Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty lipca 2020

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty lipca 2020 © Podsłuchane w Antyradiu.pl Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty lipca 2020

Lipiec od wielu lat kojarzył mi się z Woodstockiem i letnimi festiwalami. Oh, well. Pozostało pocieszać się płytami, wyszło kilka całkiem niezłych. Sprawdźcie!

Nie będę dzisiaj optymistyczna. Ostatnie wydarzenia, o których powiedziano już wszystko, a nawet za dużo, kolejne rekordy zachorowań na COVID-19, żar lejący się z nieba i ciągły niedobór koncertowy nie wywołują u mnie dobrego humoru. Pocieszam się w prosty sprawdzony sposób – płytami. Chociaż i tutaj w minionym miesiącu było nieco skromniej. Zwykle jak zabieram się do podsumowania mam w notatkach kilkanaście, a często nawet kilkadziesiąt krążków, które przesłuchuję kolejny raz, aby wybrać dla Was prawdziwą czołówkę, która zaspokoiła moje coraz wybredniejsze uszy. Dzisiaj pierwszy raz od początku roku nie musiałam – notatek spisywanych przez miesiąc nie było dużo. Ale to może przez mój podły humor, muzyka to przecież emocje i jej odbiór też. Zawsze jest subiektywny.

Najlepsze płyty rockowe i metalowe: czerwiec 2020

Subiektywna jest też mój werdykt, który brzmi: płytą minionego miesiąca jest bezapelacyjnie krążek Imperial Triumphant “Alphaville”. Nasycenie dźwięków, różnorodność i przepych na tym wydawnictwie powala. Płyta jest intensywna, momentami wręcz groteskowo patetyczna, a nawet absurdalna. O spójności i znanych patentach przy takich rozwiązaniach nie może mowy. Porównanie do jazzu jest tutaj nieunikniony ze względu na rozmach i polot tych kawałków. Mam wrażenie, że żeby zrozumieć chociaż w kilku procentach ten materiał, trzeba przesłuchać go kilkanaście razy. Każdy instrument użyty w nagraniach zdaje się żyć własnym życiem, co przy pierwszym odsłuchu może być przytłaczające. Ale nie zniechęcajcie się. Historia zawarta w “Alphaille” jest zagmatwana i poryta, jednak niepodrabialna. Kiedy otrząśniecie się z pierwszego szoku, przeniesiecie się do zupełnie innego świata muzyki niż te, które znaliście do tej pory. Jak oni to zrobili?

Dowiedz się więcej: Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty maja 2020

Do mojego zestawienia załapała się także płyta “Couvre-Sang” DDent. Bez bicia przyznaję, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z muzyką tego wykonawcy i podeszłam materiału z czystą głową. Głową, która natychmiast wypełniła się nowoczesnym, instrumentalnym, mrocznym graniem. Po doczytaniu okazało się, że album stworzył jeden człowiek – Louis Lambert. Warczące basy, melodie skłaniające do refleksji i przepełniająca materiał nostalgia, ekstrawagancja i zaduma mnie kupiły. To nie jest świetna płyta. W niektórych miejscach pojawia się przerost formy nad treścią i rozwiązania, które nie brzmią idealnie. Ale jest w tej muzyce coś, co sprawia, że chciałam włączyć krążek jeszcze i jeszcze raz. Może Wy też będziecie chcieli.

Znacznie częściej niż po death metal sięgam po black. Jednak jeśli miałabym zaprezentować komuś o jaki śmierć metal walczyłam, to podarowałabym tej osobie trzeci album Lantern. Szorstki, krzykliwy jednak wyraźny i w pewien sposób czysty wokal w połączeniu z solidnymi fundamentami brzmienia zapewnionymi przez sekcje rytmiczną robią tu robotę. Doceniam też odwagę, szczególnie w utworze “Portraits”, który zwalnia i zostaje obdarty ze skrajnej brutalności. No i wreszcie mogę docenić gitary! Nie zasnęłam nawet na solówkach. Serio, świetne są, a na mnie bardzo rzadko robią wrażenie.

