Manchester City powtórzył błędy, przez które przegrał w Anglii. Tylko jeden piłkarz na mistrzowskim poziomie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

– W meczu z Lyonem musimy zagrać tak, jak przeciwko Realowi Madryt, kiedy pokazaliśmy nasz najlepszy futbol. Po prostu musimy być sobą – apelował w piątek do swoich piłkarzy Pep Guardiola. Katalończyk, chociaż nie przyznał tego wprost, to na pewno wiedział, że przed nim i jego zespołem wielka szansa. Nie tylko na to, by wreszcie przebrnąć ćwierćfinał Ligi Mistrzów, ale też na zwycięstwo w niej.

Zobacz wideo Arsenal – Manchester City 2:0. Skrót spotkania [ELEVEN SPORTS]

I Manchester City w sobotę przeciwko Lyonowi był sobą. Ale był to zespół, który oglądaliśmy w ostatnim roku w Premier League. Zespół, który na boisku eksponował najgorsze cechy. Zespół, który znów w Lidze Mistrzów musi się obejść smakiem, choć brzmi to niewiarygodnie, bo z marzeń odarła go siódma drużyna zakończonego przedwcześnie sezonu Ligue 1.

Koledzy kilka poziomów za de Bruyne

Kiedy w 69. minucie Kevin de Bruyne wykorzystał podanie Raheema Sterlinga i doprowadził do wyrównania, Guardiola mógł odetchnąć z ulgą, a kibice Manchesteru City pomyśleć, że wszystko wraca do normy i awans do półfinału tym razem im się nie wyślizgnie. Belg po wielu próbach wreszcie pokonał Anthony’ego Lopesa i wydawało się, że znów z pojedynkę podźwignie drużynę w trudnej chwili. Poprowadzi ją do zwycięstwa przeciwko głęboko i mądrze broniącym Francuom.

De Bruyne w meczu z Lyonem, tak samo jak w całym sezonie, był wszędzie. Podawał, rozgrywał, strzelał, tworzył kolegom stuprocentowe okazje. Belg próbował zaskoczyć Lopesa uderzeniami z dystansu, z rzutu wolnego, bramkę zdobył po efektownym wbiegnięciu w pole karne i zgubieniu skoncentrowanych przecież na nim rywali. Słowem: pokazywał wszystko to, co doprowadziło go do 13 goli i rekordowych 20 asyst w 35 występach w Premier League.

Chociaż zawodnikiem sezonu w lidze został Jordan Henderson, to wielu dziennikarzy uważało, że ta nagroda należy się właśnie de Bruyne. I bez znaczenia dla nich było to, że Liverpool zdominował Premier League. I trudno się taką opinią nie zgodzić, bo o ile Manchester City w rozgrywkach 2019/20 zawiódł, o tyle Belg zagrał najlepszy sezon w karierze. To wszystko jednak na nic, bo jego koledzy nie byli w stanie równać do takiego poziomu.

Fatalna skuteczność

Kiedy po rewanżowym meczu z Realem Madryt angielskie media zachwycały się Manchesterem City, nazywając jego występ najlepszym w Lidze Mistrzów za kadencji Guardioli, na krytykę wicemistrzów kraju zdecydował się Jonathan Wilson. Dziennikarz “Guardiana” zwracał uwagę m.in. na nieskuteczność zespołu z Etihad Stadium.

I trudno nie było przyznać mu racji. Rewanż z Realem Manchester City powinien wygrać wyżej, jednak pudłował tak samo jak w lidze. W Premier League zespół Guardioli zmarnował aż 83 stuprocentowe okazje do strzelenia gola. To zdecydowanie największa liczba w lidze. Kolejne miejsce zajęła Chelsea z 71 zmarnowanymi sytuacjami.

Demony wróciły w sobotę w Lizbonie. I dotknęły przede wszystkim najskuteczniejszego piłkarza Manchesteru City w tym sezonie, strzelca aż 31 goli, Sterlinga. Najpierw pod koniec pierwszej połowy, gdy zmarnował wyborne podanie (a jakże) od de Bruyne.

O niebywałym pudle z pięciu metrów z końcówki spotkania napisano już chyba wszystko.

