W Polsce szaleje epidemia głupoty. Radzimy sobie z nią gorzej niż z koronawirusem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

epidemia głupoty © Provided by Spider’s Web epidemia głupoty

Przypadek Kraśnika pokazuje, że epidemia głupoty staje się dla naszego społeczeństwa równie niebezpieczna co pandemia koronawirusa. Być może nawet bardziej – tą drugą państwo przynajmniej stara się zwalczać. Tymczasem antynaukowe bzdury bez żadnego większego oporu opanowują i samorząd i władze centralne szerząc się wśród Polaków niczym infekcja. 

Antynaukowe bzdury to nie tylko kraśnik – epidemia głupoty zainfekowała również parlament

Przypadek 5G w Kraśniku, a także wi-fi w szkołach, pokazuje jak na dłoni że mamy poważny problem. Nie chodzi bynajmniej o to, że to miasto na naszych oczach staje się nowym Wąchockiem, ogólnonarodowym memem. Zatrważający jest fakt, jak daleko głosiciele rozmaitych popularnych w ostatnim czasie antynaukowych postulatów.

Problem zauważył nie tylko burmistrz Kraśnika, ale także Ministerstwo Cyfryzacji. Przedstawiciele tego resortu stwierdzili, że radni zostali zmanipulowani przez zwolenników teorii spiskowych. Są gotowi wytłumaczyć im jak działa współczesna technologia i dlaczego nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Warto przy tym zauważyć, że specjalna uchwała przeciwko 5G i wi-fi przeszła głosami radnych reprezentujących rządzące Prawo i Sprawiedliwość.

Epidemia głupoty to nie tylko Kraśnik. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Siarkowska nie tak dawno zupełnie poważnie pytała Ministerstwo Zdrowia czy ewentualne szczepionki na covid-19 nie będą przypadkiem wykonane z ludzkich płodów. Przypadkiem zupełnym: popularna teoryjka w środowisku antyszczepionkowców.

Infekcja szerzy się nie tylko w samorządzie, ale także we władzach centralnych. Nie wspominając nawet o samym społeczeństwie. Stosunek części współobywateli do podstawowych środków zaradczych w postaci maseczek jest wręcz przerażający. Środowiska antymaseczkowe poczuły się na tyle silne, że są gotowe wręcz prześladować osoby stosujące się do wymogów. Antyszczepionkowcy atakują lekarzy od dłuższego czasu, zwłaszcza tych próbujących z nimi polemizować.

Jest jedna zasadnicza różnica pomiędzy obydwiema epidemiami. W przeciwieństwie do koronawirusa, państwo nie robi absolutnie nic by przeciwdziałać zagrożeniu.

Historia od wieków boryka się z wyznawcami rozmaitych teorii spiskowych

Czym właściwie jest ta „epidemia głupoty”? Pewne jej elementy składowe bardzo łatwo wyodrębnić. Chodzi o szerzące się w społeczeństwie poglądy drastycznie sprzeczne ze współczesną wiedzą. Ich wyznawcy starają się przy tym wszelkimi sposobami nadać tym poglądom znaczenie równorzędne prawdziwej wiedzy. Są to często rozmaite teorie spiskowe. Szczepionki z mielonych płodów i rtęci wywołujące autyzm. Zmyślona pandemia mająca na celu kontrolę populacji, albo depopulację planety. Technologia 5G powodująca rozmaite schorzenia – z rakiem i koronawirusem na czele.

Historia zna oczywiście liczne takie przypadki. Antymaseczkowcy działali przecież także w trakcie „prawdziwej” epidemii grypy-hiszpanki. Niektórzy ludzie długo wierzyli, że wyznawcy judaizmu dokonują mordów rytualnych na chrześcijańskich dzieciach. Poglądu, że „za wszystkim stoją Żydzi” nie udało się zresztą wykorzenić do tej pory. Byli też luddyści gotowi niszczyć wszelkie maszyny, w których upatrywali zagrożenie dla ich miejsc pracy. O płaskoziemcach nawet nie wspominając.

