To oni zagrają jako pierwsi w Polsce. Są podekscytowani pucharowym ćwierćfinałem. “Mamy duży głód piłki”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Najpierw Legnica, potem Mielec, a następnie cała Polska. Tak wygląda schemat powrotu rozgrywek piłkarskich w naszym kraju. W ciągu najbliższych kilkunastu godzin na drużyny Miedzi Legnica i Legii Warszawa, a także Stali Mielec i Lecha Poznań zwrócą się oczy tysięcy kibiców. Co prawda cieszyli się już golami Roberta Lewandowskiego czy zwycięstwami prowadzonej przez Łukasza Piszczka Borussii Dortmund, ale każdy z nich powie, że to nie to samo co polska piłka. A teraz wreszcie zobaczą swoje drużyny z powrotem na boisku.

Zobacz wideo Artur Skowronek: “Nikt nie wie, jaki będzie poziom ekstraklasy”

Tęsknota dobiegła końca

Mecz Miedzi Legnica z Legią Warszawa będzie pierwszym meczem piłkarskim w Polsce po przerwie wywołanej epidemią koronawirusa. To będzie jeden wielki eksperyment. – Sami jesteśmy ciekawi, jak to będzie wyglądało w trakcie spotkania. Nie będę z siebie robił głupka, mówiąc, że dokładnie wiem – twierdzi dyrektor sportowy Miedzi Legnica, Marek Ubych. – Jesteśmy w tej samej sytuacji co Legia. Było mało czasu, przygotowania okazały się inne od wyobrażeń trenerów. Ale przed spotkaniem mamy w głowie dwa słowa: radość i ekscytacja. Stęskniliśmy się za piłką – przyznaje.

W I lidze Miedź zajmuje szóste miejsce, ale celuje w awans do ekstraklasy. Jak mówi Ubych, klubu nie interesowało zakończenie rozgrywek w połowie marca. – Nie jest żadną tajemnicą, że byliśmy jedną z tych drużyn, którym na powrocie zależało najbardziej. Wzmocniliśmy się zimą i dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Po drodze mamy mecz Pucharu Polski, którym jesteśmy podekscytowani podwójnie – wracamy do normalności i trafia nam się spotkanie, dzięki któremu będziemy grać jako pierwsi w Polsce. To dla klubu duża sprawa – zaznacza.

Wśród zawodników przeważa zadowolenie z powrotu do gry. Miedź ma szanse na realizację najwyższych celów. – Czyli awansu do ekstraklasy i kolejnych rund Pucharu Polski. W ostatnich latach lubimy się z tymi rozgrywkami. Zazwyczaj szło nam całkiem nieźle, a w poprzednim sezonie do ostatnich minut meczu przeciwko Jagiellonii byliśmy w półfinale. O tym się zapomina, bo historia pamięta zwycięzców, ewentualnie finalistów. Szkoda, że zagramy bez kibiców, bo to oni nas napędzali, ale takie mamy realia obecnych standardów bezpieczeństwa. W normalnych warunkach na naszym małym, ale klimatycznym stadionie mielibyśmy komplet widzów i świetną atmosferę – opisuje Ubych.

Niespodzianka szansą na powtórzenie wielkiego sukcesu?

Gdyby Miedzi udało się awansować do półfinału, może być bliska powtórzenia jednego z największych sukcesów w historii klubu. W 1992 roku drużynie udało się zdobyć Puchar Polski, w finale pokonując Górnik Zabrze po rzutach karnych. – To była wielka niespodzianka z naszej strony – opowiada nam Wojciech Górski, który grał wtedy dla klubu z Legnicy. – Doszliśmy do finału dość spokojnie, ale nie dawano nam dużych szans. W Górniku grało wielu reprezentantów Polski i solidnych ligowców, przy których nie wyglądaliśmy groźnie. Ale to był tylko jeden mecz, graliśmy z nimi na równym poziomie, a oni chyba trochę nas zlekceważyli. Nam wtedy nic nie przeszkadzało, a zdobycie pucharu zapewniły karne świetnie bronione przez Darka Płaczkiewicza – opisuje.

Mecz nie zaczął się dla Miedzi najlepiej, bo już w dziewiątej minucie gola strzelił im Piotr Jegor. – Słynął z tego, że potrafił świetnie uderzyć i strzelił nam piękną bramkę. Później mecz się wyrównał – mówi Górski, który na boisko wszedł w 77. minucie. Dwie minuty później padł wyrównujący gol dla legniczan. – Byłem szczęśliwy, że w ogóle udało mi się wejść na boisko. To było dla mnie wielkie przeżycie. Cała otoczka tego meczu była wspaniała. Hymn przed meczem, stadion Legii, kibice – to dla mnie wielkie wspomnienia. Dołożyłem cegiełkę do tego sukcesu i życzę każdemu zawodnikowi, żeby przeżył coś takiego. A zwłaszcza młodszym kolegom z obecnej drużyny – mówi nam Górski, który teraz zajmuje się pracą w klubowej akademii.

W Legnicy wiedzą, jak trudny mecz czeka ich we wtorkowy wieczór. – Zwycięstwo nad Legią smakowałoby wyjątkowo, ale do tego daleka droga. Przyjeżdża do nas potencjalny mistrz Polski i najtrudniejszy rywal w kraju. Drużynę Aleksandara Vukovicia całkowicie szanujemy za to, jak gra i ile osiągnęła. Spróbujemy sprawić niespodziankę – wskazuje Marek Ubych.

