Rumkowski – dyktator getta łódzkiego. Zbrodniarz czy wybawiciel?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Chaim Rumkowski © FOT. U.S. HOLOCAUST MEMORIAL MUSEUM / HDR Chaim Rumkowski

Chaim Rumkowski to jedna z najbardziej znienawidzonych postaci II wojny. Jego obrońcy mają jednak mocne argumenty.

O jego śmierci krążą legendy. Niemcy mieli mu podstawić na dworzec w Łodzi luksusową salonkę, którą – pod honorową eskortą esesmanów – zawieziono go do komory gazowej w Auschwitz. Według innej wersji jechał zwykłym wagonem bydlęcym. I już w drodze został rozpoznany oraz zlinczowany przez innych żydowskich skazańców. Kolejna opowieść głosi, że dojechał cało do obozu. Tam jednak idący na śmierć Żydzi wrzucili go żywcem do pieca krematoryjnego.

Jak było naprawdę? Nie wiadomo. Pewne jest tylko jedno: Chaim Mordechaj Rumkowski – władca getta w Litzmannstadt – opuścił miasto ostatnim transportem 29 sierpnia 1944 r. I wtedy widziano go żywego po raz ostatni. Jako starszy, 67-letni mężczyzna nie miał najmniejszych szans, żeby przejść selekcję na rampie obozu Auschwitz-Birkenau. Stał się jedną z setek tysięcy ofiar zgładzonych w tej największej niemieckiej fabryce śmierci.

Rumkowskiego jednak nie żałowano. Mało tego, czytając poświęcone mu książki i artykuły, można odnieść wrażenie, że spotkała go zasłużona kara. Chaim Rumkowski przedstawiany jest w nich bowiem jako człowiek, który nie miał żadnych skrupułów. Prymitywny, brutalny i bezwzględny, płaszczący się przed Niemcami żydowski kolaborant. Człowiek, który dla osobistych korzyści dopuścił się najbardziej plugawej zdrady własnego narodu.

Wiele wysuwanych przeciwko Rumkowskiemu zarzutów jest bez wątpienia prawdziwych. Rzeczywiście trudno uznać go za kryształowego bohatera. Mało tego, trudno go nawet uznać za sympatycznego człowieka. Jednakże głosiciele jego czarnej legendy zdają się nie dostrzegać tego, że getto łódzkie było najdłużej działającym gettem na terenie całej okupowanej Polski. To tam Żydzi przetrwali najdłużej.

Niewiele zabrakło, aby spora część mieszkańców łódzkiej dzielnicy doczekała do przyjścia bolszewików. Niemcy niemal w ostatniej chwili przed nadejściem Armii Czerwonej wymordowali łódzkich Żydów. A i tak Sowieci, gdy wkroczyli do Łodzi, zastali na terenie getta około tysiąca żyjących Żydów. Był to jedyny taki przypadek. Wszędzie indziej Niemcy zrealizowali swój zbrodniczy plan do końca. Żydów wybili co do jednego, a getta zrównali z ziemią.

© Dostarczane przez SuperHistoria.pl

W aspekcie moralnym postawa Rumkowskiego jest nie do obrony. Rumkowski był jednak politykiem. A polityka, jak wiadomo, ma niewiele wspólnego z moralnością. Nie ma zaś wątpliwości, że celem Rumkowskiego było ocalenie jak największej liczby podległych mu ludzi. Dlatego przystąpił do diabelskiej gry z niemieckim nadzorcą getta Hansem Biebowem i wszechmocnym aparatem SS. Chciał być buforem między łódzkimi Żydami a władzami okupacyjnymi, łagodzić agresywne działania Niemców.

W wielu przypadkach mu się to udawało. Wielokrotnie ocalił Żydów przed egzekucjami, w wyniku żmudnych negocjacji z gestapo zmniejszał liczbę ludzi przeznaczonych do deportacji. Oczywiście ostatecznie poniósł klęskę, a jego metody budzą olbrzymie wątpliwości. Podstawowe pytanie brzmi, czy cena, jaką płacił Niemcom Rumkowski, nie była zbyt wysoka? Każdy czytelnik musi sobie na nie odpowiedzieć sam.

