“Lionel Messi miał dosyć. Robert Lewandowski za dużo o nim myślał”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Łukasz Jachimiak: 8:2, a mogła być nawet dwucyfrówka, czego dowodzi statystyka strzałów: 26 Bayern i 7 Barcelona. Co to było? Jak to wytłumaczyć?

Andrzej Juskowiak: Bardzo rzadko na najwyższym poziomie zdarza się, że jeden zespół pod każdym względem prezentuje się perfekcyjnie, a drugi pod każdym względem beznadziejnie. Bayern pokazał rewelacyjną formę fizyczną, imponujące zrozumienie między zawodnikami i swobodę gry. A Barcelona okazała się być w okresie jeszcze o wiele bardziej przygnębiającym dla jej kibiców niż się wszystkim wydawało. Mogła tylko znów liczyć na przebłysk geniuszu Lionela Messiego, jak w ostatnim meczu z Napoli. Ale Bayern od pierwszej akcji zagrał swoje i tak zarządzał meczem, że nie było nawet pięciu minut, żeby Barcelona miała jakiekolwiek nadzieje.

Zobacz wideo Tym golem Robert Lewandowski przeszedł do historii! [ELEVEN SPORTS]

Może jednak pięć minut nadziei Barcelony byśmy znaleźli. Zaraz po samobójczym golu Alaby na 1:1 była wrzutka Messiego, której nikt nie przeciął i piłka trafiła w słupek. Mogło być 2:1 dla Barcy. Ale chyba trudno nie mieć wrażenia, że i przegrywając 1:2 Bayern nic by sobie z tego nie zrobił i że ta maszyna i tak by zgniotła Barcelonę?

– W tej chwili nikt na świecie nie gra tak jak Bayern. Dla niego celem nadrzędnym jest jak najszybszy przechwyt piłki i błyskawicznie po przechwycie dostarczenie jej w miejsce, z którego można zdobyć bramkę. W Bayernie nie jeden czy dwóch zawodników zakłada pressing już w polu karnym rywala, tylko cała formacja ofensywna tak pracuje. To jest wielka siła Bayernu. Nie jakieś tam świetnie rozumiejące się trio, nie jakiś jeden geniusz. Tam jest znakomicie czujący się zespół, którego nic nie jest w stanie wytrącić z równowagi. W tej chwili chyba tylko sam Bayern mógłby sobie zaszkodzić, musiałoby się coś stać wewnątrz drużyny, żeby ta maszyna zaczęła mieć jakieś kłopoty. Tam w tej chwili naprawdę wszyscy grają idealnie. A w Barcelonie jest zupełnie odwrotnie. Popatrzmy choćby na Ter Stegena. On kilka razy podał do piłkarzy Bayernu, mylił się na potęgę. Barcelona wyglądała wręcz żałośnie. Nie potrafiła wyprowadzić piłki z własnej połowy.

Dojście do połowy własnej połowy było dla niej trudne. Roberta Lewandowskiego z tego meczu zapamiętam bardziej z pressingu niż z gola i z asysty. On często ruszał do obrońców i jednocześnie kolegom pokazywał, gdzie mają biec. Gol Muellera na 4:1 padł przecież po tym, jak odebrał piłkę pod polem karnym.

– Wszystko się zgadza. Robert odzyskiwał, Gnabry odzyskiwał, chyba każdy z ofensywnych piłkarzy Bayernu miał jakiś kluczowy przechwyt.

Myśli Pan, że Josep Guardiola po tym meczu dał sobie spokój z rozpracowywaniem Lyonu i już zaczął szukać pomysłu na Bayern, który czeka w półfinale?

– Ha, ha, wiadomo, że Pep nie może nie myśleć o Lyonie. Musi się skupić na tym, co teraz. W ćwierćfinałach naprawdę każdy przeciwnik jest groźny. No może każdy oprócz Barcelony.

Teraz to się łatwo mówi.

– Jasne. Barcelona okazała się chłopcem do bicia. Ale dla Bayernu.

Barcelona ma kłopoty, jest słaba jak na siebie, ale jak się z Barceloną wygrywa aż 8:2, to nie da się nie grać z łatką faworyta Ligi Mistrzów.