Oczywiście w demokratycznym państwie prawa każdy może głosić niemalże każdy pogląd, ma także prawo wierzyć w co mu się tylko podoba. Problem w tym, że niektóre wierzenia niekoniecznie powinny być traktowane przez dowolnych przedstawicieli państwa czy samorządu poważnie. Jak w końcu nazwalibyśmy posła pytającego władzę wykonawczą w stosownym trybie, czy premier Mateusz Morawiecki nie jest przypadkiem jaszczurem z kosmosu?

Środowiska antynaukowe rozsiewają swoje wierzenia w społeczeństwie niczym zarazki chorobę po organizmie

Tymczasem poglądy antynaukowe taki status ewidentnie we współczesnej Polsce otrzymały. W ostatnich latach szerzą się w sposób bardzo podobny do prawdziwych chorób zakaźnych. Pierwszym sposobem przenoszenia takiej idei najczęściej jest internet.

Pierwsi akolici danej koncepcji korzystają z niego do zdobycia zwolenników, na ich bazie tworzą „ruch społeczny”. Zwykle głośny i agresywny w Sieci. Ten zyskuje zainteresowanie mediów i polityków. Ani się obejrzymy aż partie z reprezentacją parlamentarną będą głośno zabiegać o ich poparcie, posłowie zaczną głosić ich tezy z mównicy sejmowej a głowa państwa puszczać do nich oko w trakcie kampanii.

Epidemia głupoty jest jednak nieco bardziej niebezpieczna niż koronawirus. Trudno byłoby sobie w końcu wyobrazić przymierze covid-19 z innymi wirusami na zgubę ludzkości. Tymczasem środowiska głoszące wszelkie możliwe antynaukowe poglądy w jakimś stopniu się pokrywają i wspierają siebie nawzajem. Antyszczepionkowcy, antymaseczkowcy i przeciwnicy masztów 5G trzymają ze sobą sztamę.

Epidemia głupoty nie ma nic wspólnego z tradycją czy religią – to problem przywleczony z zagranicy

Antynaukowe poglądy są wyjątkowo odporne na racjonalną dyskusję. Co gorsza, sama próba racjonalnej dyskusji może zostać odebrana jako ścieranie się dwóch równorzędnych poglądów. Także uzbrojenie społeczeństwa w wiedzę w trakcie procesu edukacji może nie wystarczyć. Ludzie w końcu od zawsze mieli tendencję do szukania wiedzy tajemnej, niedostępnej zwykłym śmiertelnikom – bo to dobrze robi na poczucie własnej wartości, zwłaszcza w porównaniu do „nieuświadomionych”.

Na domiar złego w Polsce zaufanie do organów władzy, jak na kraj słowiański przystało, jest raczej mizerne. Myliłby się jednak ten, kto uważa że epidemia głupoty to domena jakiegoś „Ciemnogrodu”, żyjącego w minionej epoce i kurczowo trzymającego się tradycji. Nie chodzi też o to na jaką partię kto głosuje, może z jednym wyjątkiem. Tak się składa, że na przykład odmowa szczepienia dzieci występuje częściej w województwach zachodnich – utożsamianych raczej z „postępem”, „europejskością” i głosowaniem „przeciw PiS”.

Trzeba postawić sprawę jasno: ruchy antyszczepionkowe, antymaseczkowe i wrogie względem masztów 5G nie mają nic wspólnego z polską tradycją, kulturą i religią. Są to zresztą infekcje przywleczone z zachodu. Mamy oczywiście własne „choroby współistniejące”. Nie sposób tutaj nie wskazać na histerię wymierzoną w ruch LGBT. Ta stanowi mimo wszystko pewne wyjaśnienie dlaczego epidemia głupoty tak dobrze sobie w Polsce radzi.

Antyszczepionkowców i ruchy walczące ze środowiskami LGBT łączą bliźniaczo podobne metody działania

Styl bycia środowisk LGBT jest w oczywisty sposób niekompatybilny z wartościami wyznawanymi przez naszych rodzimych konserwatystów, w tym także obóz rządzący. Środowisko to nie stanowi jednak spójnej, zorganizowanej ideologii. Trudno byłoby przyrównywać je do chociażby marksizmu. Co oczywiście nie przeszkadza rządzącym tworzyć rozmaitych fantastycznych analogii. Z tych z kolei wzięły się „strefy wolne od LGBT”.

