Vital Heynen: Uczynić z nich przyjaciół

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

© PAP

Trener Vital Heynen: w Spale jest 19 najlepszych polskich siatkarzy, nie chodzi tylko o przygotowania do Tokio, budujemy fundament na następne pięć lat.

Powrót do treningów po tak długim odpoczynku to szok dla organizmu?

Czuję się bardzo dobrze, jestem tylko trochę zmęczony, zresztą jak większość zawodników. Przez dwa i pół miesiąca zdążyliśmy się odzwyczaić od trenowania. Od razu zaczęliśmy bardzo mocno i przez pierwsze dwa dni ćwiczyliśmy po pięć godzin. Starałem się utrzymywać dobrą formę fizyczną przez cały czas zamknięcia w domu, jednak teraz doszedł jeszcze wysiłek mentalny, związany z prowadzeniem zajęć. Nic dziwnego, że o 22.20 szedłem już spać.

Czekaliście w napięciu na wynik koronawirusowych testów?

Gdy już wszystko było jasne, zebraliśmy się razem i uściskaliśmy. Od tego momentu mogliśmy zacząć zachowywać się jak drużyna. Poczułem ulgę i radość, nareszcie mogłem poprowadzić trening. Nie tylko ja tak to odebrałem. Zawodnicy bardzo się cieszyli.

W jakiej formie siatkarze przyjechali do Spały?

Mamy wszystkie poziomy przygotowania – od bardzo złego do bardzo dobrego. Każdy przebywał w izolacji, niektórzy nie mieli nawet ogrodu, a kilku zbudowało w domach małe sale fitness. Różnica w dyspozycji jest bardzo duża i w czasie zajęć trzeba pogodzić to wszystko. Podczas pierwszych dni zgrupowania byli tacy, którzy nie robili prawie nic, tacy, którzy trenowali lekko, inni dość ciężko, a byli też tacy, którzy rozgrywali ze sobą mecze. Na szczęście możemy być wszyscy razem, nie ma podziału na grupy. Dzięki zmianie obostrzeń w Polsce, w sali może przebywać 28 osób.

Kto przyjechał w najlepszej formie?

Nie mogę nikogo wyróżniać. Jeśli zgrupowanie byłoby w normalnych warunkach, to bym tak zrobił, ale przecież nie wszyscy mieli równe szanse. Jeśli ktoś przebywał w mieszkaniu z dwójką dzieci, to bardzo trudno było mu ćwiczyć. Dlatego mówię im pięć razy dziennie: uważajcie, nie przesadzajcie, nie chcę przeciążeń, kontuzji. Pytam, jak się czują.

Pojawiały się głosy, że będziecie podzieleni na sześcioosobowe zespoły i poza treningami nie będzie możliwości kontaktu. Michał Kubiak, Karol Kłos mówili, że taka forma zgrupowania nie ma większego sensu. Jak pan odbierał te głosy?

Mieliśmy takie samo zdanie, powiem obrazowo jak do tego podchodziliśmy: jeśli nie będziemy mogli wspólnie grillować, czyli nie będziemy mogli być razem jako drużyna, to nie jedziemy do Spały. W czasie epidemii często ze sobą rozmawialiśmy, chyba nigdy wcześniej tak często nie kontaktowałem się z zawodnikami. Pytałem ich o zdanie, czy taki obóz ma sens? Każdy wyrażał swoją opinię, mogli dyskutować. Dlatego teraz nikt nie narzeka, że jest w Spale.

Pozostaje jeszcze kwestia mieszkania osobno, na co zwracał uwagę Michał Kubiak.

To nie jest wielki problem, bo zawodnicy muszą tylko spać oddzielnie. Poza tym są razem przez cały dzień. Jedzą razem, siedzą razem. Mieliśmy wspólne ognisko. Cieszą się, przebywając ze sobą. Najlepiej świadczy o tym fakt, że zanim zdołam ich zobaczyć grających w karty, to najpierw ich usłyszę. Mówiłem im zawsze, że jeśli nie będą chcieli być razem, to jedziemy do domu. Jesteśmy tutaj od 1 czerwca i każdy się uśmiecha. Muszę chyba uważać, bo widzę zbyt dużo uśmiechów, to podejrzane.