– Oczywiście. Wiele było spekulacji przed turniejem w Lizbonie czy dla Bayernu przeszkodą nie będzie to, że Bundesliga skończyła rozgrywki dawno, a inne ligi grały dłużej i rywale będą w rytmie meczowym. Okazało się, że to nie miało dla Bayernu żadnego znaczenia. Mistrzowie Niemiec przygotowali się znakomicie, widać było jak zdominowali Barcelonę pod względem motorycznym. Barca ma piłkarzy, którzy potrafią szybko biegać. Taki Semedo to szybki zawodnik, a miał ogromne problemy, żeby nądążyć. Oczywiście za Daviesem każdy miałby problem nadążyć. Ale generalnie przez całe 90 minut ciągle ktoś z Bayernu wjeżdżał z piłką na ósmy, siódmy, szósty metr od bramki, ciągle piłkarze Bayernu Barcelonie uciekali. Pod względem motorycznym Bayern wygląda rewelacyjnie. Siłowo również. Od Goretzki wszyscy się odbijają, on jest i z tyłu, i zdąży za większością akcji ofensywnych. I tak można opowiadać o każdym zawodniku Bayernu. Trafili z formą idealnie. Zobaczymy czy jeszcze przez tydzień będą w stanie ją utrzymać.

Oni chyba nie tyle trafili z formą, co po prostu ciągle w niej są. I nie zgubią jej. Są świetnie przygotowani, a 8:2 z Barceloną sprawi, że skrzydła jeszcze im urosną.

– To prawda. Już rewanż z Chelsea był potwierdzeniem, że wszystko jest w porządku, że przygotowania poszły jak miały pójść, że rytmu z Bundesligi Bayern nie zgubił. Bardzo dużą rolę odgrywa w Monachium trener. Hansi Flick ma spokój i widać, że to się mocno udziela zespołowi. Są zmiany pozycji, jeden za drugiego pracuje, jest koleżeńskość. Relacje między zawodnikami i między zawodnikami a trenerem są bardzo dobre – to widać. Chemia między nimi przekłada się na styl i na wyniki.

Ćwierćfinał z Barceloną to pewnie taki mecz, za który niemieckie media będą wystawiały wszystkim piłkarzom Bayernu noty marzeń. A jak Pan ocenia Roberta Lewandowskiego, który strzelił “tylko” jednego gola i zaliczył “tylko” jedną asystę?

– Rozegrał bardzo dobry mecz, mimo że nie był kluczowym zawodnikiem. Mueller, Gnabry, Perisić – to oni wzięli najpierw ciężar wyniku na swoje barki. Robert mocno pracował, oczywiście. Ale jak wrócimy do tego, co się działo przed meczem, to musimy sobie powiedzieć, że pojedynku Roberta z Messim o miano najlepszego piłkarza świata nie było. Messi zagrał kiepsko, od pewnego momentu miał dosyć, było widać, że już się wyłączył. A Robert jest w takim zespole, w którym skrzydłowi strzelają gole, ale jemu też pomagają strzelać. On bardzo mocno pracował dla zespołu i dlatego w końcu koledzy bardzo się starali jego dostrzec i wypracować mu gola. Gdyby Robert w takim meczu nie strzelił, to na pewno nie można by było mówić o jego frustracji, ale o niedosycie już tak. W polu karnym działo się bardzo dużo, obrońcy nie grali na poziomie ćwierćfinału Ligi Mistrzów, co Robert musiał wykorzystać. Przed golem kilka sytuacji miał.

Najlepszą była ta, gdy przechwycił piłkę, poszedł sam na sam z Ter Stegenen i strzelił na siłę, w nogi bramkarza.

– Tak, to była dogodna okazja, rozwiązał to zbyt siłowo. A jeszcze wcześniej mógł strzelić gola, gdy Ter Stegen odbił strzał i Robert za lekko dobijał. To była taka sytuacyjna piłka. Ta sytuacja czy dośrodkowanie, po którym główkował, nie były tak czyste jak ta, która dała mu trafienie na 6:2, ale były, miał je. Wydaje mi się, że presja pojedynku Lewandowski – Messi spadła na Roberta. Moim zdaniem było widać, że dużo o tym myślał. A Mueller, Gnabry czy Perisić po prostu grali i wykorzystywali słabość Barcelony. Jednak podkreślam, że w sumie Robert też zagrał bardzo dobrze.

Zostaw komentarz