiedział się za adopcją dzieci przez pary homoseksualne, i jako jedyny nie kluczył w przypadku pytania o euro – powinniśmy je przyjąć, bo jesteśmy częścią Europy.

Rzecz jasna pan Witkowski miał ułatwione zadanie: jego szanse na wygraną są żadne, więc mógł sobie pozwolić na pełną szczerość w odpowiedziach. Kandydaci z dużymi szansami na drugą turę muszą umiejętnie kluczyć, by zyskiwać kolejne głosy i nie tracić przy tym już zdobytych.

Drugi nowy kandydat w stawce, Rafał Trzaskowski wypadł bardzo dobrze, zważywszy, że grał na wrogim sobie terenie i cała debata od pierwszej minuty była pomyślana tak, by jak najbardziej go zdeprymować. Już na samym początku prowadzący, Michał Adamczyk, prezentując reguły debaty wyraził nadzieję, że kandydaci nie będą atakować TVP. To było wyraźne uszczypnięcie Trzaskowskiego, który na samym początku kampanii obiecał likwidację kłamliwych programów informacyjnych w TVP.

Nie bez powodu: od samego początku Wiadomości i TVP Info prowadzą wobec niego kampanię hejtu i oszczerstw, jaka w cywilizowanych krajach nie miała precedensu (kilka tytułów w TVP Info tylko z wczorajszego popołudnia, po prezentacji przez Trzaskowskiego programu bezpieczeństwa; „Trzaskowski – człowiek, który udaje, że jest kimś innym”, „Doradca Trzaskowskiego ma zarzuty o kontakty z FSB”, „Trzaskowski mówił, że zadba o etos polskiego żołnierza, wcześniej drwił z defilady”, „Trzaskowski zwierzchnikiem Sił Zbrojnych? Nadaje się na szefa kuchni polowej.”)

Cztery z pięciu pytań zadanych przez prowadzącego Adamczyka były tak niedorzeczne, że nie mogły nie powstać na Nowogrodzkiej, tylko po to, żeby rzucić linę prezydentowi Dudzie i podstawić nogę Trzaskowskiemu. I najbardziej zaskakujące jest to, że mimo takiej przewagi Andrzej Duda stanowił zaledwie tło dla innych uczestników dyskusji.

W pierwszym pytaniu, o politykę wobec migrantów, Adamczyk przypomniał falę migracji sprzed 5 lat i naszkicował wizję kolejnej fali uchodźców stojących u bram Europy. Tyle że nic takiego się nie dzieje. Trzaskowski przypomniał, że dzięki umowie z Turcją z 2016 r. żadnej nowej fali migracji nie ma. Brakuje za to polityki migracyjnej. Drugie pytanie dotyczyło religii w szkole, a Adamczyk nie omieszkał wspomnieć o przygotowaniach dzieci do komunii świętej (to nawiązanie do „newsa” TVP, że Rafał Trzaskowski nie posłał dziecka do komunii). Poza Dudą, wszyscy kandydaci byli co najmniej zdumieni pytaniem oderwanym od rzeczywistości. Kiedy padło pytanie trzecie – czy zgodziłby się pan na zmianę konstytucji, by możliwe były małżeństwa homoseksualne, a z czasem adopcja przez nie dzieci – było już jasne, że cała ta debata to gra znaczonymi kartami. Znów próba dania wiatru w żagle Dudzie, który od tygodnia szczuje wyborców na środowiska LGBT i postawienie Trzaskowskiego w niewygodnej sytuacji. Tu reakcje wszystkich kandydatów (poza Dudą) były jednoznaczne: pytanie jest absurdalne, to ustawka, są o wiele ważniejsze temat, takie jak niekompetencja rządu w sprawie pandemii i kryzysu.