A jak już wspomniałam o black metalu, to w lipcu nową płytę wydała także formacja Gaerea. Krążek powinien przypaść do gustu fanom wczesnych dokonań Behemotha czy dorównującej mu powoli popularnością Mgły. Gdybym miała opisać “Limbo” randomowymi rzeczownikami byłyby to: “żałość”, “agresja” i “determinacja”. Gdyby te określenia miały odpowiedniki w dźwiękach – wszystkie znajdziecie na nowym krążku Gaerea. Sposób wyrazu jaki prezentuje wokalu jest tutaj na wskroś przejmujący. Brzmi jak uwięziony we własnej wściekłości, która doprowadziła podmiot liryczny do prawdziwej agonii. Klimat podtrzymuje konsekwentne tempo utworów i galopujące riffy. Bardzo niepokojący, ale świetny materiał.

Kolejny deathmetalowy krążek, który trafił na dzisiejszą listę to “Terra Mortuus Est” rosyjskiej formacji Katalepsy. Wyraźny, djentowy bas, masywne riffy i żonglowanie gatunkami jednych może irytować innych – zachwycać. Ja doceniam, kawał dobrego grania, które być może nie zapisze się grubą kreską w historii metalu, ale na pewno jest warte zapoznania. 

Na deser łapcie mniej ekstremalne jednak równie mroczne i ciężkie dźwięki zaklęte w “Despair Anthems” Executioner’s Mask. Od płyty bije chłód nawet w trakcie trwania nieco melodyjniejszych utworów, co ucieszy każdego pochmurnego fana post punku i gotyckiego rocka. Smutny, niski, surowy wokal wybrzmiewa na tle depresyjnych kompozycji, które sprawiają wrażenie deszczowych nawet przy 30-stopniowym upale. Płyta to esencja oldschoolowego brzmienia klasyków takich jak Joy Division, Type o Negative, The Cure czy Death In June w nowym, równie przygnębiającym wydaniu.

Best rock_metal albums_ April (8) © Antyradio.pl Best rock_metal albums_ April (8)

W kręgach poza rockowo metalowych również znalazłam dla siebie mniej premierowych brzmień niż zazwyczaj. Jednak zdecydowaną faworytką jest w tej kwestii Taylor Swift i jej “Folklore”. W 2019 roku absolutnie zakochałam się w albumie “Lover” tej samej wokalistki. Był to pozytywny, pełen energii i optymizmu krążek. Najnowszy jest niemalże jego przeciwieństwem. Przepełniony smutkiem i nostalgią materiał wpisuje się w pesymistyczne nastroje wywołane sytuacją na świecie. Podobne wrażenie wywołał u mnie nowy album Młodego Dzbana, który także wydaje się bardziej refleksyjny i mniej prześmiewczy niż poprzednie. Niemniej każda dotychczasowa płyta rapera jest godna uwagi. 

Najlepszy koncert: lipiec 2020

Trudno mówić tutaj o najlepszym koncercie, ponieważ byłam na jednym. Pewnie część z Was mnie wyśmieje, ale nadal nie do końca czuje się komfortowo w tłumach ludzi, którzy niestety nie zawsze zachowują się odpowiedzialnie. Zabranianie grania kapelom podczas gdy organizacje wieców wyborczych czy innych zgromadzeń są dopuszczalne, jest oczywiście bzdurą. Jednak na ponowne poczucie stuprocentowego komfortu podczas gigów będę musiała jeszcze poczekać.

W lipcu wybrałam się na jeden z koncertów organizowanych przez Progresję pod hasłem “Hałasówka”. W ramach cyklicznej imprezy na scenie pojawili się moi ulubieńcy z Nocnego Kochanka, więc nie mogłam sobie odmówić zajęcia krzesełka pod sceną. Tak. KRZESEŁKA. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę uczestniczyła w “siedzącym” gigu Kochanków to z takiego mebla bym spadła. ale no cóż. Takie czasy. Nocny Kochanek nie zaskoczył setem, ani wykonaniem, jednak na pierwszy rzut oka było widać, jak bardzo brakowało im sceny, a przede wszystkim kontaktu z fanami. Zaangażowanie i radość z grania biły z chłopaków chyba jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Co więcej, Krzysiek Sokołowski zapowiedział podczas występu także nowe wydawnictwo kapeli. Akustyczny longplay grupy ma ukazać się już wkrótce.

Dowiedz się więcej: Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty czerwca 2020

Zostaw komentarz