Manchester City przed wielką szansą! Użyją tej samej broni, która Bayern pokonał Barcelonę

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Puchar Ligi Mistrzów jest dla Manchesteru City Świętym Graalem, za którym szejk Mansour bin Zayed Al Nahyan bezskutecznie podąża od 12 lat. Chociaż za rządów krezusa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich klub z Etihad Stadium zdobył już 14 trofeów, to najważniejszy tytuł w Europie wciąż pozostaje dla niego niedostępny. Najbliżej sukcesu Manchester City był cztery lata temu, gdy w półfinale minimalnie lepszy okazał się późniejszy triumfator – Real Madryt.

Zobacz wideo Messi ma dość prezesa Barcelony. Czy może odejść? [SEKCJA PIŁKARSKA #54]

Lato 2016 roku miało być dla klubu przełomowe. Dopiero czwarte miejsce w Premier League i kolejne niepowodzenie w Lidze Mistrzów sprawiły, że z pracy zwolniony został Manuel Pellegrini, a jego miejsce zajął Pep Guardiola. Katalończyk przyjeżdżał do Manchesteru z taką samą misją, z jaką kilka lat wcześniej trafiał do Monachium. W City tak samo jak w Bayernie, sukcesy w kraju niezwieńczone triumfami w pucharach pozostawiają niedosyt. Najważniejsza jest Liga Mistrzów, której Guardiola z mistrzami Niemiec jednak nie wygrał. I na razie tą samą drogą podąża w Manchesterze.

To, że w zakończonym niedawno sezonie City wyraźnie przegrali ligę z Liverpoolem, nie zmienia faktu, że Katalończyk na Eithad City stworzył potwora. W cztery lata Guardiola zdobył z klubem osiem trofeów. W sezonie 2018/19 poprowadził drużynę do potrójnej korony w kraju, a rok wcześniej pobił ligowe rekordy, gdy zespół zdobył 100 punktów i 106 bramek w 38 meczach. Guardiola jest najważniejszym i najbardziej utytułowanym trenerem w historii Manchesteru City, jednak bez triumfu w Lidze Mistrzów jego misja w klubie będzie niekompletna. 

Za kadencji Katalończyka drużyna ani razu nie zagrała w półfinale tych rozgrywek. W 2017 roku już w 1/8 finału lepsze okazało się Monaco. W kolejnych dwóch latach, mimo dominacji w Premier League, Manchester City z Ligi Mistrzów eliminowali ligowi rywale: Liverpool i Tottenham. Teraz może być inaczej. Tegoroczna, specyficzna edycja, jest dla Manchesteru City i Guardioli największą szansą na upragniony sukces.

Bezustanny pressing, który wyciąga życie z rywala

I to nie tylko dlatego, że na turniej finałowy do Lizbony nie przyjechały m.in. Liverpool, Real Madryt i Juventus, a Barcelona w piątek została upokorzona w ćwierćfinale. W rewanżu 1/8 finału przeciwko Realowi Manchester City wysłał rywalom ważny komunikat: jesteśmy gotowi, to może być nasz czas. Po meczu na Etihad Stadium angielskie media były zgodne: to był najlepszy wieczór drużyny za rządów szejka Mansoura. Zespół Guardioli w obu meczach przyćmił ekipę Zinedine’a Zidane’a, nowych mistrzów Hiszpanii, trzykrotnych triumfatorów Ligi Mistrzów. Katalończyk dwukrotnie w ciągu kilku miesięcy taktycznie oszukał Francuza, udowadniając swoją wyższość w specyficznych warunkach. 

“To był popis inteligentnego i intensywnego futbolu. Nieustanny pressing Manchesteru City wyssał życie z Realu Madryt. Można więc przyznać, że zrobili to, co Bayern swym pressingiem robił w piątek z Barceloną. Zespół Guardioli był niezmordowany bez piłki i bezlitosny w jej posiadaniu. Zaledwie kilka miesięcy po meczu w Madrycie, który był najlepszym w historii ich występów w Europie, City weszli na jeszcze wyższy poziom. Od pierwszej do ostatniej minuty drużyna pracowała na niesamowitych obrotach, stosując się do wytycznych Guardioli. Manchester City pokazał, że jest gotowy podjąć wyzwania czekające go w Lizbonie” – napisał po meczu “The Times”

City pewnie pokonali Real, chociaż w rewanżu Guardiola nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Sergio Aguero, a tylko wśród rezerwowych znaleźli się David Silva, Bernardo Silva i Riyad Mahrez. Chociaż bohaterem meczu był Gabriel Jesus, który wykorzystując błędy Raphaela Varane’a, wypracował bramkę Raheemowi Sterlingowi i sam zdobył drugą, to największą siłą Anglików był kolektyw i taktyczna inteligencja.

“To, co najbardziej zaimponowało mi w ich występie, to sposób, w jaki pracowali przez cały mecz. Piłkarze Guardioli byli kapitalnie zorganizowali i pokazali, że wiedzą jak wygrywać jako zespół, choć roi się w nim od indywidualności. Jeżeli uda im się zaprezentować to samo w Lizbonie, jestem przekonany, że wreszcie mogą osiągnąć cel” – napisał dla BBC były pomocnik Manchesteru City Michael Brown.