Król Chaim

Chaim Mordechaj Rumkowski był litwakiem, czyli Żydem wywodzącym się z terenu byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Urodził się w 1977 r. w niewielkim miasteczku Ilino na Witebszczyźnie. Karierę zrobił jednak w Łodzi. Był fabrykantem, filantropem, działaczem społecznym i syjonistą. W 1939 r., w momencie wkroczenia Niemców do Łodzi, był najstarszym rangą przedstawicielem lokalnej gminy żydowskiej. Jego przełożeni uciekli na wschód. Rumkowski postanowił zostać w swoim mieście ze swoimi ludźmi.

Niemieckie władze okupacyjne nadały mu dziwaczny tytuł Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi. W momencie utworzenia getta, w lutym 1940 r., Rumkowski został jego przywódcą. Zyskał władzę absolutną nad 160 tys. rodaków stłoczonych na obszarze 4 km kw. Szybko zyskał sobie pseudonim Król Chaim. Nazywano go również „Chaimem Groźnym”. Symbolem jego panowania stała się gumowa pałka.

CZYTAJ DALEJ ->>>>>

© Dostarczane przez SuperHistoria.pl

Gettem rządził żelazną ręką. Podległa mu Służba Porządkowa terroryzowała innych Żydów. Specjalny oddział żydowskiej prewencji rozpędzał demonstracje głodujących mieszkańców dzielnicy zamkniętej. Do tych bowiem dochodziło niezwykle często. Przez zwykłych mieszkańców getta „Prezes” był znienawidzony. „Rumkowski, ty jesteś naszym nieszczęściem” – transparent z takim hasłem niosły na jednej z demonstracji żydowskie dzieci.

Wszelkie przejawy buntu były jednak tłumione. Na terenie getta działało nawet specjalne więzienie, do którego trafiali przeciwnicy polityczni Rumkowskiego.

W dzielnicy dochodziło do publicznego wymierzania kary chłosty. Żydowscy policjanci pacyfikowali strajki, które wybuchały w działających na terenie getta fabrykach. Współpracowali przy tym blisko z gestapo i kripo. Gdy nie byli sobie w stanie poradzić ze wspołrodakami, na pomoc przybywali im Niemcy. Opisy tych wydarzeń, jakie znalazły się we wspomnieniach nielicznych ocalałych, są szokujące.

Rumkowski nie był jednak zwykłym bezmyślnym satrapą. Przeciwnie – był człowiekiem, który miał plan. Plan, który był racjonalny i wydawało się, że ma wszelkie szanse na powodzenie. Otóż „Prezes” – jak go nazywano – wierzył, że uratuje podległych mu Żydów. Musiał tylko udowodnić Niemcom, że ludzie ci mogą być dla nich przydatni. Że nie są żadnymi „pasożytami”, ale wartościowym materiałem ludzkim, który nie jest dla III Rzeszy obciążeniem, ale przynosi realne zyski.

„On myślał – wspominał więzień getta Jehuda Widawski – że jeśli Żydzi będą produktywni, to wszystko się odmieni”.

Czytaj także:

Afera Hotelu Polskiego. Kulisy tragedii żydowskiego „azylu”

Dlatego hasło Rumkowskiego brzmiało: „Praca, spokój, porządek”. Getto zostało zamienione w wielki obóz pracy, który wytwarzał produkty na rynek niemiecki i przynosił spore, idące w dziesiątki milionów marek, zyski.

Nie przez przypadek niemiecki zwierzchnik getta Hans Biebow przed wojną zajmował się handlem kawą w Bremie. „Rumkowski wyróżniał się inicjatywą i energią – pisał Adam Sitarek, autor książki »Otoczone drutem państwo«. – Niemieckie władze widziały w nim nie tylko wykonawcę poleceń władz zwierzchnich, „sługę reżimu”, ale pomysłowego partnera do interesów”.

Administracja getta przy pomocy policji sama utrzymywała spokój w zamkniętej dzielnicy, nie obarczając tym „przykrym obowiązkiem” Niemców. Wszystko działało sprawnie, obyło się bez konfliktów.

Wydawało się więc, że Niemcy musieliby być idiotami, żeby niszczyć getto. I tu docieramy do podstawowego błędu w rozumowaniu Rumkowskiego. Niemcy byli idiotami. Czy może inaczej – byli ludźmi zaślepionymi idiotyczną ideologią, której dogmaty przysłaniały im zdrowy rozsądek. O ile na początku Niemcy rzeczywiście nie mieli zamiaru mordować wszystkich Żydów, o tyle w 1941 r. zmienili zdanie. „Kwestia żydowska” nie miała być już rozwiązana poprzez masowe wypędzenie, ale poprzez masową eksterminację.

