Kraków: Tajemnicze umowy urzędu. Magistrat ma problem z ujawnieniem dokumentów

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
  • Krakowscy urzędnicy od ponad miesiąca nie potrafią udostępnić umów dotyczących promocji i finansów miasta
  • – Jeśli urząd utrudnia dostęp do informacji, od razu rodzi się podejrzenie, że urzędnicy mają coś do ukrycia. I nawet jeśli tak nie jest, to takie sugestie nasuwają się same – mówi Krzysztof Jakubowski prezes Fundacji Wolności i członek Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska
  • – Mam wrażenie, że urzędnicy wydziału komunikacji społecznej uznali, że ukrywaniem dokumentów i unikaniem odpowiedzi będą karać niepokornych dziennikarzy, którym utrudnia to pracę – mówi Tomasz Borejza, dziennikarz Krowoderska.pl, publikujący także w “Gazecie Krakowskiej”
  • W przeszłości dziennikarze opisywali sytuacje, w których okazywało się, że krakowscy urzędnicy mówili zupełnie co innego, niż w rzeczywistości było zapisane w dokumentach

15 kwietnia br. wysłaliśmy do biura prasowego urzędu miasta Krakowa prośbę o przesłanie skanów 13 umów. Dokumenty znalazły się w opublikowanym na początku kwietnia rejestrze umów za pierwszy kwartał tego roku. Jednak na urzędowych stronach można znaleźć tylko datę podpisania dokumentu, kwotę, na jaką opiewa czy tytuł treści. Sama umowa jest niedostępna i aby móc się z nią zapoznać trzeba poprosić o to miejskich urzędników.

Tak też zrobiliśmy. Poprosiliśmy o skany umów dotyczących m.in. “usługi promocji kanałów społecznościowych Urzędu Miasta Krakowa”, emisji obligacji, kwestii finansowych czy umowy dotyczącej “aktywnego reagowania na działalność użytkowników na Facebooku i Twitterze”.

Urzędnicy zgodnie z przepisami mają 14 dni na odpowiedź. Wynika to m.in. z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Jednak pomimo upływu dwóch tygodni biuro prasowe nie przesłało skanów umów. Po tym czasie nie dostaliśmy także żadnej informacji zwrotnej. Dlatego wysłaliśmy ponad 10 wiadomości na skrzynki biura prasowego m.in. z prośbą o wskazanie daty, kiedy możemy spodziewać się przesłania skanów. Urząd odpowiedział raz, nie podając konkretnego terminu. Reszta informacji została przez urzędników biura prasowego zignorowana.

Takie działania rodzą sugestie, że urzędnicy mają coś do ukrycia

– Wydaje mi się, że dziś wszyscy urzędnicy powinni wiedzieć, że utrudnianie dostępu do rejestru umów czy do samych umów, działa na niekorzyść urzędu – mówi w rozmowie z Onetem Krzysztof Jakubowski prezes Fundacji Wolności i członek Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Jeśli urząd utrudnia dostęp do informacji, od razu rodzi się podejrzenie, że urzędnicy mają coś do ukrycia. I nawet jeśli tak nie jest, to takie sugestie nasuwają się same – dodaje.

Jakubowski przekonuje, że udostępnianie takich informacji jest w interesie samorządów. – Z czego wynika obawa urzędników przed nieudostępnianiem umów? Zauważyłem, że często jest tak, że urzędnicy profilaktycznie utrudniają dostęp do dokumentów. Moje doświadczenie jest takie, że obawiają się, że ktoś zacznie czytać umowy i znajdzie tam coś negatywnego. Choć w większości przypadków wcale tak nie jest – ocenia Jakubowski. – I choć sami urzędnicy uważają, że w dokumentach, o które proszą, mieszkańcy nie ma nic niewłaściwego, to jednak wolą asekuracyjnie utrudnić dostęp – konkluduje.

Zdaniem Jakubowskiego modelem idealnym byłoby, aby miasta aktualizowały rejestry umów na bieżąco oraz umieszczały skany umów (z wyłączeniem danych wrażliwych) na swoich stronach internetowych.

Jak to działa w przypadku Krakowa? Urzędnicy raz na trzy miesiące publikują rejestr umów w internecie. Jednak, aby móc zapoznać się z konkretną umową trzeba o to poprosić. W praktyce może to oznaczać, że opinia publiczna zapozna się z dokumentem nawet i cztery miesiące od jego podpisania.

