Niespodziewany bohater RB Lipsk dał półfinał! Duża część kibiców ma problem z jego poglądami

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Diego Simeone prosił zespół o poświęcenie i solidność. Za to Julian Nagelsmann chciał, żeby jego piłkarze wcisnęli gaz do dechy. Raz jeszcze, bo zrobili to już w meczu z Tottenhamem w poprzedniej rundzie, jeszcze przed zawieszeniem rozgrywek. Dla RB Lipsk to był wielki dwumecz: 4:0, triumf ich myśli, zwycięstwo młodości i odwagi. Dlatego na spotkanie z Atletico zapatrywali się ze sporym optymizmem. Czuli, że klucz do bram ćwierćfinału, może otworzyć przed nimi również półfinał, bo Atletico i Tottenham mają wiele cech wspólnych. Piłkarze z Lipska dużo o tym meczu wiedzieli więc jeszcze przed jego rozpoczęciem. Najważniejsze dla Atletico miało przecież być niezmienianie niczego, co przynosiło sukcesy w poprzednich sezonach. Już kilka razy próbowali gonić trendy, porzucać sposób gry, który opanowali do perfekcji, bo przestawał być skuteczny i modny. A później wracali do fundamentów, bo lifting nie był dla nich. “Cholismo” miało trwać. I w lutym rzeczywiście wydawało się, że przeżywa swój renesans, skoro namiętnym bieganiem bez piłki, poświęceniem i wielką taktyczną odpowiedzialnością udało się zatrzymać broniący tytułu Liverpool.

Zobacz wideo

Zagrali w otwarte karty

W czwartek doszło więc do zderzenia taktycznych światów: raz jeszcze skupione na defensywie Atletico kontra aktywny w ataku RB Lipsk, chcący kontrolować chaos w ostatniej tercji boiska. Nagelsamann i Simeone grali zresztą w otwarte karty, swobodnie wypowiadali się na konferencjach prasowych, wiedzieli jak zagra ich rywal. – Nie sądzę, żeby kiedykolwiek chcieli zdobyć cztery czy pięć bramek. Dla nich 1:0 jest absolutnie wystarczające. Tottenham zachowywał się podobnie i spisaliśmy się naprawdę dobrze, więc jestem przekonany, że z Atletico też możemy sobie dobrze poradzić – mówił Nagelsmann. Oczywiście, obaj trenerzy stosowali różne sztuczki, żeby zmylić przeciwnika, ale żaden z nich nie zboczył z obranej już dawno drogi. Nie mogli być zaskoczeni przebiegiem tego meczu. Lipsk atakował, jak miał atakować, Atletico broniło, jak miało bronić. Na takie granie się umówili, pod to dostosowali taktyki. A na koniec o sukcesie Niemców zdecydował rykoszet z 88. minuty. 

I to też nie dziwi – w tym sensie, że Atletico ma taki sezon, w którym, jeśli coś może pójść nie po ich myśli, to na pewno pójdzie. Abstrahując już od dwóch przypadków koronawirusa w zespole, które opóźniły wylot do Lizbony i utrudniły przygotowania do ćwierćfinału: Simeone chciał sprowadzić Edinsona Cavaniego, a dostał Yannicka Ferreirę Carrasco. Koke – ulubieniec kibiców, symbol Atletico – popadł w niełaskę i został wygwizdany. Piłkarze Simeone według statystyk powinni zdobyć w lidze ponad 20 bramek więcej, ale pudłowali w doskonałych sytuacjach. I nawet jak wydawało się, że po wznowieniu wrócili uporządkowani i zmotywowani, to wywrócili się w najważniejszym momencie – dwa kroki przed finałem.

Z meczu, który mógł być przełomowy dla kupionego za 126 milionów euro Joao Felixa, nic nie będzie. Portugalczyk wrócił do ojczyzny, do miasta, które zna, do ośrodka treningowego Benfiki, w którym szlifował swój talent. Zobaczył te same twarze, dziennikarze napisali o nim kilka reportaży, dotarli do jego pierwszych trenerów, wysłuchali anegdot, a później wypchnęli go na pierwsze strony gazet. Do Portugalii nie przyjechał Cristiano Ronaldo, więc uwaga miejscowych kibiców tym bardziej koncentrowała się na nim. Wszedł na boisko w 58. minucie, gdy Atletico przegrywało 0:1. Ożywił zespół: wywalczył rzut karny, a później sam go wykorzystał. Był aktywny, pod grą. Piłkarz, któremu ciąży wysoka cena, wielkie oczekiwania i niespełnienie w nowym zespole, potrzebuje takich meczów. Ale na koniec musi je wygrywać, bo tylko wtedy istnieje szansa na natychmiastowe przestawienie zwrotnicy. 

