Pismo rzeczniczki Majchrowskiego ws. krakowskiego dziennikarza Onetu. “Nie śmiałabym sugerować rozwiązania” [KOMENTARZ]

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Pismo z Urzędu Miasta Krakowa datowane jest na 15 maja br., liczy cztery strony i podpisane jest przez Monikę Chylaszek. To dyrektorka Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Krakowa i rzecznik prasowa prezydenta Jacka Majchrowskiego. Pismo nie ma charakteru sprostowania, jest publicystyczną oceną naszego artykułu “Kraków nad finansową przepaścią. Miasto prosi rząd o pomoc” Dawida Serafina o finansach miasta.

We wspomnianym materiale dziennikarz Onetu opisał sposób, w jaki przez lata władze Krakowa podchodziły do publicznych wydatków. Przypomniał o opóźnionych latami inwestycjach, utracie przez miasto zasiedziałych działek, oddawaniu za bezcen ziemi Kościołowi, rewitalizacji fortu Łapianka (32 mln zł wobec planowanych pierwotnie 14 mln). Pominął litościwie nawet wielokrotnie opisywany i powszechnie znany przypadek koszmaru finansowego i wizerunkowego miasta, czyli stadionu miejskiego, na którym swoje mecze rozgrywa Wisła Kraków.

Rzecznik prasowa uważa, że “ten tekst z rzetelnością dziennikarską nie ma nic wspólnego”. Przypomina, że “Kraków nie przekroczył dopuszczalnych prawem wskaźników zadłużenia” (choć nie napisaliśmy nigdzie, że tak się stało), że “nie ma mowy o utracie zdolności kredytowej” i że “Kraków ma najwyższy możliwy dla polskich miast rating”.

Dostaliśmy też linki do dwóch polemik z artykułem Dawida Serafina, napisanych przez wiceprezydenta Krakowa Bogusława Kośmidra oraz Andrzeja Porawskiego, dyrektora biura Związku Miast Polskich. Przy czym na miano polemiki zasługuje tylko ten pierwszy tekst, w którym rzeczywiście Bogusław Kośmider w kilku punktach przedstawia rzeczowo punkt widzenia urzędu na kwestie budżetu. Gdyby tylko urzędnicy z taką chęcią rozmawiali z dziennikarzami, zamiast wygodnie pisać polemiki na miejskich portalach, uniknęlibyśmy wielu nieporozumień. Tekstu Andrzeja Porawskiego w żaden sposób polemiką nazwać nie można, składa się z trzech pozbawionych konkretów krótkich akapitów obfitujących za to w określenia typy “bubel”, “beznadzieja” i “bełkot”.

Do tej pory brzmi to jak typowe starcie urzędników z krytykującą ich redakcją. Tu następuje jednak dalsza część pisma dyrektor Chylaszek. Otóż rzeczniczka przypomina, że miasto w dobie pandemii “ogranicza promocję i współpracę finansową z mediami, więc pewnie nie mogłoby pozwolić sobie na wydanie bankietu za 100 tys. zł dla naszych partnerów organizujących w Krakowie ważny z punktu widzenia promocji miasta kongres”.

Pani dyrektor pisze dalej tak. – Jeśli Dawid Serafin był uprzejmy tego typu wydatkami zilustrować niefrasobliwość miasta w wydawaniu publicznych pieniędzy, to uczciwie powinien także Czytelnikom napisać, że miasto w tym samym czasie 200 tys. zł wydało na organizację gali O!Lśnień Onetu – napisała pani rzecznik.

To prawda, Onet współpracuje z Krakowem przy organizacji jednego z największych plebiscytów kulturalnych w Polsce i nigdy tego nie ukrywał. Gala odbywała się w centrum kongresowym ICE, uczestniczył w niej prezydent Jacek Majchrowski. Onet nie dostawał od Krakowa za to żadnych pieniędzy, tylko razem z miastem dzielił się kosztami. W tym roku uroczystość musiała zostać ze względu na epidemię koronawirusa odwołana.