Mówił pan, że to będzie najtrudniejszy obóz, jaki prowadził pan do tej pory…

Jest zupełnie inny niż wszystkie dotychczasowe i dlatego nie wiem, jak nam pójdzie. Zawodnicy ćwiczą przez dwa tygodnie, nie mając jasnego bliskiego celu. To rodzi wiele pytań. Powiedziałem im, że zapamiętają to zgrupowanie na całe życie. Od 20 lat nie zdarzyło się, żeby reprezentacja nie grała latem żadnych meczów o stawkę.

To zgrupowanie naprawdę może tak bardzo pomóc w przygotowaniach do igrzysk w Tokio w 2021 roku?

Cel jest nawet większy niż najbliższe igrzyska. W Spale jest 19 najlepszych polskich zawodników. Chyba się nie pomyliłem, bo czytam, że większość fachowców zgadza się z moimi wyborami. Wśród kadrowiczów są tacy, jak Bartosz Kwolek, Jakub Kochanowski czy Tomasz Fornal, którzy mogą grać w reprezentacji jeszcze przez dziesięć lat, ale żeby tak było, teraz trzeba uczynić z nich przyjaciół. Dlatego budujemy relacje na następne pięć lat, to jest fundament.

Stara się pan to stymulować?

Każdego dnia dzielimy ich na różne grupy, nie ćwiczą ze sobą w stałych składach. Powtarzamy: musicie się siebie nauczyć. Planujemy aktywności wieczorem, żeby się lepiej poznali. Jeśli będziesz się lepiej z kimś znał, to będziesz lepiej grał. Młodsi uczą się starszych, introwertycy – tych bardziej wylewnych. Są tacy, którzy pochodzą z rodzin siatkarskich, gdzie ojciec był jednym z najlepszych graczy w Polsce, inni są siatkarzami w pierwszym pokoleniu. Jest ktoś z wioski, jest ktoś z miasta. Trzeba prowokować, żeby się otwierali na siebie, ale też nie wolno przesadzić. Jeśli ludzie dogadują się dobrze, to nie można ich na siłę rozdzielać, bo będą chcieli stąd uciec. Ciągle rozmawiamy ze sztabem, co robić. Normalnie możesz pozwolić drużynie na wyjście do restauracji, teraz nie możemy opuścić ośrodka, a jeśli nie możesz zmienić miejsca, to musisz zmienić inne rzeczy.

Boi się pan, że mogą być konflikty?

Każdy ma swoje granice wytrzymałości. Jeśli poczuję, że coś nie gra, to zakończę zgrupowanie.

Podobno planujecie sparingi. Mówi się o Rosji i Serbii.

Pod koniec lipca zagramy mecze towarzyskie, ale prawdopodobnie naszymi przeciwnikami nie będą Rosja i Serbia. Polski Związek Piłki Siatkowej prowadzi rozmowy w tej sprawie. Serbia jest raczej za daleko, z kolei w Rosji jest trudna sytuacja epidemiczna. Mogę jednak powiedzieć z całą pewnością, że mecze odbędą się w Polsce. Nie pojedziemy za granicę.

Te mecze mogą wyglądać inaczej, żeby chronić zdrowie zawodników?

Jeśli zagramy, to nie mam zamiaru wprowadzać żadnych innowacji i nie będę nikogo przeciążał. Będzie dużo zmian i nikt nie zagra całego spotkania.

Podtrzymuje pan opinię, że to z zawodników będących w Spale wybierze pan skład na Tokio?

Nie można teraz powiedzieć na 100 procent, że tak się stanie, ale większość zawodników jest w drużynie od trzech lat i nowym niełatwo dostać się do kadry. Ktoś musiałby dojść do niesamowitej formy, żeby pojechać z nami na igrzyska, ale wiadomo – życie pisze różne scenariusze.

Zostaw komentarz