Przełom Manchesteru City w Lidze Mistrzów. “Kiedy, jak nie teraz?”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

– To czas, byśmy wreszcie wykonali krok naprzód. Moi zawodnicy muszą udowodnić samym sobie, że mogą awansować do półfinału. Wierzę w nich, bo pamiętam, jak smutni byli, gdy ta sztuka nie udawała się nam w poprzednich sezonach – tak przed rewanżowym meczem ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund mówił trener Manchesteru City, Pep Guardiola.

Zobacz wideo Archaiczna zasada psuje Ligę Mistrzów? “Dochodzi do kuriozalnych sytuacji” [SEKCJA PIŁKARSKA #84]

I po chwili dodał: Wiem też jednak, że jeśli przegramy, zostanie to uznane za klęskę, a ja znów będę głównym winowajcą.

Otamendi, czyli kozioł ofiarny

To momentalne tonowanie nastrojów nie było przypadkowe. Mimo że Guardiola wiedział, że wszystkie atuty leżą po stronie jego zespołu, to awansu do półfinału rozgrywek nie mógł być pewien. Nie dlatego, że “taki jest futbol”, albo “w futbolu wszystko jest możliwe”. Katalończyk, zamiast truizmów musiał mieć w głowie poprzednie cztery lata, w których Manchester City ani razu nie awansował do półfinału Ligi Mistrzów, choć za każdym razem był zdecydowanym faworytem.

Guardiola, który przybył do Manchesteru, by spełnić klubowy sen o zwycięstwie w Lidze Mistrzów, spektakularnie przewrócił się już w pierwszym sezonie. W 2017 roku Manchester City odpadł z rozgrywek już w 1/8 finału, mimo że w pierwszym meczu pokonał u siebie AS Monaco 5:3.

Byli w półfinale Ligi Mistrzów przez 40 minut. Wszystko zniweczył jeden głupi błądByli w półfinale Ligi Mistrzów przez 40 minut. Wszystko zniweczył jeden głupi błąd

Wtedy, tak samo jak w środę, wydawało się, że zespół Guardioli trzyma wszystkie argumenty w ręku. Wyraźna przewaga, lepsi piłkarze i trener mieli wystarczyć do spokojnego awansu do ćwierćfinału. Zwłaszcza że Manchester City był na fali, bo meczu nie przegrał od dwóch miesięcy, wygrywając osiem z poprzednich 11 spotkań. W Monako Guardiola przekombinował jednak ze składem i taktyką, a jego zagubiona drużyna przegrała 1:3 i odpadła z rozgrywek.

Katalończyk miał do siebie pretensje przede wszystkim za zestawienie linii obrony. Mimo że w pierwszym meczu zawiedli go niemal wszyscy, to w rewanżu na ławce usiadł jedynie Nicolas Otamendi, który nie radził sobie z Kylianem Mbappe. To właśnie o brak Argentyńczyka, który rozgrywał dobry sezon, najbardziej obwiniał się Guardiola. Katalończyk uważał, że z Otamendim w składzie Manchester City aż tylu goli w rewanżu by nie stracił. 

Przestraszyli się Kloppa

Wyraźna poprawa miała nastąpić w kolejnym sezonie. W tym jednak Manchester City zaszedł tylko rundę dalej. Tym razem piłkarze Guardioli nie poradzili sobie z Liverpoolem. Przed dwumeczem Manchester City stawiany był w roli murowanego faworyta: prowadził w tabeli Premier League, a do pierwszego meczu na Anfield Road przegrał tylko 3 z 18 meczów w 2018 roku.

W LM pozostały już tylko cztery drużyny. Jak wyglądają półfinałowe pary? Kiedy zagrają?Tak wyglądają pary półfinałowe Ligi Mistrzów. Kiedy pierwsze mecze?

Bijąca w tamtym sezonie wszelkie rekordy drużyna Guardioli w Liverpoolu w niczym jednak nie przypominała samej siebie. Katalończyk zdecydował się na zaskakującą, bardziej defensywną taktykę i już po 31 minutach jego zespół przegrywał 0:3. Takim też wynikiem zakończył się pierwszy mecz, a w drugim ponownie lepszy był Liverpool, który wygrał 2:1.

Wtedy zarzucano Guardioli zbytnie odejście od naturalnej dla Manchesteru City gry, co miało odbić się na pewności siebie i wyniku. Dlaczego Katalończyk zdecydował się na taki manewr? Trzy miesiące wcześniej jego zespół przegrał na Anfield Road 3:4 w lidze, ale do 84. minuty było aż 1:4. Juergen Klopp przechytrzył wtedy Guardiolę, który w kwietniu chciał wyciągnąć wnioski i uchronić zespół od szaleńczych ataków Liverpoolu i gegenpressingu. Znów skończyło się klapą.