Biuro prasowe Krakowa ma problem z pytaniami

Tymczasem okazuje się biuro prasowe krakowskiego magistratu, ma problem nie tylko z pytaniami przesłanymi przez Onet.

– Zdobywanie informacji w biurze prasowym krakowskiego magistratu to na ogół prawdziwa droga przez mękę. Im pytanie ważniejsze, a sprawa bardziej podejrzana, z tym większą determinacją skrywana jest prawda. W takich sprawach zdarza się, że na uzyskanie dokumentu lub prostej odpowiedzi trzeba czekać miesiącami. Odpowiedzi często przychodzą niepełne lub są pisane w taki sposób, żeby wyłuskanie z nich istotnych informacji było trudne i wymagało domysłów. A niekiedy nie da się takich odpowiedzi dostać w ogóle – opowiada Tomasz Borejza, dziennikarz portalu Krowoderska.pl, publikujący także w “Gazecie Krakowskiej”, “Przeglądzie”, czy serwisie SmogLab.

– Ja na przykład chciałem kiedyś dowiedzieć się, jakie artykuły prasowe opłacił Urząd Miasta Krakowa przed wyborami prezydenckimi. Podejrzewałem bowiem, że część z nich mogła być związana z kampanią wyborczą Jacka Majchrowskiego. Dotąd jednak nie wiem wszystkiego, bo niedługo minie rok odkąd odpowiedziano mi, że konieczność sporządzenia takiej listy praktycznie sparaliżuje pracę krakowskiego urzędu. Utajniono też koszt małej architektury w krakowskich parkach. Być może w obawie przed kompromitacją – dodaje.

– Generalnie mam wrażenie, że urzędnicy wydziału komunikacji społecznej uznali, że ukrywaniem dokumentów i unikaniem odpowiedzi będą karać niepokornych dziennikarzy, którym utrudnia to pracę. Zapominają przy tym jednak o tym, że w ten sposób karzą przede wszystkim tych, którzy opłacają ich pensje. Krakowian, którzy mają prawo do uzyskania informacji dotyczącej pracy urzędu. Nawet, kiedy są to informacje, które urząd stawiają w fatalnym świetle – konkluduje Borejza.

Na odpowiedzi czeka ponad dwa lata

– Współpraca z biurem prasowym wymaga innowacji. Przestałem używać jednego, rocznego kalendarza. Skleiłem takich dziesięć, aby mieć wgląd w całą dekadę. Dzięki temu rozwiązaniu wiem, że na odpowiedzi biura prasowego na niektóre zapytania czekam od dwóch lat. Pomaga mi to organizować sobie pracę i celować z publikacją jakiegoś materiał – ot choćby na jesień 2023 – opowiada Michał Malczyński, dziennikarz portalu Krowoderska.pl, w przeszłości publikujący także na łamach “Gazety Krakowskiej”.

– Zaobserwowałem dwie taktyki stosowane przez urząd. Pierwsza – “na niemego”, kiedy nie przychodzi ani odpowiedź, ani nawet potwierdzenie, że zapytanie dotarło. Z taktyką “na głupiego” mamy do czynienia, gdy urząd próbuje zmęczyć przeciwnika. Najpierw nie odpowiada, potem tłumaczy, że ktoś ma urlop, że materiał jest obszerny etc. Następnie znów przestaje odpowiadać, aby finalnie przesłać ogólną lub niepełną odpowiedź. Piszę dopytanie i zabawa rozpoczyna się od nowa – mówi.

– Mój rekord w oczekiwaniu na odpowiedź to ponad dwa lata. Zapytanie dotyczyło kontrowersji wokół przeszłości wysokiego rangą urzędnika. W międzyczasie przestał pracować w urzędzie, a odpowiedzi nadal się nie doczekałem – konkluduje.

Urzędnicy mówią jedno, a w dokumentach jest coś innego

Tymczasem w przeszłości dziennikarze już nieraz udowodnili na podstawie dokumentów, że krakowscy urzędnicy mówią zupełnie co innego, niż jest napisane w umowach.

W styczniu tego roku w Onecie opisaliśmy historię balonu widokowego, który unosząc się nad Krakowem, miał informować o tym, czy w mieście jest smog. Tak przynajmniej przekonywali urzędnicy. Szkopuł w tym, że balon, który w zależności od jakości powietrza miał zmieniać kolory, nie robi tego. Onet dotarł do umowy – okazuje się, że wbrew zapewnieniom urzędników, w dokumencie nie ma zapisu dotyczącego smogu.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@redakcjaonet.pl

Żródło

Zostaw komentarz