Rumkowski, jako człowiek starej daty, obdarzony logicznym „kupieckim umysłem”, nie zrozumiał fenomenu narodowego socjalizmu. Nie przyszło mu do głowy, że nie ma już do czynienia ze starymi, rozsądnymi Niemcami z czasów pierwszej okupacji w latach 1914–1918. Zastąpili ich narodowosocjalistyczni fanatycy wierzący w brednie o konieczności „wyniszczenia niższej rasy”. Właśnie to – a nie błędy samego „Prezesa” – sprawiło, że strategia przetrwania przyjęta przez Rumkowskiego ostatecznie poniosła klęskę.

Państewko

W piśmiennictwie poświęconym Rumkowskiemu często można znaleźć sugestie, że był on zafascynowany narodowym socjalizmem. W swoim „państewku” – jak nazywał getto – chciał odgrywać rolę „małego Hitlera”, a dzielnica miała być „małą III Rzeszą”. Bez wątpienia Rumkowski to człowiek swoich czasów i getto zorganizował na wzór totalitarny. Był jego, nieznoszącym sprzeciwu, dyktatorem. Sam zresztą tak się określał.

W organizacji getta widać jednak zarówno wpływy narodowosocjalistyczne, jak i sowieckie. Rumkowski dzielił swoich poddanych na „klasy”. Wartościowi mieli być tylko ci Żydzi, którzy pracowali w fabrykach i administracji. Rumkowski nazywał ich „czynnikiem produktywnym” i przeciwstawiał „elementowi pasożytniczemu”.

© Dostarczane przez SuperHistoria.pl

To właśnie przedstawiciele tej drugiej klasy znaleźli się na przygotowywanych przez Rumkowskiego i jego ludzi listach deportacyjnych. To bowiem „Prezes” początkowo decydował o tym, kto zostanie wywieziony do obozów zagłady. Niemcy domagali się tylko tego, żeby cyfry się zgadzały. Selekcji w getcie dokonywali za nich sami Żydzi.

W getcie pracować musiał każdy. Biograf „Prezesa” Monika Polit nazwała to zjawisko „totalnym zatrudnieniem”. „Pojęcie praca – pisała historyk – stało się dla Rumkowskiego pojęciem absolutnym. Widząc w pracy ratunek i panaceum na problemy getta, podporządkował jej rytm swojego życia i egzystencję mieszkańców. Niczym nowy Mojżesz skodyfikował nowe prawo życia, którego pierwszym i jedynym przykazaniem było »pracuj«”.

Społeczeństwo getta miało być wielką, sprawnie działającą maszyną – „miastem pracy”. Ludzie mieli wyrzec się swojego indywidualizmu na rzecz kolektywu. „Pomóżcie mi – wzywał Rumkowski w jednym z przemówień – musicie się wyzbyć swoich egoistycznych interesów, bo w przeciwnym razie doprowadzić to może do sytuacji wręcz katastrofalnej”.

Rumkowski tępił wolny rynek (czyli w warunkach getta szmugiel), w ten sposób drastycznie pogarszając sytuację wielu ludzi. W getcie wszystko musiało jednak być pod kontrolą administracji. A szczególnie tak kluczowa rzecz jak dystrybucja żywności. Każdy pracownik miał więc otrzymywać wyznaczone mu racje żywnościowe. Złapanych szmuglerów natychmiast wpisywano na listy deportacyjne.

Rumkowski promował szpiclowanie i donosicielstwo. „Donos jest rzeczą pozytywną” – mówił. „Mam tajnych wywiadowców i mogę wam dostarczyć raporty o was samych” – podkreślał. Monika Polit, która w swojej książce przytoczyła te cytaty, podkreśliła, że nawet w III Rzeszy władze państwowe tak otwarcie nie wspierały donosicielstwa. Pod tym względem reżim Rumkowskiego przypominał więc bardziej system sowiecki niż niemiecki. Podobnie było z niezwykle rozbudowaną biurokracją – w szczytowym momencie w administracji getta zatrudnionych było 14,2 tys. ludzi.

W getcie wprowadzony został również kult jednostki. Jego obiektem był oczywiście „Prezes”. Dziś trudno powiedzieć, na ile było to zaplanowane odgórnie, a na ile był to efekt lizusostwa, jakie cechowało otoczenie Rumkowskiego. Czytając wydawaną w getcie gazetę „Geto-Cajtung”, trudno nie uniknąć skojarzeń z opiewającą Stalina sowiecką „Prawdą”. Płomienne mowy wygłaszane przez Rumkowskiego do mieszkańców dzielnicy zamkniętej – według części świadków – miały być zaś wzorowane na wystąpieniach Hitlera.

