Łukasz Piszczek: Za rok będę się pakował na powrót z Niemiec do Polski

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Paweł Wilkowicz: Gratuluję imponującego powrotu Borussii do gry, panie kapitanie.

Łukasz Piszczek: Dziękuję, choć kapitanem jest Marco Reus. Ja od dwóch lat jestem wicekapitanem i gdy Marco nie ma w podstawowym składzie, to ja noszę opaskę. Wiele rzeczy się złożyło na to, że mecz z Schalke (zwycięstwo Borussii 4:0 – red.) był dla nas tak udany. Od 10 minuty do końca połowy dominowaliśmy, udało się strzelić dwie bramki. Wiadomo, zdarzyły się przy tym błędy przeciwników, ale trzeba było to umieć wykorzystać. Po przerwie Schalke zmieniło ustawienie, chcieli zagrać mocniej pressingiem na naszej połowie. Przez pierwsze trzy czy pięć minut im się udawało, ale potem wyprowadziliśmy kontrę i to 3:0 ich przyhamowało.

Zobacz wideo Borussia Dortmund zdemolowała Schalke w derbach! Zobacz gole [ELEVEN SPORTS]

Jakie to było doświadczenie? Borussia żyje w symbiozie ze swoją publiką, na ogromnym stadionie. A w sobotę była kompletna cisza.

Nie jest to łatwa sytuacja. Całe społeczeństwo jest doświadczone tym, co się dzieje na świecie. Chcielibyśmy, żeby nasi kibice byli z nami, mogli przeżywać derby. Ale każdy już powtarzał, że dobrze by było, gdyby Bundesliga wystartowała. Choćby dlatego, żeby kluby nie poupadały. Nie było nam z tym lekko, ale liga pokazała, że da się obmyślić dobry plan. Nawet jeśli niektóre rzeczy na pierwszy rzut oka wydają się absurdalne. My też się dziwnie czujemy, gdy nie możemy się cieszyć po bramkach tak jak dotychczas. Zalecają nam, żeby unikać kontaktu między sobą, kiedy się da. Choć jesteśmy testowani regularnie i w Borussii nie mieliśmy żadnego przypadku zachorowania. Ale jeśli chcemy dograć ten sezon do końca, trzeba się dostosować. Również pogodzić się z tym, że stadion będzie pusty. Granie jest tym co kochamy, każdy chciał to w sobotę pokazać.

Każdy z was dostał od klubu swobodę wyboru, czy chce wracać?

Rozmawialiśmy dużo o powrocie z naszymi szefami. Znaliśmy sytuację, znaliśmy plan powrotu. Nie padło moim zdaniem wprost pytanie: czy chcecie wrócić. To było oczywiste w tych naszych rozmowach, że cała drużyna chciała powrotu. Ale „tak czy nie?” nie było. Chyba że przegapiłem. Ja nawet nie rozmyślałem, czy się zgodzić czy nie. Dla mnie to był pewnik, że jak tylko będzie szansa, będę grać.

Thomas Mueller po meczu Bayernu z Unionem powiedział, że czuł się trochę jak w meczu weteranów. Aż taka jest różnica po tych nietypowych przygotowaniach?

Nie, ja się tak nie czułem. To był taki mecz na średnim poziomie intensywności Bundesligi. Na pewno to nie jest jeszcze nasza pełna dyspozycja, nawet jak się zaczyna sezon, to mimo sparingów trzeba dwóch, trzech meczów w rytmie ligowym, żeby złapać pełną formę fizyczną. Ale chyba wyglądaliśmy nieźle. Czasem i w normalnych okolicznościach zdarzy się, że cię przytka ze dwa, trzy razy, gdy gra się wymknie spod kontroli. Nie było tak, żebym od pewnego momentu już nie miał sił biegać. Dobrze się przygotowaliśmy.

Dla ciebie ten ryk trybun to jest zastrzyk energii, czy raczej presja, od której lepiej się odcinać?

Doping daje adrenalinę, gdy już czasem sił brakuje, ale ja się raczej w ostatnich latach starałem wyciszać, wyłączać to w sobie. Wpuszczać się w swego rodzaju tunel, w którym liczy się tylko to, co na boisku. Może dlatego jest mi w obecnych czasach trochę łatwiej. Już od dawna starałem się nie dopuszczać, żeby trybuny miały wpływ na moją grę. Teraz, gdy jest cicho, też mam swoje sposoby by sprawić, że to nie będzie miało znaczenia. Ale gdy grasz mecz tak wielkich emocji jak derbowy z Schalke, to chciałbyś mieć kibiców blisko i cieszyć się z nimi po golach i po meczu. Robimy to dla nich, czekamy na nich, mamy nadzieję, że już niedługo będą mogli przyjść.

