Tak Vuković zmienił losy meczu, który przegrywał. Rywale dalej się nabierają na taktyczną żonglerkę

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Legia po zwycięstwie w Krakowie już na pewno skończy zasadniczą część sezonu jako lider. I będzie to lider, który się przez obie rundy cały czas zmieniał. Zmieniali się piłkarze w kadrze Legii. Zmieniały się pozycje, na których niektórzy z nich grali (choćby Valerian Gvilia i Luquinhas, a Michał Karbownik odkryciem sezonu został nie na tej pozycji, która miała mu być pisana), zmieniały się pomysły na grę. I zmieniały się losy meczów Legii. W Krakowie lider już piąty raz w tym sezonie zdobył punkty, mimo że pierwszy stracił gola. I piąty raz udało się to dzięki szarży w drugiej połowie i dzięki zmianom. Żeby obraz tej zmienności był pełny: Legia aż cztery z siedmiu porażek w tym sezonie ligowym odniosła w meczach, w których pierwsza strzelała gola: z Pogonią, Lechią, Zagłębiem i Piastem.

Zobacz wideo “Poczekajmy z gratulacjami dla Legii. Piast wie, jak ograć Legię na finiszu”

Mecz w Krakowie przestawiła na inne tory zmiana Andre Martinsa na Mateusza Cholewiaka, piłkarza sprowadzonego podczas sezonu ze Śląska Wrocław. To on dał asystę przy wyrównującej bramce. A dwa gole strzelił Tomas Pekhart, sprowadzony podczas sezonu z Las Palmas. Gdy Legia w lutym odrabiała straty z Rakowem Częstochowa, przy golu na 2:1 asystował rezerwowy Valerian Gvilia (mecz z Rakowem skończył się ostatecznie remisem 2:2). Gdy tydzień wcześniej Legia goniła ŁKS, wyrównującego gola strzelił rezerwowy Maciej Rosołek i potem poszło już tak jak z Wisłą: od 0:1 do 3:1 w niespełna 20 minut drugiej połowy. Gdy Legia w hicie jesieni goniła Lecha, uwinęła się od 0:1 do 2:1 w 14 minut drugiej połowy. Strzelec zwycięskiego gola? Rezerwowy Rosołek. 

W samym ataku Legii działo się w tym sezonie tyle, że można by obdzielić tym ze dwa sezony. Kontuzja Vamary Sanogo. Burzliwe dyskusje o Carlitosie i transfer króla strzelców poprzedniego sezonu. Burzliwe dyskusje o Sandro Kulenoviciu i transfer. Powrót wyleczonego Jarosława Niezgody, strzelecka seria Niezgody i wreszcie – jego transfer, gdy był liderem strzelców.

Do tego dziesięć ligowych goli Jose Kante, dwa arcyważne gole debiutującego w ligowej piłce Rosołka. A teraz – wyczyny Pekharta, który na swoje cztery gole potrzebował ledwie 203 minut. I tylko pierwszy z tych goli: na 4:0 z Jagiellonią, miał niewielkie znaczenie dla losów meczu. Tydzień temu Pekhart zapewnił zwycięstwo nad Lechem, teraz nad Wisłą. A przy tych wszystkich zmianach w Legii, jedno się tam nie zmienia już od połowy grudnia: miejsce na czele tabeli.

Zostaw komentarz