Feralny VAR i błędy w obronie

Kiedy, jak nie teraz? – pytali kibice Manchester City dwa lata temu, gdy rozpędzona drużyna Guardioli ponownie trafiała w Lidze Mistrzów na rywala z Premier League. Tym razem był to Tottenham, który w lidze mógł tylko podziwiać ich serię 14 zwycięstw z rzędu. I tym razem jednak się nie udało. Po porażce 0:1 w Londynie, zespół Guardioli wygrał u siebie 4:3 i do awansu do ćwierćfinału zabrakło mu jednego gola. Ten nawet padł w samej końcówce, ale anulował go VAR.

Rok temu Manchester City znów nie pomógł sobie sam. Chociaż w 1/8 finału piłkarze Guardioli w efektowny sposób wyeliminowali Real Madryt, to w ćwierćfinale na neutralnym stadionie nie poradzili sobie z Lyonem. Lyonem, który w zakończonym przedwcześnie sezonie Ligue 1 zajął dopiero 7. miejsce.

Victor Osimhen zdobył się na niecodzienny gestPiłkarz Napoli skontaktował się z kobietą z fotografii. “To zdjęcie boli”

Manchester City nie awansował jednak do półfinału, bo podarował rywalom trzy gole. Piłkarze Guardioli popełniali szkolne błędy w obronie, a jedynym piłkarzem z ofensywy, który nie zagrał poniżej swojego poziomu był Kevin De Bruyne.

To “ten” sezon?

Przed środowym rewanżem w Dortmundzie trudno było oprzeć się analogiom. Manchester City, poza pierwszym meczem z Borussią, wygrał aż 26 z 28 poprzednich meczów. Zespół Guardioli prowadzi w Premier League z 11-punktową przewagą nad Manchesterem United, w sobotę zagra z Chelsea w półfinale Pucharu Anglii, a 25 kwietnia zagra w finale Pucharu Ligi z Tottenhamem.

Tym razem rozpędzonej drużyny nie zatrzymały jednak ani decyzje Guardioli, ani brak szczęścia, ani beznadziejne błędy w obronie. Chociaż po golu Jude’a Bellinghama z 15. minuty przez kolejnych 40 minut Manchester City był poza Ligą Mistrzów, to awans wywalczył pewnie i zasłużenie.

BVB otwiera wynik! Cudowna bramka 17-latka!Piękny gol nastolatka z BVB. Manchester City zadaje jednak dwa ciosy!

Pierwszym dobrym znakiem dla kibiców Manchesteru City był skład, na jaki zdecydował się Guardiola. Tym razem nie było sensacji, a w porównaniu do podstawowego składu z pierwszego meczu Katalończyk dokonał tylko jednej zmiany, wprowadzając Ołeksandra Zinczenkę w miejsce Joao Cancelo. Lidera Premier League nie złamał też gol Bellinghama. Mimo że Manchester City w pierwszych minutach w Dortmundzie prezentował się co najwyżej średnio, to wraz z upływem minut naciskał coraz mocniej, czego efektem było m.in. uderzenie De Bruyne w poprzeczkę.

Po przerwie nie powtórzyła się jednak sytuacja sprzed dwóch lat i rewanżu z Tottenhamem, a Manchesterowi City nie zabrakło szczęścia. W 55. minucie, po kuriozalnej interwencji i zagraniu ręką Emre Cana, rzut karny wykorzystał Riyad Mahrez, a 20 minut później po błędzie Marwina Hitza decydującego gola strzelił Phil Foden.

W dwumeczu z Borussią Dortmund Manchester City nie musiał wchodzić na najwyższe obroty, którymi momentami zachwyca w Premier League. Zespół Guardioli awansował, bo był skuteczniejszy i solidniejszy w obronie. Anglicy nie popełnili błędów, które eliminowały ich w poprzednich latach, a które w tej rywalizacji przydarzyły się Borussii Dortmund.

Liverpool-Real. Skandal przed meczem. Kibice zaatakowali autokar 'Królewskich'Skandal przed meczem LM w Liverpoolu! Kibice zaatakowali autokar Realu

Manchester City do półfinału Ligi Mistrzów awansował po raz pierwszy od sześciu lat. Tak samo długo musiał czekać na to Guardiola, którego zespół zagra teraz z PSG. Chociaż Mbappe, Neymar również pragną sukcesu w Lidze Mistrzów, to kibice z Etihad Stadium znowu mogą spytać: “kiedy, jak nie teraz?”. Wydaje się, że Manchester City ma wszystko, by wreszcie to był “ten” sezon. Ale przecież w poprzednich trzech można było myśleć tak samo.

Zostaw komentarz