Szumowski: Minister kupiłby w tym czasie maseczki nawet od diabła

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Podsekretarz stanu w ministerstwie zdrowia Janusz Cieszyński i minister zdrowia Łukasz Szumowski © Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta Podsekretarz stanu w ministerstwie zdrowia Janusz Cieszyński i minister zdrowia Łukasz Szumowski – Maseczki kupilibyśmy nawet od diabła, braliśmy je od instruktora narciarstwa, bo nikt inny się do nas nie zgłosił; nie znaleźliśmy nikogo z towarem – mówią “Dziennikowi Gazecie Prawnej” minister zdrowia Łukasz Szumowski i jego zastępca Janusz Cieszyński. 

Kilka dni temu “Gazeta Wyborcza” opisała kulisy zakupu maseczek ochronnych przez resort zdrowia od Łukasza G., instruktora narciarstwa z Zakopanego, znajomego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego i jego brata Marcina Szumowskiego. Okazało się, że maseczki nie spełniają żadnych norm, a instruktor nie chce oddać za nie pieniędzy lub dostarczyć atestowanego sprzętu. Finalnie sprawa trafiła do prokuratury, ale dopiero po doniesieniach “Wyborczej”.

– Prawda jest taka, że gdy kupowaliśmy te 100 tys. masek, nie mieliśmy żadnych innych możliwości. Nie było skąd ich wziąć. Zero. Nic nie było. I nagle kontaktuje się z nami człowiek i mówi: mam pół miliona. Mój brat, z którym ten pan się skontaktował, dał mi o tym znać. Mówię mu więc: “Świetnie, daję ci telefon do ministra Cieszyńskiego, który odpowiada za zakupy, niech się z nim skontaktuje”. Gdybym nie zareagował, pewnie dziś oskarżono by mnie, że nie zrobiłem nic, żeby zapewnić medykom odpowiedni sprzęt i naraziłem ich życie oraz zdrowie. O to samo oskarżono by ministra Cieszyńskiego – mówi w rozmowie z “DGP” Szumowski.

Podkreślił, że w tamtym czasie “wszyscy w Europie wydzierali sobie pazurami każdy sprzęt, głównie maseczki”. – Chwilę wcześniej próbowaliśmy je kupić. Dostaliśmy informację, że są w Niemczech. Zabrał je nam niestety sprzed nosa rząd innego kraju. Oni zapłacili gotówką od ręki. W związku z tym, gdy ktoś mówi: “mam towar”, który schodzi z godziny na godzinę, to pyta: “Bierzecie czy nie, szybka odpowiedź?”. Nie było czasu. Dziś, z tego dość dużego dystansu czasowego, łatwo rzucać oskarżenia. Wtedy wszyscy się bali: będziemy mieli sprzęt czy nie, uchronimy się przed scenariuszem włoskim czy pójdziemy ich śladem? Dziś jesteśmy w innej sytuacji – dodał.

Cieszyńskiego spytano, ile firm łącznie się zgłosiło. – Mieliśmy ponad tysiąc różnych ofert dotyczących sprzętu medycznego, w tym respiratorów, kombinezonów i maseczek. Zgłaszali się przez oficjalnego e-maila, a później także przez platformę zakupową. Zdarzały się też SMS-y i wiadomości w komunikatorach internetowych. Za każdym razem przekazywałem kontakt do pracowników zespołu zakupowego MZ. Ale od początku mówiliśmy, że chcemy zapłacić po dostawie i ze względu na to, nie rozważaliśmy wielu ofert, które do nas spływały i które miały jeden wymóg: zapłata całości przed dostawą – odpowiedział wiceszef MZ.

Ministrów pytano także o procedury wewnętrzne dotyczące zakupów w Ministerstwie Zdrowia. Cieszyński zaznaczył, że to on odpowiadał za realizację zakupów przez ministerstwo. “Wdrożyliśmy procedurę, w wyniku której powołaliśmy zespół ekspertów, który wspierał nas w ocenie dokumentacji”. Dopytywany, czy to regulacja na piśmie, poinformował, że wtedy “nie przyjmowaliśmy żadnych formalnych regulacji w tym zakresie” i działali “w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym”. Później – podkreślił – wypracowano wspólnie z CBA formułę, w myśl której przed każdą transakcją oferta była e-mailowo przekazywana na skrzynkę, którą udostępniło CBA; potem czekano na informację zwrotną. Podkreślił, że propozycja tej procedury została przesłana 21 marca.

Według ministra pierwsza partia zakupów została zbadana zaraz po długim weekendzie, czyli 4 maja i maski bez certyfikatu nie weszły do użycia w szpitalach do opieki nad pacjentami z COVID-19.

Na uwagę, że hasło “znajomy ministra robi deal życia na wadliwych maseczkach” naprawdę nie brzmi dobrze”, Szumowski powiedział: “Minister kupiłby w tym czasie maseczki nawet od diabła. Ale nikt nie chciał ich sprzedać. Nikt. Nie było ani jednej innej oferty. A moja znajomość z kontrahentem polega na tym, że widziałem się z nim cztery lata wcześniej na nartach. Nie widziałem się z nim później”.

Zobacz także: 

Odtwórz ponownie wideo

NASTĘPNY

  • Czego w epidemii najbardziej boją się Polacy?

    Czego w epidemii najbardziej boją się Polacy?

    Psycholodzy zbadali nastroje Polaków związane z epidemią koronawirusa. Poziom lęku związany z epidemią COVID-19 jest dość wysoki. Znaczna większość badanych boi się, że zachoruje ktoś im bliski (73 proc.). Obawiają się też przepełnionej służby zdrowia (72 proc.), albo kryzysu finansowego (71 proc.).

    Logo PAPPAP
  • Czego w epidemii najbardziej boją się Polacy?

    Czego w epidemii najbardziej boją się Polacy?

    Psycholodzy zbadali nastroje Polaków związane z epidemią koronawirusa. Poziom lęku związany z epidemią COVID-19 jest dość wysoki. Znaczna większość badanych boi się, że zachoruje ktoś im bliski (73 proc.). Obawiają się też przepełnionej służby zdrowia (72 proc.), albo kryzysu finansowego (71 proc.).

    Logo PAPPAP
  • Dr Maszczyk: ekonomiści lepiej objaśniają przyczyny kryzysu, a słabiej je przewidują

    Dr Maszczyk: ekonomiści lepiej objaśniają przyczyny kryzysu, a słabiej je przewidują

    Przewidzenie kryzysu gospodarczego jest bardzo trudne. Ekonomiści są lepsi w objaśnianiu ich przyczyn już po fakcie – uważa dr Piotr Maszczyk z SGH, który jest jednym z prowadzących warsztaty w ramach trzeciej edycji Prasowej Akademii Pieniądza.

    Logo PAPPAP

NASTĘPNY

NASTĘPNY

Czytaj także

Zostaw komentarz