Kluczowe w zrozumieniu fenomenu, jakim było getto łódzkie, jest jednak to, że Rumkowski był zagorzałym syjonistą. Na terenie swojego państewka starał się więc zrobić mniej więcej to samo, co działo się wówczas w Palestynie. Dokonać przemiany Żydów z narodu kupców w naród robotników i rolników. Stworzyć nowego Żyda, który po wojnie będzie budował wymarzone państwo żydowskie.

Getto, tak jak przyszły Izrael, miało być autonomiczne i samowystarczalne. Na terenie zamkniętej dzielnicy szkolono młodych chaluców, czyli przyszłych żydowskich osadników w Palestynie. Rumkowski był niemal do końca przekonany, że po wojnie triumfalnie zawiezie ich na Bliski Wschód. Dlatego chronił chaluców przed kolejnymi deportacjami. Tak jak chronił inny „materiał wartościowy” – lekarzy, pisarzy, inżynierów. Ludzi, którzy mieli przydać się w Palestynie.

© Dostarczane przez SuperHistoria.pl

Chcąc zamienić Żydów w normalne nowoczesne społeczeństwo, Chaim Rumkowski wypowiedział wojnę przebywającym na terenie getta chasydom. Nakazał im zgolić brody i pejsy, a nawet skrócić tradycyjne chałaty. Zabronił działania jesziw, czyli tradycyjnych szkół talmudycznych, których uczniowie nie pracują, tylko zajmują się zgłębianiem tajemnic Tory.

„Dziś przyjechał z Łodzi Rumkowski – pisał kronikarz getta warszawskiego Emanuel Ringelblum. – Opowiadał cuda o łódzkim getcie. Jest tam państwo żydowskie”.

Seks i przemoc

Stworzony przez Rumkowskiego system – tak jak każdy totalitaryzm – niemal natychmiast doprowadził do poważnych patologii. Policjanci żydowscy nagminnie nadużywali władzy wobec cywili i stali się zmorą getta. Przedstawiciele obozowej elity (tak zwane szyszki) załatwiali sobie dodatkowe przydziały żywnościowe i opływali w luksusy. Podczas gdy zwykli Żydzi konali z głodu, oni uprawiali hazard w lokalu Adria.

Rozprzestrzeniała się plaga kradzieży, oszustw i łapownictwa. Głośna stała się sprawa heimów, czyli sanatoriów na położonym na obrzeżach getta Marysinie. Zamiast robotników korzystali z nich członkowie żydowskiego patrycjatu. W getcie szerzył się nepotyzm. Wystarczyło mieć dobre koneksje, aby przyzwoicie się „ustawić” i żyć w dobrobycie.

„Dużo szyszek – pisał świadek Jakub Poznański – ma drugie mieszkania latem na Marysinie. Żony i inne kobiety, a nawet mężczyźni, cały dzień plażują i wylegują się na trawie. Podobnie nawet grają i tańczą, urządzają równe hece i wszystko niedaleko drutów, na oczach Niemców, których to bardzo szokuje”.

Jaką rolę odgrywał w tym procederze Rumkowski? Jedyne, co można mu zarzucić, to posiadanie dwóch mieszkań – zimowego w centrum miasta i letniego na wspomnianym Marysinie. Wydaje się jednak, że „Prezes” gardził dobrami doczesnymi. Jadał kiepsko – co rano członkowie rodziny przynosili mu do biura termos z owsianym kleikiem i dwa kawałki chleba. Pił zwykłą wodę.

Rumkowski pracował po kilkanaście godzin na dobę. Kosztowało go to bardzo wiele. Jak wynika z relacji jego współpracowników, miał skołatane nerwy, po wyjątkowo trudnych negocjacjach z Niemcami – chodziło o ocalenie 25 żydowskich skazańców – zasłabł. Po getcie przemieszczał się dorożką zaprzężoną w „szpakowatego konika”.