Brown, tak samo jak wszystkie angielskie media, chwalił Phila Fodena, który przeciwko Realowi zagrał w roli fałszywego napastnika. Chociaż Anglik nie strzelił gola ani nie zaliczył asysty, to sprawiał wrażenie, jakby na boisku był wszędzie, naciskając na defensywę rywali. Gdy schodził z murawy w 67. minucie, miał na koncie dziewięć przebiegniętych kilometrów. W tym samym czasie średnia drużyny była o dwa kilometry niższa.

Jak zwykle imponował też Kevin de Bruyne, który wypracował kolegom aż dziewięć okazji bramkowych. Ale mecz na Eithad miał również nieoczywistych bohaterów. Brown mocno pochwalił parę stoperów, czyli Fernandinho i Aymerica Laporte’a, którzy zagrali ze sobą dopiero drugi raz od lutego. Wiele ciepłych słów padło też pod adresem Kyle’a Walkera, który w Anglii często miewa problemy w obronie, a w Manchesterze bez problemu radził sobie z Edenem Hazardem. Aż trudno w to uwierzyć, ale Belg na Etihad Stadium nie miał żadnego udanego dryblingu!

Dwa wielkie mecze to za mało

Ostrzejszy w ocenie postawy Manchesteru City był Jonathan Wilson. Dziennikarz “Guardiana” zwrócił uwagę na nieskuteczność drużyny Guardioli. Jego zdaniem wicemistrzowie Anglii powinni byli wygrać znacznie wyżej i przypomniał też, że w Premier League mniej szans do zdobycia bramki potrzebowały Liverpool, Tottenham i Arsenal.

Wilson uderzył też w defensywę City. To, że zespół Guardioli miał drugą najskuteczniejszą obronę w lidze, tracąc tylko dwa gole mniej od Liverpoolu, nie znaczy, że Manchester City dysponuje drugą najlepszą defensywą w Premier League. Wilson przypomniał o nieustannych problemach drużyny w tej linii i indywidualnych błędach, które kosztowały ją bardzo dużą liczbę punktów w tym sezonie. Zdaniem dziennikarza niepewność wicemistrzów Anglii w obronie widoczna była też w meczu z Realem, gdy najpierw do wyrównania doprowadził Karim Benzema, a później mistrzowie Hiszpanii mieli szanse na wyjście na prowadzenie.

Przez niższą niż zazwyczaj skuteczność i większą liczbę błędów w obronie Manchester City nie był w stanie podjąć walki z Liverpoolem w lidze. Te same mankamenty mogą też zaważyć o zaprzepaszczeniu wielkiej szansy na zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Guardiola podąża za “swoim” trofeum

Dlatego po meczu z Realem nastroje studził też Guardiola. – Chcemy wygrać Ligę Mistrzów, tylko to się teraz liczy. Jesteśmy o krok bliżej, ale jeśli się tym zadowolimy, to pokażemy, jak mali jesteśmy. Jeśli chcemy spełnić marzenia, musimy pokonać inne, wielkie kluby. Jednocześnie musimy pamiętać, że te rozgrywki nie wybaczają błędów. Znamy to doskonale z własnego doświadczenia z poprzednich lat – powiedział Katalończyk.

Guardiola nie przesadzał z pochwałami dla swoich zawodników, bo jemu na wygraniu Ligi Mistrzów zależy równie mocno. Od jego ostatniego triumfu w tych rozgrywkach minęło już dziewięć lat. Ostatni raz w półfinale Katalończyk był z Bayernem w 2016 roku. Gdy Guardiola po raz drugi wygrywał Ligę Mistrzów, bijąc na Wembley Manchester United 3:1, miał zaledwie 39 lat, a eksperci i dziennikarze nazywali te rozgrywki jego własnymi. Wtedy nikt nie przypuszczał, że na kolejny sukces Katalończyk będzie czekał tak długo. Dlatego w przyszłym tygodniu w Lizbonie nie tylko gwiazdy Manchesteru City będą miały coś do udowodnienia.

– Jeśli ktoś myśli, że mecz z Lyonem będzie łatwy, to się grubo myli. To świetnie zorganizowana drużyna, która pokazała swoją moc w starciu z Juventusem. Poza tym, to tylko jedno spotkanie, więc wszystko się może wydarzyć. Jestem dumny z tego, co moja drużyna zrobiła po przerwie w rozgrywkach. W sobotę musimy po prostu być sobą. Chcę zobaczyć moją drużynę taką, jaką jest naprawdę. Musimy włożyć w grę całą naszą duszę i umysł, a później to futbol zdecyduje, czy zasługujemy na półfinał, czy też nie – mówił Guardiola na piątkowej konferencji prasowej.

O ile można przypuszczać, że najlepsza wersja Manchesteru City powinna wystarczyć do wyeliminowania Lyonu, o tyle takiej pewności mieć nie można w kontekście półfinału. Bo czy jest dziś ktoś, kto może rzucić wyzwanie Bayernowi, strzelającemu osiem goli Barcelonie? To przez mistrzów Niemiec największa szansa Manchesteru City na zwycięstwo w Lidze Mistrzów wcale nie musi być taka wielka.

Zostaw komentarz