Błędy w obronie

Ale w Lizbonie przeciwko Lyonowi tak samo, jak w całym sezonie, w Manchesterze City zawiódł nie tylko atak, ale też, a może przede wszystkim, obrona. Na nią także zwracał uwagę Wilson. Anglik pisał, że to, iż zespół Guardioli miał drugą najskuteczniejszą obronę w lidze, tracąc tylko dwa gole mniej od Liverpoolu, nie znaczy, że dysponuje on drugą najlepszą defensywą w Premier League. Wilson przypomniał o nieustannych problemach drużyny w tej linii i indywidualnych błędach, które kosztowały ją bardzo dużą liczbę punktów w tym sezonie.

Punktów, ale też trofeów. Czy Manchester City mógł zdobyć mistrzostwo kosztem Liverpoolu? Nie, zespół Juergena Kloppa był w ostatnich miesiącach zjawiskowy. Błędy defensywy zaważyły jednak nie tylko w Lizbonie, ale też w Pucharze Anglii, gdzie drużyna Guardioli przegrała w półfinale z Arsenalem.

W sobotę przy pierwszym golu Maxwela Corneta błąd popełnił, łamiący linię spalonego Kyle Walker, który musiał bronić podanie za plecy. A przecież od dawna wiadomo, że defensywa nie jest jego najsilniejszą stroną, Przykłady jego gapiostwa? Idealnie eksponuje je wspomniany, niedawny mecz z Arsenalem.

Tu kompletnie nie wie, że za chwilę zza jego pleców wyskoczy Pierre-Emerick Aubameyang, który da londyńczykom prowadzenie.

Błąd Kyle'a WalkeraBłąd Kyle’a Walkera Screen Youtube.com/watch?v=R6-HrA0dhr4

Tu znów nie radzi sobie z Aubameyangiem i podaniem za plecy. Oczywiście nie pomaga mu też beznadziejnie ustawiony Benjamin Mendy.

Błąd Kyle'a Walkera i Benjamina Mendy'egoBłąd Kyle’a Walkera i Benjamina Mendy’ego Screen Youtube.com/watch?v=R6-HrA0dhr4

O tym, że Manchester City ma ogromne problemy z podaniami za linię obrony, po przerwie spowodowanej koronawirusem udowodniło też Bournemouth. Tu otrzymujący podanie wyżej ekranu Callum Wilson asystuje na pustą bramkę Davidowi Brooksowi.

Błąd obrony Manchesteru CityBłąd obrony Manchesteru City Screen Youtube.com/watch?v=9tYvS5gHuyk

Manchester City to też niewytłumaczalne błędy indywidualne. Takie, które doprowadziły do gola Moussy Dembele na 2:1. I znów, by znaleźć podobne, indywidualne wpadki, wcale nie musimy daleko szukać. Wystarczy, że spojrzymy na bramki, jakie zespół Guardioli tracił w lidze po jej wznowieniu. Najpierw gol Christiana Pulisica w meczu z Chelsea, gdzie beznadziejnie nie zrozumieli się Mendy oraz Ilkay Gundogan.

Błąd Mendy'ego i GundoganaBłąd Mendy’ego i Gundogana Screen Youtube.com/watch?v=EasWagnJvSI

Inny przykład do trafienie Che Adamsa z Southampton, który przelobował Edersona uderzeniem z połowy po prostej stracie piłki.

Strata w meczu z SouthamptonStrata w meczu z Southampton Screen Youtube.com/watch?v=1Ltadt_PZyY&t=51s

W omawianiu błędów Manchesteru City warto też zwrócić uwagę na wspomnianego Edersona, który w sobotę nie popisał się przy trzecim golu dla Lyonu. I to też nie jest wielkie zaskoczenie, bo Brazylijczyk w minionym sezonie Premier League był w czołówce bramkarzy z największą liczbą błędów prowadzących do utraty gola. Więcej takich wpadek popełnili tylko Martin Dubravka z Newcastle United oraz Jordan Pickford z Evertonu.

– Kolejny rok, ta sama historia – mówił po meczu z Lyonem załamany de Bruyne. Kolejna szansa za rok i będzie to prawdopodobnie ostatnia wspólna szansa Manchesteru City i Guardioli, którego kontrakt z klubem wygasa w czerwcu 2021 roku. Będzie, o ile wcześniej cierpliwości nie stracą właściciele klubu lub sam Katalończyk.

Zostaw komentarz