Dla ciebie to już był drugi hitowy mecz przy pustych trybunach, po rewanżu w Lidze Mistrzów z Paris Saint Germain. A już we wtorek za tydzień kolejny, z Bayernem Monachium. Mecz zapewne decydujący o tym, jak będzie wyglądała końcówka wyścigu o mistrzostwo. Macie dziś do Bayernu cztery punkty straty.

Jeszcze mamy mecz w sobotę, z Wolfsburgiem. Jeśli tam nie zagramy dobrze i nie wygramy, to mecz z Bayernem oczywiście nie przestanie być ważny, ale już jednak będzie miał inny smak. Znamy stawkę i traktujemy te dwa mecze jak jedno wyzwanie: zbliżyć się do Bayernu na jeden punkt.

Przed wznowieniem ligi przez tydzień byliście całą drużyną w izolacji w hotelu. Teraz już wróciliście do rodzin. Komentator „Die Zeit” napisał, że to czy powrót Bundesligi się udał, będzie można ocenić nie po tym pierwszym weekendzie, tylko po serii testów na koronawirusa na dobę przed meczami w przyszły weekend.

Jesteśmy w domach, ale swobodę wychodzenia mamy bardzo ograniczoną. Nie wolno nam wychodzić np. na zakupy ani szukać kontaktów z nikim poza rodziną. Ja tak właśnie żyłem już od sześciu tygodni, gdy to wszystko się zaczęło. Jesteśmy testowani co kilka dni, nasze rodziny też są testowane, choć rzadziej.

Odczuwasz w ogóle to, że Nadrenia-Północna Westfalia to jeden z najmocniej dotkniętych przez koronawirusa landów w Niemczech?

Odcinam się od tego tematu. Muszę, bo te wszystkie informacje o tym co się dzieje na świecie są przytłaczające. Staram się odciągać myśli w inną stronę. Zająć się dziećmi, treningiem, ogrodem.

Nie wiedziałem, że jesteś człowiekiem ogrodu.

Właśnie skosiłem trawę. Lubię się przy niej pobawić, dosiewki zrobić.

Krzewy?

Czasem trzeba. Raz na wiosnę przyjdzie ogrodnik, a potem dbanie cotygodniowe już jest raczej na mojej głowie.

Z Polaków grających w Bundeslidze dostałeś po tej kolejce najwyższą ocenę. Sezon, który miał być trudną próbą, układa się lepiej niż mogłeś oczekiwać.

Nie tyle ja, co inni, obserwując moją karierę. Wiadomo, miałem swoje problemy z grą pod koniec pierwszej rundy. Zmieniliśmy ustawienie, przeszliśmy na trójkę obrońców, nie byłem pierwszym wyborem do tej trójki. Wiedziałem, że Achraf Hakimi będzie grał jako wahadłowy, a mnie jest pisane miejsce tego półprawego w środku obrony. Tak się zdarzyło, że od początku drugiej rundy dostałem szansę, wypadłem na jeden mecz z Bayerem Leverkusen, a potem wróciłem i gram nieźle. Przypominają mi, ile mam już lat, ale ja ciągle kocham grać, czerpię z tego przyjemność. To chyba widać.

Widać po samych liczbach: gdyby ci się udało zagrać we wszystkich meczach Bundesligi do końca sezonu, to nie byłoby daleko od wyników z najlepszych czasów, np. z sezonu 2012-2013. Czasów, gdy grałeś z Borussią w finale Ligi Mistrzów.

Odpukać, zdrowie dopisuje. Przez cały ten czas, gdy trenowaliśmy najpierw indywidualnie, potem w parach, potem w grupkach, wreszcie całą drużyną, opuściłem tylko jeden trening. Cieszę się, że jestem pod opieką dobrych specjalistów, fizjoterapeutów, którzy pomagają mi codziennie. Poświęcam dużo czasu na to, żebym był gotowy do każdego treningu. Moja maszyna musi cały czas pracować, żeby była dobrze naoliwiona, dlatego staram się nie opuszczać żadnych zajęć.