Tyler Adams, Nowojorczyk w Lipsku

Swój moment ma za to młody Amerykanin – Tyler Adams. Nowojorczyk, który trafił do Lipska w styczniu 2019 roku z YT Red Bulls i w meczu przeciwko Atletico cieszył się z pierwszego gola w niemieckiej drużynie. Nie potrzebował jednak bramek, by już wcześniej znaleźć się na językach kibiców. Nie dość, że talent Adamsa widoczny jest gołym okiem, to jeszcze jego polityczne zaangażowanie mało kogo pozostawia obojętnym. W Lipsku, niegdyś ważnym mieście NRD, obecnie aż 27,5 procent głosujących w wyborach landowych wsparło skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec. Adams, który kończył sezon w korkach z hasłem “Black Lives Matter” nie jest więc ich faworytem.

Wykorzystuje media społecznościowe, by mówić o ważnych dla niego sprawach. W „The Athletic” przyznał, że skupia się na wiadomościach od ludzi, którzy go wspierają. Te pełne nienawiści stara się ignorować. Czuje się uprawniony do mówienia o rasizmie – jego mama jest biała, a ciemnoskórego taty nigdy nie było w jego życiu. Wychowywał go biały ojczym. Dorastał razem z trójką przyrodniego rodzeństwa z drugiego małżeństwa mamy. – Dzięki temu dobrze rozumiem, co się dzieje w Ameryce – mówił, gdy na ulicach odbywały się protesty. – Myślę, że rozumiem to, co niektórym trudno jest pojąć: dlaczego ktoś może myśleć inaczej niż ja. Powtarzam więc: najważniejsza w tym temacie jest edukacja, uczenie troski i przypominanie o potrzebie równości – mówił “The Athletic”, a amerykańskie dzienniki zachwycały się tak dorosłą wypowiedzią młodzieńca. Adams szedł za ciosem: tłumaczył, dlaczego sportowcy klękają na jedno kolano, dlaczego to jest ważne i co może zmienić.

Ale Adams ciekawie mówi nie tylko o sprawach społecznych. Opowiedział też o mózgu swojego trenera – Juliana Nagelsmanna. Był zachwycony, jak dobrze rozumie grę i taktykę. – Byłem w szoku, jak jedną decyzją potrafi odmienić mecz. Zwraca uwagę na szczegół, o którym nigdy bym nie pomyślał, mówi, co mamy zmienić, a gdy nam się to udaje, wygrywamy mecz – zachwycał się. – Treningi są niesamowite. Nie powtarzamy tych samych ćwiczeń, codziennie czeka na nas inny scenariusz. Chcemy tworzyć chaos i nad nim panować, rozumieć, co się dzieje, gdy przeciwnik zaczyna się w tym gubić. 

Adams i Lipsk mają swoją chwilę chwały, ale ani on, ani jego zespół nie są jeszcze produktami skończonymi. Mają pole do rozwoju i wszystko, żeby tę szansę wykorzystać. – Po odejściu Timo Wernera, który był dla nas bardzo ważną postacią w szatni i na boisku, otworzyła się szansa dla pozostałych zawodników, żeby rozwinąć skrzydła, stać się liderem i wypełnić pustą przestrzeń, którą po sobie zostawił – tłumaczył Nagelsmann. Bo tam, gdzie inni widzą problemy, on dostrzega szanse. Gdy Atletico szukało zwycięskiego gola i napierało coraz mocniej, zobaczył możliwość przeprowadzenia kontry. I to Lipsk zagra w półfinale. – Nie sądzę, żeby było wiele drużyn, które chciałby się z nami zmierzyć. Jesteśmy trudni do okiełznania, szybcy i niewygodni – tłumaczył Adams “New York Times”. – W Lidze Mistrzów będzie fajnie, zobaczycie – przekonywał dziennikarzy przed turniejem w Lizbonie. Już po pierwszym meczu wszystko to zdążyło się sprawdzić.

Zostaw komentarz