W getcie Rumkowski się nie wzbogacił. Zarzuty, jakie mu stawiano, są innej natury. Po pierwsze „Prezes” stosował przemoc. Publicznie, na ulicy, bił po twarzy ludzi, którzy próbowali wręczyć mu podanie lub bezpośrednio zwrócić się z jakąś prośbą. Policzkował ludzi, którzy – według niego – źle wykonywali swoje obowiązki. Raz zdarzyło się nawet, że pewien młody człowiek oddał Rumkowskiemu policzek. Natychmiast trafił do więzienia.

Drugi zarzut jest poważniejszy. Otóż Rumkowski, mimo swego podeszłego wieku, miał pociąg do młodych dziewcząt. Zachowały się relacje kobiet, które były przez niego molestowane seksualnie. Andrzej Bart, autor powieści poświęconej „Prezesowi” „Fabryka Muchołapek”, sugeruje, że miał on również skłonności pedofilskie.

Czytaj także:

Prawdziwe oblicze Schindlera. Spielberg ukrył niewygodną prawdę

Jedną z dziewcząt, które padły ofiarą „Prezesa”, była 17-letnia Lucille Eichengreen. W swoich wspomnieniach ujawniła, że Rumkowski zmuszał ją do stosunków. „Brał mnie za rękę – pisała – kładł ją sobie na penisie i mówił: »Rozpal go…«. Cały czas odsuwałam się od niego, a on wciąż się do mnie przysuwał, to było straszne. Byłam tym wstrząśnięta, chciał, żebym wprowadziła się do mieszkania, do którego tylko on miałby dostęp. Zaczęłam płakać – nie chciałam się tam wprowadzać. Nie mogłam zrozumieć, jak można było czegoś takiego żądać… ale seks w getcie był bardzo cennym towarem i handlowało się nim jak każdą inną rzeczą”.

Już na terenie getta dowiedziała się, że Rumkowski molestował dzieci jeszcze przed wojną, gdy kierował domem dla żydowskich sierot na Helenówku. Przyszły „Prezes” miał gwałcić tam dziewczynki oraz… 13-letniego chłopca o imieniu Julek. Ten ostatni fakt dziś jest już nie do zweryfikowania.

Wielka Szpera

Rumkowski znalazł się na równi pochyłej. Jego strategia polegająca na niedrażnieniu Niemców i spełnianiu ich wszystkich oczekiwań wkrótce doprowadziła go do sytuacji tragicznej. Władze okupacyjne zaczęły domagać się od niego coraz większej liczby ludzi do deportacji. Rumkowski nie mógł odmówić.

„Aby uratować getto, muszę działać szybko. Jak chirurg, który amputuje członki, by serce nie ustało – tłumaczył swoje działania »Prezes«. – By ratować całość, poświęcę jednostkę” – dodawał. Gdzieś umknęło mu jednak to, że całość składała się właśnie z jednostek. I kolejne poświęcanie jednostek ostatecznie może doprowadzić do zagłady całości.

Pod koniec sierpnia 1942 r. Niemcy zażądali wydania im 24 tys. ludzi. Rozpoczęto dramatyczne negocjacje, w wyniku których Rumkowskiemu udało się zmniejszyć tę liczbę do 20 tys. Musiał jednak się zgodzić na deportację starców, chorych oraz… dzieci.

W efekcie rozegrał się dramat, który przeszedł do historii jako Wielka Szpera. 4 września „Prezes” wystąpił z mową, w której padły słynne słowa: „Dajcie mi swoje dzieci”. Tłumaczył w niej mieszkańcom dzielnicy zamkniętej, że muszą poświęcić swoje potomstwo, by ratować siebie i resztę mieszkańców getta – wówczas jeszcze około 80–90 tys. ludzi.

Mowa ta wywołała panikę. Ludzie ukrywali swoje dzieci albo całymi rodzinami popełniali samobójstwa. Żydowska policja rzuciła się do wypełniania rozkazu „Prezesa” i czyniła to z wyjątkową brutalnością i gorliwością. Jej funkcjonariuszom obiecano bowiem, że ich dzieci zostaną ocalone. Musieli tylko wyłapać i dostarczyć na dworzec resztę nieletnich… Getto stało się areną iście dantejskich scen.

„Zmobilizowano żydowską policję – pisał świadek Jakub Poznański. – Dziś rano obstawiono szpitale. Ze szpitala przy Mickiewicza pacjenci podjęli gremialną ucieczkę. Na miejscu pozostało tylko czternastu obłożnie chorych. Całą noc trwał pościg za uciekinierami. Wyciągano ich z łóżek i odstawiano do szpitala”.

