Trzeba wołać do rządu o korytarze humanitarne

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Biskupom nie brak odwagi w walce z ideologią LGBT czy konwencją stambulską. O pomocy dla uchodźców wspominają nieliczni. A w tej sprawie milczeć nie wolno.

© AFP

Brak nawet tak symbolicznego gestu jak korytarze humanitarne „to wstyd dla chrześcijańskiego świata, chrześcijańskiej Europy, ale także dla Polski. Musi nas być na to stać”. Tak we wtorek wieczorem, podczas modlitwy za uchodźców w warszawskim kościele św. Barbary, mówił kard. Kazimierz Nycz. – Mamy różne usprawiedliwienia, czasem mówimy, że pomagamy Ukraińcom, czasem, że pomagamy na miejscu. To trzeba czynić i tamtego nie zaniedbywać – dodawał.

Czytaj także:

Duda otworzy korytarze?

Każdy kto ma w sobie choć odrobinę wrażliwości wie, że tak właśnie trzeba robić. Tego po prostu wymaga ludzka solidarność. Rządzący w Polsce zdają się tego nie rozumieć. I trudno tych słów metropolity warszawskiego nie umieszczać także w kontekście politycznym.

Od początku tzw. kryzysu uchodźczego rząd PiS – tak Beaty Szydło, jak i Mateusza Morawieckiego – przekonuje, że żadnych uchodźców do Polski nie wpuści, że pomaga na miejscu, a poza tym wspiera rzesze naszych pobratymców ze wschodu, którzy uciekli przed wojną. Ten ostatni argument nie do końca jest jednak prawdziwy, bo większość Ukraińców przyjechała do Polski nie z obawy o utratę życia, lecz za chlebem.

Na tego typu narracji, połączonej z budzeniem strachu przed zagrożeniami, jakie niosą ze sobą uchodźcy, rządzący budowali swoją strategię polityczną i za nic nie chcieli – i nie chcą – zgodzić się na cywilizowaną formę pomocy, jaką są korytarze humanitarne. Idea prosta, polegająca na pomocy tym, którzy autentycznie uciekają w obawie o własne życie. Idea, którą z powodzeniem przyjęli Włosi, Francuzi, Belgowie, pomagając w ten sposób ponad 3 tys. ludzi – Włosi właśnie uruchamiają korytarz dla kolejnych 300. Jednak polski rząd – na każdym kroku odwołujący się do wartości chrześcijańskich – takiej potrzeby nie widzi.

Po ostatnim pożarze obozu dla uchodźców na Lesbos bp Krzysztof Zadarko – od początku zabiegający o korytarze humanitarne – wyraził nadzieję, że może chociaż dzieciom dałoby się pomóc. Na razie nic na to nie wskazuje. Rząd pomóc chce, ale wysyłając na Lesbos… domy modułowe.

Polscy biskupi w ostatnich miesiącach o pomocy dla uchodźców wiele nie mówili. Część z nich zaangażowała się w walkę z ideologią LGBT czy spory wokół konwencji stambulskiej. Dlatego dobrze się stało, że bp Zadarko i kard. Nycz ponownie podejmują temat. Teraz jeszcze powinni przekonać pozostałych braci w biskupstwie, którzy w poniedziałek spotykają się w Łodzi na zebraniu KEP, do tego, że w tej sprawie też trzeba zacząć odzywać się głośno.

Nie można milczeć.

Zostaw komentarz