Podatek cukrowy – czy fiskus uzdrowi Polaków?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Według nowego prawa producenci będą musieli od 1 lipca 2020 roku płacić 50 gr za każdy litr sprzedawanego napoju, jeżeli dodadzą do niego cukier albo słodziki. Dorzucą do tego 10 gr, jeśli w składzie produktu znajdzie się kofeina, tauryna lub guarana (ukłon w stronę pitych obecnie hektolitrami energetyków). A za każdy gram cukru ponad 5 na 100 ml napoju dopłacą dodatkowe 5 gr. Nie ulega wątpliwości, że ten koszt przerzucą na konsumentów i ceny słodzonych napojów powędrują mocno w górę. No i dokładnie o to chodzi.

Co w świecie piszczy

Podatek cukrowy to nie jest nasz polski wynalazek. W kilku krajach wprowadzono już rozwiązania fiskalne, które – wobec nieskuteczności wszelkich kampanii informacyjnych – mają na celu ograniczenie konsumpcji niezdrowej żywności, przyczyniającej się do gwałtownego rozwoju chorób cywilizacyjnych. W większości przypadków dotyczą one cukru, a konkretnie słodzonych napojów, ale są też i podatki od zawartości tłuszczów nasyconych (obowiązuje on w Danii od 2011 roku).

Producenci – i to zarówno wielkie koncerny, jak i rodzimi sadownicy (do napojów na bazie owoców trafi a mnóstwo cukru, więc boją się o zbyt dla swoich plonów) – ciskają gromy, zarzucając rządowi hipokryzję.

ZOBACZ: Cukier z owoców – zły czy dobry?

Twierdzą, że pod pozorem troski o ludzkie zdrowie władza chce zwyczajnie złupić obywateli i ich kosztem zwiększyć wpływy budżetowe. Podatek ma być nieskuteczny, ponieważ ludzie przerzucą się na napoje wyprodukowane u naszych sąsiadów, którzy nie wprowadzili takiego podatku, albo na gorsze zamienniki (tylko co niby miałoby być gorsze od cukru?).

Nie jesteśmy specami od analiz gospodarczych i nie będziemy bawić się w precyzyjne prognozowanie przyszłości branży cukrowniczej oraz napojowej w Polsce. Jako dbający o Wasze zdrowie Men’s Health zaryzykujemy jednak stanowisko, że obie branże mają się czego obawiać.

Lekko w dół

Doświadczenia krajów, które wprowadziły już podatek cukrowy, pokazują, że w pewnym stopniu obniża on popyt na objęte nim produkty. Czasopismo naukowe „BMC Public Health” w 2013 roku opublikowało metaanalizę, czyli podsumowanie wyników badań, z których 6 dotyczyło USA, a po jednym Meksyku, Brazylii i Francji. I w każdym z tych przypadków wyższe ceny korelowały z obniżeniem sprzedaży objętych podatkiem napojów.

Autorzy pracy konkludują, że – choć efekt nie jest spektakularny – takie narzędzia fiskalne mogą być użyteczne w walce z otyłością. I oczywiście opatrują swój wniosek zastrzeżeniem, że aby to potwierdzić, potrzebne są kolejne badania. No i dobrze.

PRZECZYTAJ: Najlepszy zamiennik cukru?

Sięgamy więc po czasopismo „Health Policy and Technology” z marca 2019 roku. Autorzy opublikowanego tam przeglądu badań mają w związku z upływem czasu więcej danych i podtrzymują zdanie, że podatki są efektywną metodą obniżania spożycia słodzonych napojów i zmniejszania ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Zauważają przy tym, że konkretne rozwiązania powinny być dopasowane do realiów danego kraju, a wprowadzanie obciążeń podatkowych jest tylko jednym z elementów całego systemu kompleksowych działań. Za podatkiem opowiadają się medyczne autorytety i organizacje, zajmujące się zdrowiem publicznym.

Za przydatne rozwiązanie uznaje go Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a deklarację z jego poparciem podpisało 500 polskich lekarzy i naukowców. „Uważam go za bardzo dobry pomysł – deklaruje bez najmniejszego wahania dr n. med. Daniel Śliż, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. – Aczkolwiek niewystarczające, bo najchętniej objąłbym nim również tłuszcze nasycone, ze szczególnym uwzględnieniem przetworzonego mięsa.

Skoro papierosy możemy kupować dopiero po przekroczeniu 18. roku życia, to uważam, że po kabanosy również powinniśmy udawać się dopiero z dowodem osobistym. Ich rakotwórcze działanie w świetle obecnych dowodów naukowych nie budzi nawet najmniejszej wątpliwości” – przekonuje dr Śliż.

żródło:

Zostaw komentarz