Dyrektor Michael Zorc to docenia, zapowiadał negocjacje w sprawie przedłużenia wygasającego latem kontraktu. Teraz, gdy futbol ruszył, rozmowy też zostały wznowione?

Tak. Rozmawiamy i myślę że prędzej czy później powinniśmy dojść do porozumienia.

Rozmawiacie o kontrakcie rocznym, czy od razu dwuletnim?

Nie, od dłuższego już czasu rozmawiamy o kontrakcie rocznym, bo takiego chcę i ja, i klub. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to tak się stanie. Wcześniej mówiłem, że do 2020 jestem w stanie grać na takim poziomie, żeby nie mieć do siebie pretensji. Tak oceniałem w 2018, gdy negocjowałem obecnie obowiązujący kontrakt, gdy jeszcze grałem w reprezentacji. Ale przez te dwa lata, gdy już nie gram w kadrze, mam w roku dużo więcej czasu, by się pozbierać fizycznie i psychicznie. Mniej dni w roku spędzam w rygorze meczowo-hotelowym, mam czas dla rodziny, mam czas na odwiedzenie Polski. Kadra to jest średnio pewnie jakieś dziesięć meczów w roku, to jest duże obciążenie w moim wieku. Można powiedzieć, że tego obciążenia nie doszacowałem wtedy, w 2018. Rezygnacja z gry w kadrze sprawiła, że jeszcze spokojnie wystarczy mi sił na jeden sezon, do 2021.

Zostawiasz sobie furtkę do 2022, jeśli za rok się okaże, że nadal dobrze idzie?

Teraz o tym nie myślę. Zakładam, że w czerwcu 2021 będę się pakował na powrót do Polski. Mam tu swoje sprawy i plany związane z moją akademią piłkarską w Goczałkowicach, z LKS Goczałkowice, w którym chciałbym trochę pograć.

Czy Erling Haaland w rozmowach z wami jest bardziej wylewny, czy też porozumiewa się monosylabami, jak w wywiadach?

Haha. Zdecydowanie bardziej wylewny. On w wywiadach robi sobie żarty, to jest jego maska.

Przyszedł do Borussii w połowie sezonu, a ma już 10 goli. Co sprawia, że jest tak trudny do zatrzymania dla obrońców?

Ma niesamowite parcie na strzelanie bramek, parcie do samorozwoju. Ciągle chce więcej. A takie cechy pchają do przodu każdego piłkarza, niezależnie od pozycji. Trochę się ostatnio pośmialiśmy, bo doszło do nas, że on niby robi dziennie tysiąc brzuszków czy pompek. Kogoś w prasie mocno poniosło. Jest pracowity, ale nie przesadzajmy, nie robi takich wariactw. Natomiast jak na dziewiętnastolatka ma bardzo dużą samoświadomość. Ma już swoje osiągnięcia, ale wcale nie uważa, że już do czegoś doszedł. A ma jeszcze nad czym pracować, mieliśmy i zajęcia techniczne, i ćwiczenie uderzeń z powietrza. Na pewno musi poprawić grę głową i zostaje często po treningach, mamy taką grupę w której trenujemy uderzenia głową, Mats Hummels też w niej jest i jeszcze parę osób. Erling jak wie, że ma coś do poprawy, to nie odkłada tego na później. Wie, że jeszcze nie jest gotowym zawodnikiem.

Mija już dziesięć lat, od kiedy twój były trener z Herthy Lucien Favre, zapytany przez ciebie co sądzi o propozycji, którą dostałeś z Borussii Dortmund, powiedział żebyś do BVB szedł choćby i piechotą. Teraz jesteście w Borussii razem. Może z okazji tej okrągłej rocznicy zepchniecie Bayern z tronu?

Zdajemy sobie sprawę, że ten sezon nie jest normalny. Tu się mogą różne rzeczy wydarzyć. Od początku mówiliśmy, że w tym sezonie chcielibyśmy wreszcie dać Borussii kolejne mistrzostwo i nadal w to wierzymy.

Jeśli już zrewidowałeś plany z 2018, dotyczące gry w klubie, to może z okazji przesunięcia Euro na 2021…

…nie. Haha, nie.

Jerzy Brzęczek przedłużył właśnie kontrakt.

Cieszę się.

Cieszę się, ale: nie?

Był mecz pożegnalny, nie wygłupiajmy się.

Przeczytaj także:

Zostaw komentarz