Warto w tym momencie wrócić na chwilę do Kraśnika. Tamtejsza Rada Miejska przegłosowała przecież, i niedawno nie uchyliła, specjalną uchwalę. Jej tytuł brzmi: „w sprawie przyjęcia stanowiska dotyczącego powstrzymania ideologii LGBT przez wspólnotę samorządową„. W awangardzie walki z „ideologią LGBT” stoją dzisiaj środowiska antyaborcyjne, w postaci chociażby Kai Godek. To w końcu jej fundacja jest pomysłodawcą inicjatywy ustawodawczej „stop LGBT”, aktywnie wspieranej przez chociażby niektórych polskich biskupów.

Sposób działania w obydwu przypadkach jest w gruncie rzeczy bardzo podobny. Przykłady mogą być wszelkie próby stawiania znaku równości pomiędzy homoseksualistami a pedofilami. Kompletna bzdura – ale jednak są ludzie gotowi traktować takie tezy jako coś więcej, niż próba publicznego znieważenia innych obywateli.

Jeśli jesteśmy więc w stanie wcisnąć samorządowcom jeden grubymi nićmi szyty kit, dlaczego ktoś inny miałby nie zrobić tym samym ludziom tego samego? W Kraśniku podtrzymanie uchwały wymierzonej w „ideologię LGBT” i uchwalenie tej dotyczącej technologii 5G nastąpiło tego samego dnia.

Rządzący mogliby powstrzymać wpływ antynaukowych poglądów na państwo – nawet jednak nie próbują

Łatwo sobie wyobrazić wykorzystanie przez rządzących środków, które na co dzień stosują wobec przeciwników politycznych czy ideologicznych. Raz jeden rządowa propaganda w TVP mogłaby zrobić coś pożytecznego. Podobnie jak kierowanie pracami parlamentu żelazną ręką czy tworzenie prawa bez liczenia się na zdanie społeczeństwa czy środowisk innych niż partia rządząca. To nie problem kazać szeregowym radnym głosować tak, jak sobie tego życzy partyjna centrala. Z jakiegoś jednak powodu nic takiego się nie dzieje.

Być może to zaniechanie wynika z tego, że partie polityczne w antymaseczkowcach czy antyszczepionkowcach widzą po prostu potencjalnych wyborców. Dowodem potwierdzającym tą tezę są słowa jakie wypowiedział prezydent Andrzej Duda o szczepionkach w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich. Dla odmiany Konfederacja w dużej mierze jest partią reprezentującą w Sejmie te konkretne środowiska.

Diagnoza jest więc zła. Epidemia głupoty opanowała także najważniejsze organy naszego państwa. To, mimo posiadania środków, skapitulowało względem pseudonauki. Konsekwencje takiego stanu rzeczy mogą być równie opłakane jak w przypadku epidemii koronawirusa. Część zachorowań na covid-19 będzie wprost wynikać z działalności antymaseczkowców, antyszczepionkowcom zawdzięczamy chociażby nawrót odry.

Epidemia głupoty opanowuje w tej chwili cały świat zachodni

Być może dla rządzących pewną pociechą jest to, że epidemia głupoty szaleje w całym świecie zachodnim. Na przykład w sobotę w Wielkiej Brytanii wielotysięczny tłum protestował przeciwko ograniczeniom, nawołując do zrywania maseczek i masowego przytulania się.

Wolne od niej pozostają państwa autokratyczne czy wręcz totalitarne. Rosja czy Chiny nie mają problemów z antymaseczkowcami. Tego typu państwa nie dają swoim obywatelom większej możliwości protestu przeciwko decyzjom rządzących. Nie jest to z pewnością atrakcyjna alternatywa dla praw i wolności obywatelskich.

Jeśli premier Mateusz Morawiecki naprawdę chce przeprowadzić w Polsce cyfrową rewolucję w ramach Krajowego Planu Odbudowy, to musi się uporać z wpływem środowisk antynaukowych na społeczeństwo. A także na jego własne koleżanki i kolegów z partii.

Zostaw komentarz