Ale na tym nie koniec. “Nie oczekuję od mediów życzliwości, a jedynie rzetelności. Od dłuższego czasu nie widzę możliwości nawiązania jakiejkolwiek współpracy z przedstawicielem państwa redakcji w Krakowie. Co więcej, także moi współpracownicy odmawiają przygotowywania dla Niego (Dawida Serafina – red.) materiałów, zniechęceni wielokrotnym manipulowaniem przekazywanych przez nich danych. Nie jest moją rolą i nie śmiałabym sugerować Panu Redaktorowi rozwiązania, które pozwoliłoby nam wrócić do wieloletniej współpracy, opartej na wzajemnym szacunku. Mogę mieć jedynie nadzieję, że jako doświadczony dziennikarz rozumie Pan granicę, która oddziela dziennikarza od osoby wykorzystującej medium w którym pracuje do osobistej walki” – pisze Monika Chylaszek do Bartosza Węglarczyka, kończąc radą, aby nasz dziennikarz “jak każdy obywatel zwracał się o informacje do urzędu w trybie dostępu do informacji publicznej”.

To bardzo czytelna sugestia: proszę uciszyć albo nawet zwolnić Dawida Serafina, bo w przeciwnym razie zagrożona może być współpraca Krakowa z Onetem przy okazji kolejnych edycji O!Lśnień. I jasny sygnał, że urząd planuje utrudniać mu pracę, nie traktując go jak dziennikarza. Służby prasowe prezydenta miasta Krakowa wprost próbują wpłynąć na to, kto, co i jak będzie pisał o działaniach urzędu. Nie śmiałbym sugerować Czytelnikom żadnych przymiotników ani określeń na takie zachowanie, proszę ocenę i wniosek wyciągnąć samemu.

Nie śmiałbym też sugerować prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu żadnego rozwiązania, w nadziei na to, że dyrektor Monika Chylaszek zrozumie jednak, że nieco się w swoim piśmie zagalopowała i że ta nieprzyjemna wymiana zdań zakończy się nowym otwarciem, ale jednak w tym samym składzie osobowym.

Pozwolę sobie natomiast przypomnieć, że to obrazek szerszego problemu, z którym coraz częściej mierzą się nie tylko krakowscy dziennikarze: utrudnianie lub odmowa dostępu do informacji publicznej. Tak się składa, że to także opisał w jednym ze swoich ostatnich tekstów Dawid Serafin.

Pismo rzecznik prasowej przyszło bowiem także w związku z pytaniami, na które od tygodni nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Zapytaliśmy m.in. o to, czy zastępcy Jacka Majchrowskiego dostali nagrody w czasie pandemii, o listę nieruchomości przeznaczoną do sprzedaży, o cięcia w budżecie, o milionowe odszkodowania, które miasto może zapłacić za zmianę planów zagospodarowania. Poprosiliśmy także o przesłanie skanów 13 umów – w tym dotyczących finansów miasta – zawartych przez urzędników. Czekamy na ich przesłanie od ponad miesiąca.

To nie jest dla dziennikarza komfortowa sytuacja, ale po wielokrotnie wysyłanych mailach i próbach kontaktu, kiedy urząd wciąż nie odpowiadał na zadane przez naszego reportera pytania, Dawid Serafin zdecydował się na publikację tekstu o przejściach krakowskich dziennikarzy ze służbami prasowymi magistratu.

Tak niestety działa jednak coraz więcej instytucji, także na szczeblu centralnym. W poprzednim tygodniu nasz dziennikarz Mateusz Baczyński opublikował tekst o wizycie prostytutki w szczecińskim oddziale ABW. Na komentarz agencji czekaliśmy kilkanaście dni, wysyłaliśmy maile i dzwoniliśmy. Reakcji nie było. A dzień po publikacji naszego materiału, ABW wysłała do PAP oświadczenie na temat naszego artykułu, unikając wciąż kontaktu z autorem tekstu. Notorycznie spotyka to dziennikarzy próbujących uzyskać komentarze z różnych ministerstw, wojska, prokuratur. Teraz dołączył do nich samorząd Krakowa.

Piotr Kozanecki, szef działu Wiadomości Onetu

Żródło

Zostaw komentarz