© Dostarczane przez SuperHistoria.pl

Po zakończeniu Wielkiej Szpery Rumkowski wezwał pozostałych przy życiu do zachowania spokoju i powrotu do normalnej pracy.

Postawie Rumkowskiego przeciwstawia się często postawę szefa Judenratu w warszawskim getcie Adama Czerniakowa. Kiedy Niemcy, w lipcu 1942 r., zażądali od niego podpisania obwieszczenia o deportacji Żydów do Treblinki, Czerniakow odmówił. I popełnił samobójstwo, zażywając cyjanek potasu.

Czyn Czerniakowa przeszedł do historii jako akt heroizmu. Szef Judenratu bez wątpienia uratował swój honor osobisty. Warszawskim Żydom jednak jego śmierć w niczym nie pomogła. „Zrobił źle – pisał Henryk Makower – bo po jego odejściu pozostało blisko 400 tysięcy ludzi bez kierownictwa. Powinien był, moim zdaniem, to przewidzieć i wykazać jeszcze większą odwagę, pozostając przy życiu”.

Pracujące na pełnych obrotach łódzkie getto dotrwało do lata 1944 r. Tempo sowieckiej ofensywy było zawrotne i wydawało się, że zdobycie Łodzi i jej getta przez Armię Czerwoną jest kwestią dni. Wybuchło jednak powstanie warszawskie i Stalin, chcący doprowadzić do wykrwawienia Armii Krajowej, zatrzymał swoje wojska na linii Wisły. Niecałe 140 km od Litzmannstadt.

Dało to Niemcom niezbędny czas. Decyzję o zniszczeniu getta podjął osobiście Reichsführer-SS Heinrich Himmler. 29 sierpnia ostatni transport z Żydami z Łodzi wyruszył do Auschwitz. W pociągu znalazł się Chaim Rumkowski…

Łzy dyktatora

Trafną ocenę Rumkowskiego przedstawił więzień getta Bencjon Borsztajn. „Nie był osobą o jednoznacznym charakterze – pisał o »Prezesie« – był wewnętrznie rozszczepiony, jeden jego rys był przeciwieństwem drugiego”. Rzeczywiście Rumkowski był pełen kontrastów. Z jednej strony jak lew walczył o ratunek dla Żydów, z drugiej potrafił dopuszczać się czynów najbardziej ordynarnych i niskich.

Sam Rumkowski nie miał sobie nic do zarzucenia. Choć oczywiście miał momenty zwątpienia, generalnie uważał, że droga, którą obrał, była słuszna. Niemal do końca miał nadzieję, że jego strategia zakończy się sukcesem. Że uratuje przynajmniej część swoich ludzi. Chciał, by po wojnie go zrozumiano i doceniono. „Moja żydowska dusza nie obawia się dnia sądu” – mówił.

Sylwetka Chaima Mordechaja Rumkowskiego nie byłaby pełna, gdyby nie pewna okoliczność jego śmierci. Otóż Biebow zaoferował mu możliwość ratunku. Nie musiał jechać do Auschwitz, mógł wyjechać razem z Niemcem do Rzeszy. Kiedy jednak odmówiono mu prawa do uratowania rodziny, odrzucił propozycję. Postanowił podzielić los rodziny i mieszkańców getta. Dobrowolnie pojechał na śmierć.

„Obok mnie – pisał Moniek Kaufman o swoim przybyciu do Birkenau – na schodkach, jakich się używa pod szubienicę, siedział Rumkowski z rodziną. Siwe jego włosy były rozwiane, a oczy spuszczone. Siedział ten stary morderca i w ostatniej godzinie przed śmiercią przyglądał się zakończeniu getta. Po ustawieniu wszystkich piątek ruszyliśmy w drogę. Ominął nas samochód ciężarowy, na którym siedział Rumkowski z rodziną. Rumkowski, mijając szereg, płakał. Klątwy i wyzwiska, które przez cały okres jego panowania padały pod jego adresem, odprowadziły go i teraz w jego ostatniej podróży”.

Pewien czas temu w jednym z polskich kin odbył się pokaz filmu poświęconego Rumkowskiemu. Na sali obecni byli głównie Żydzi. Po zakończeniu projekcji miała się odbyć dyskusja, która przerodziła się w niezwykle ostrą, emocjonalną awanturę. Sala podzieliła się na zdecydowanych obrońców i zdecydowanych krytyków „Prezesa”. Myślę, że obie strony miały mocne argumenty.

Zostaw komentarz