Przestępcy potrafią zaskoczyć…. Niektórym kwarantanna chyba nie służy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

© Dostarczane przez FilaryBiznesu.pl

Sprawca każdego przestępstwa powinien ponieść surową karę, ale są delikwenci, którzy swoimi kuriozalnymi wybrykami potrafią nawet policjantów rozśmieszyć. Ostatnie tygodnie to wręcz „wysyp” zdumiewających akcji. Nie mamy pojęcia, jaki wpływ na przestępców miała monotonia społecznej kwarantanny, ale coś może być na rzeczy…

Policjanci ze stołecznego Śródmieścia dostali informację o włamaniu – wezwali ich ochroniarze, którzy zobaczyli wybitą szybę w nieczynnej restauracji. Mundurowi pojechali na miejsce i w środku znaleźli dwóch kompletnie pijanych mężczyzn (późniejsze badanie wykazało po niemal 2 promile na głowę). Złodzieje zdążyli już splądrować niektóre pomieszczenia, przygotowali część fantów do wyniesienia, ale sięgnęli również do barku. Opróżnili co nieco i chyba to się stało powodem, że będą teraz obiektem szyderstw. Bo na widok interweniujących policjantów położyli się na podłodze i udawali, że śpią. Całość zdarzenia zarejestrowały kamery monitoringu, nagranie będzie koronnym dowodem winy, ale trudno sobie wyobrazić, aby podczas procesu sędzia oglądających te scenki zdołał zachować powagę.

Perypetie słynnego „gangu Olsena”, to pikuś przy tym, co zrobili inni bandyci z Warszawy. Jeden czekał w aucie, a wspólnik wszedł – oczywiście, w obowiązkowej maseczce – do sklepu jubilerskiego, poprosił o pokazanie biżuterii i wyrwał tackę ze złotymi precjozami. Zdołał uciec z łupem. Informacja o kradzieży szybko jednak dotarła do policjantów, którzy ruszyli w pościg. Dysponowali nie tylko dokładnym rysopisem sprawcy (podczas rozmowy z pracownikiem sklepu zdjął na chwilę maseczkę), ale również marką samochodu. Namierzono poszukiwanego citroena. Stał na poboczu, bo podczas ucieczki w baku… zabrakło benzyny! Jednego bandziora zatrzymano od razu, drugiego zauważono, gdy biegł na stację paliw. 

Kilka dni później policjantów ze Złotowa (Wielkopolska) powiadomiono o próbie włamania do bankomatu. Nie takiego zwykłego, ale z wirtualną walutą bitcoin. Rabusie nie byli jednak specami od cyberbezpieczeństwa, czy chociażby domorosłymi hakerami. Oni chcieli ukraść kryptowalutę przy użyciu… łomu.

„A co najdziwniejsze, wiedzieli, że to bankomat od bitcoinów”

– nie ukrywał rozbawienia w rozmowie z FilaryBiznesu.pl podkomisarz Mariusz Forecki.

Od razu jednak na poważnie dodał, że bandytom, którzy wpadli bardzo szybko, grozi surowa kara, nawet do 10 lat więzienia. 

Złotów ma nieco „szczęścia” do niecodziennych zdarzeń. Kilka lat temu nasz reporter rozmawiał z Foreckim o pechowym dilerze, który chciał sprzedać marihuanę. Zaczepił nieznajomego mężczyznę i złożył propozycję: „ziomuś, chcesz zioło”. Trafił na policjanta. 

Po kilkutygodniowe kwarantannej można zaryzykować wniosek, że obostrzenia wprowadzone w jej trakcie pomagają walczyć z przestępczością. Jeśli ktoś nie wierzy – mamy dwa przykłady. W Chełmie na Lubelszczyźnie policjanci zauważyli młodego mężczyznę bez maseczki na twarzy. Chcieli go tylko pouczyć, ale nastolatek zachowywał się nerwowo, zbyt mocno, jak na banalną sytuację. Dlatego sprawdzono co ma przy sobie. W saszetce ukrywał 270 gram mefedronu. Jeszcze większym ryzykantem okazał się mężczyzna spacerujący po nadmorskim parku w Sopocie. On także nie założył maseczki i tym zwrócił na siebie uwagę policjantów z patrolu. Delikwent został pouczony, ale również rutynowo wylegitymowany. Okazało się, że jest mieszkańcem Dolnośląskiego, ale co ważniejsze ściganym Europejskim Nakazem Aresztowania

– za kradzież poszukiwała go niemiecka policja. Spacer zakończył się w celi aresztu, a na dodatek dostał mandat za brak maseczki. 

Wiele placówek handlowych musiało zawiesić działalność z powodu zagrożenia koronawirusa, ale w Będzinie pomimo to działał całodobowy salon z nielegalnymi automatami do gier hazardowych. Jeden z pracowników od dłuższego czasu okradał szefa – wprawdzie nie wiemy, czy sam siadał do maszyny, czy gotówki potrzebował na coś innego, ale uzbierała się spora sumka. Wtedy upozorował własne… porwanie! Początkowo sprawa wyglądała na poważną, do akcji wkroczyło nawet Centralne Biuro Śledcze Policji, ale szybko odkryto mistyfikację. 47-letni mężczyzna został namierzony i zatrzymany. 

Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią wywołał zwolnienia pracowników lub obniżki pensji. Nikomu to się nie podoba, ale chyba nikt nie wpadłby na tak kuriozalny pomysł, jak pracownica spółki z Tych. Z firmowego konta w krótkim czasie przelała na prywatne niemal milion złotych. W tytule transakcji wpisywała „specjalna premia”. Szefowie chyba, aż tak bardzo nie cenili jej efektywności, bo po odkryciu przekrętu natychmiast powiadomili odpowiednie służby. Złodziejka nie zdążyła podjąć kasy.

I jeszcze „wisienka na torcie”. W Poznaniu skradziono rower. Właścicielka chrakterystycznego różowego jednośladu pożaliła się w mediach społecznościowych, porozwieszała ulotki, bardzo chciała odzyskać rower, ale szanse miała niewielkie. A jednak… Musiała być bardzo zaskoczona, gdy któregoś dnia zobaczyła rower stojący w miejscu, z którego został skradziony. Z wiadomością od złodzieja, który podziękował za „wspaniałą przejażdżkę”. 

Tych Czytelników FilaryBiznesu.pl, którzy nie dowierzają, solennie zapewniamy – każda z tych historii wydarzyła się naprawdę. I wszystkie miały miejsce w pierwszych tygodniach maja.

Zostaw komentarz