Pokazać głód piłki

W podobnej sytuacji znalazła się Stal Mielec, na której stadion w środę przyjedzie Lech Poznań. Mateusz Mak ma nadzieję, że wraz z kolegami będą dla piątej drużyny ekstraklasy trudnym przeciwnikiem. – Przygotowywaliśmy się specyficznie, ale mam wrażenie, że czas, który mieliśmy na treningi, spożytkowaliśmy dobrze. Jest niewiadoma odnośnie dyspozycji, bo nie można było grać sparingów, ale mamy duży głód piłki, postaramy się pokazać na boisku. Nie mamy nic do stracenia, bo jako pierwszoligowiec gramy z ekstraklasowym faworytem – mówi pomocnik Stali.

Do ćwierćfinału Stal awansowała po wygranym 2:1 meczu z Błękitnymi Stargard. – To był zdecydowanie najtrudniejszy z dotychczasowych meczów – zdradza Mateusz Mak. – Postawili nam poprzeczkę bardzo wysoko. Mieliśmy wcześniej wygrane 2:0 spotkanie z Pogonią Szczecin i nie powiem, że było łatwiejsze, ale trochę wygodniej nam się grało na własnym stadionie. Z Błękitnymi graliśmy w grudniu, więc warunki na boisku były już gorsze – tłumaczy. Teraz stadion w Mielcu będzie pusty. – Przykro nam, że trzeba grać bez wsparcia z trybun, bo nasz stadion pierwszy raz w tym sezonie zapełniłby się pewnie do ostatniego miejsca. Lechowi trudniej by się grało, ale teraz warunki dla obu drużyn będą równe – twierdzi Mak.

Przegrany finał i niedosyt Laty

Stal marzy o nawiązaniu do wydarzeń sprzed 44 lat. Wtedy klub jako obecny mistrz Polski awansował do finału Pucharu Polski, który przegrał 0:2 ze Śląskiem Wrocław. – To była zasłużona porażka. Byliśmy od nich wyraźnie gorsi – mówi Sport.pl Grzegorz Lato, który grał wówczas dla mielczan. – Śląsk wykorzystał swoje dwie sytuacje, ale gdy zastanawiam się po latach, to rozumiem, że zagrali skuteczniej, bo my też mieliśmy okazje. Ten mecz sędziował Alojzy Jarguz, który był wojskowym i względem meczu ze Śląskiem nie byliśmy przekonani, że to dobry wybór na arbitra. Ale mecz przegraliśmy sami – wspomina.

– O wiele więcej emocji było w półfinale w Jastrzębiu. W meczu z GKS-em przegrywaliśmy 0:2 i udało się wygrać 3:2. Przyjechaliśmy jako mistrz Polski i nie byliśmy skoncentrowani. Myśleliśmy: co tam Jastrzębie. A oni w myśl słynnego hasła “Puchar Polski rządzi się swoimi prawami” zagrali naprawdę dobry mecz – opowiada Lato, który po latach żałuje przegranego finału. – Pozostaje pewien niedosyt, bo w kolejnych latach nie udawało nam się już dojść do finału. Byliśmy dwa razy mistrzem kraju, więc każdy chciałby dopisać do tych osiągnięć także zdobycie pucharu – przyznaje były reprezentant Polski.

“Nie ma świętego, żeby dzisiaj trafił, jak zagra Stal i Lech”

Czy dzisiejsza Stal ma potencjał na sprawienie niespodzianki i awans choćby do półfinału rozgrywek? – Nie mam pojęcia, w jakiej zespół jest formie po takiej przerwie. Nie ma świętego, żeby dzisiaj trafił, jak zagra Stal i Lech. Będę całym sercem za zwycięstwem Stali, a mecz stanie się dobrym sprawdzianem dla ich aspiracji – twierdzi Lato.

Główny cel Stali na ten sezon to podobnie jak dla Miedzi awans do ekstraklasy. Środowy mecz w Pucharze Polski częściowo może im w tym pomóc. – Będziemy w lepszym położeniu niż inni pierwszoligowcy, wcześniej sprawdzimy się w tych nietypowych warunkach – ocenia Mateusz Mak. Jak wyglądały przygotowania do starcia z Lechem? – Dostaliśmy od trenera na maila mecz z Wisłą Kraków, ten ostatni przed wstrzymaniem ligi. Przed środą mamy jeszcze zaplanowane odprawy, które przygotują nas na warianty, które prezentowali wcześniej. Większość analiz kierowaliśmy jednak pod siebie, bo nie udało się wszystkiego wytrenować. Nie możemy też wszystkich z nich kierować pod Lecha, bo to przeciwnik z Pucharu Polski, a kluczowy dla zespołu wciąż jest awans w lidze. Cieszymy się na ten mecz, bo wrócimy i będzie to dla nas przetarcie przed kolejnymi bardzo trudnymi spotkaniami i walką o ekstraklasę – twierdzi piłkarz.

Mecz Miedzi Legnica z Legią Warszawa zostanie rozegrany we wtorek o godzinie 20:10, a Stal Mielec zmierzy się z Lechem Poznań dzień później o tej samej porze. Wznowienie rozgrywek ekstraklasy zaplanowano na piątek, 29 maja, gdy swoje mecze rozegrają Śląsk Wrocław z Rakowem Częstochowa o 18:00 i Pogoń Szczecin z Zagłębiem Lubin o 20:30.

Przeczytaj także:

Zostaw komentarz