W czwartej rundzie miało paść pytanie dotyczące gospodarki. I padło. Ale nie takie, jakiego mogliście się państwo spodziewać. Nie o bezrobocie czy sposoby wyjścia z kryzysu. Otóż w scenariuszu pisanym pod prezydenta Dudę znalazło się pytanie o… przyjęcie euro. Nic to, że na razie nie spełniamy choćby kryterium inflacyjnego, a za chwilę przez parę lat nie będziemy spełniali wymogów długu publicznego, bo przez kryzys rząd musi zadłużyć państwo po uszy. Trzeba było machnąć szabelką i wydeklamować, że „nie rzucim złotówki” (nawiasem mówiąc, droga TVP, polska waluta to złoty, nie złotówka). Tymczasem na świecie na euro patrzy się pragmatycznie: to nie narzędzie do straszenia tylko sposób na wyeliminowanie zbędnych kosztów transakcyjnych. Mimo kryzysu w kolejce do walutowej poczekalni stoją już Bułgaria i Chorwacja. Cóż to będzie za zdziwienie za 2-3 lata, kiedy w Chorwacji zamiast kun trzeba będzie wysupłać z kieszeni euro.

Przy okazji tego pytania mieliśmy coming out prawdziwego Polexitowca – Stanisława Żółtka, dla którego Unia Europejska to opresyjna organizacja, która nas grabi. Niby wiadomo było, że to kandydat ekscentryczny, ale taka otwarta wrogość wobec UE jednak była dla mnie nowością.

Na koniec padło pytanie z dziedziny ochrony zdrowia. I tu sztab prezydenta Dudy, ustami Adamczyka, wykonał ukłon w stronę antyszczepionkowców, czyli kolejnej skrajnej grupy wyborców, gdzie urzędujący prezydent chciałby złowić trochę głosów. Czy kiedy będzie już opracowana szczepionka na koronawirusa, czy Polska powinna ją kupić, i czy szczepienia powinny być obowiązkowe?

Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, że mniej lub bardziej twarde formy sceptycyzmu wobec szczepionek wykazała prawie połowa kandydatów! Prezydent Duda uważa, że szczepionka powinna być dobrowolna, jak szczepionka na grypę. Sęk w tym, że Covid-19 to choroba znacznie poważniejsza niż grypa, nowa, na którą nie mamy jeszcze odporności zbiorowej. Tylko masowe szczepienia pozwolą nas zabezpieczyć. Ale prezydent puszcza oko do antyszczepionkowców: nikt was do niczego nie będzie zmuszał. Nie wiem, czy się opłaciło, bo po występach kandydatów Piotrowskiego i Żółtka wypadł bardzo blado. Ci mówili twardo, że nie można dać się sprowadzić do roli zwierząt gospodarskich, ani ryzykować powikłaniami psychicznymi. Tak, takie słowa padały w debacie prezydenckiej w dość sporym kraju w środku Europy.

Pytanie o szczepionki było chyba jedynym trzymającym się jako tako rzeczywistości. A byłoby jeszcze sensowniejsze, gdyby Adamczyk zapytał, czy Polska powinna przystąpić do unijnego mechanizmu wspólnych zakupów szczepionki (dzisiaj zapowiedziała go Komisja Europejska) albo do sojuszu IVA, stworzonego przez Niemcy, Francję, Włochy i Holandię – te cztery kraje w weekend zawarły umowę z brytyjskim koncernem AstraZeneca na zakup prawie 400 mln dawek szczepionki opracowywanej na Uniwersytecie w Oxfordzie. Czwórka z IVA zaprasza do udziału także pozostałe kraje. I można by zapytać, jakie jest stanowisko Polski.

Ale to byłby pewien kłopot dla urzędującego prezydenta. Choć zawsze mógłby być większy – gdyby padło pytanie, czy szczepionki lepiej byłoby kupić za pośrednictwem instruktora narciarstwa, czy handlarza bronią? No ale takiego pytania nikt by przecież Adamczykowi nie napisał.

Uwaga od redakcji: Opinie w tym artykule są opiniami autora, opublikowanymi przez naszego partnera, i nie reprezentują poglądów Microsoft News ani Microsoft

Zobacz także:

Odtwórz ponownie wideo

NASTĘPNY

NASTĘPNY

Zostaw komentarz