Gra o futbolowy tron

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

W Lizbonie w piątek hit turnieju: Bayern – Barcelona, czyli Robert Lewandowski kontra Leo Messi.

© AFP

„Maszyna i magik” – okładka „Kickera” nie pozostawia wątpliwości, na kogo w piątkowy wieczór będzie patrzeć cała Europa.

Maszyna to notujący sezon życia Robert Lewandowski. Król strzelców Bundesligi, zmierzający po pierwszą koronę w Champions League. Piłkarz, który gdy wychodził na boisko, zdobywał bramki we wszystkich spotkaniach – od fazy grupowej po 1/8 finału. Lider, który w dwumeczu z Chelsea miał udział przy każdym z siedmiu goli (trzy trafienia, cztery asysty).

Magik to Leo Messi, artysta futbolu, mimo upływu lat wciąż niebezpieczny, o czym w poprzedniej rundzie przekonała się obrona Napoli. Szybkością i sprytem zawsze ułamek sekundy przed rywalem. Potrafiący w pojedynkę rozstrzygnąć losy meczu i mający już dość upokorzeń.

Barcelona wypuściła tytuł w Hiszpanii, a przed rokiem w nieprawdopodobnych okolicznościach odpadła w półfinale Ligi Mistrzów. Po zwycięstwie 3:0 w pierwszym spotkaniu pojechała na Anfield pewna swego i została przez Liverpool skarcona. Przegrała 0:4, wróciły demony, bo sezon wcześniej – w ćwierćfinale – pozwoliła odrobić trzy gole Romie.

© AFP

Teraz rewanżu nie będzie, o wszystkim zadecyduje jedno spotkanie, ale na drodze staje przeciwnik wygrywający mecz za meczem w efektownym stylu.

– Bayern musiałby się naprawdę postarać i popełnić mnóstwo błędów, by przegrać z Barceloną – prowokuje były kapitan reprezentacji Niemiec Lothar Matthaeus. – Messi zmierzy się ze swoim następcą, bo Lewandowski jest już nie tylko najlepszym napastnikiem, ale i najlepszym piłkarzem na świecie.

Szef klubu z Monachium Karl-Heinz Rummenigge nie pogodził się z odwołaniem przez „France Football” plebiscytu Złotej Piłki i odebraniem Lewandowskiemu szansy na nagrodę. Interweniował u prezesa FIFA. – Rozmawiałem z Giannim Infantino. Poważnie rozważa organizację własnej gali – mówi Rummenigge. Ale wie doskonale, że bez triumfu w Lizbonie o wygranej polskiego asa w plebiscycie nie ma co myśleć.

© various sources/AFP

Kariera Lewandowskiego nabrała rozpędu, gdy w 2013 roku, jeszcze jako zawodnik Borussii Dortmund, strzelił w półfinale Champions League cztery gole Realowi. Ale z hiszpańskimi gigantami gra mu się ciężko. W czterech spotkaniach z Atletico trafił dwukrotnie, w dwóch z Barceloną – raz.

Tę jedną bramkę wbił Katalończykom w półfinale w 2015 roku. Bayern wygrał 3:2, ale nie odrobił strat z Camp Nou, a Barcelona sięgnęła później po swoje ostatnie trofeum, rewanżując się Bawarczykom za upokorzenie, jakiego doznała dwa lata wcześniej, ponosząc w dwumeczu – również w półfinale – porażkę 0:7.

To był ostatni taki triumf Bayernu nad hiszpańską armadą, w kolejnych sezonach to właśnie Real (trzykrotnie), Barcelona i Atletico okazywały się przeszkodą nie do przejścia. Pora wyrównać rachunki.

W sobotę o kolejną niespodziankę postara się Olympique Lyon, który w 1/8 finału wyeliminował Juventus z Cristiano Ronaldo. Odpadnięcie Portugalczyka z pewnością ucieszyło Pepa Guardiolę i jego piłkarzy, ale Manchester City Francuzów nie lekceważy. W poprzednim sezonie w fazie grupowej nie pokonał ich ani razu (porażka 1:2 na własnym stadionie i remis 2:2 na wyjeździe).

Trzy z czterech bramek dla Lyonu zdobył wówczas Iworyjczyk Maxwel Cornet, ale pierwszy od dekady awans do ćwierćfinału Olympique zawdzięcza Memphisowi Depayowi. Holender już na początku meczu w Turynie wykorzystał rzut karny. Przez dwa lata Manchester był dla niego drugim domem. W 2015 roku trafił za ponad 30 mln euro do United. Przyjeżdżał jako król strzelców ligi holenderskiej i jej najlepszy piłkarz, ale gra w Anglii go przerosła i już półtora roku później przeprowadził się do Francji. W Lyonie odżył i dojrzał, na początku tego sezonu nowy trener Rudi Garcia wręczył mu opaskę kapitańską.

Kiedy w grudniu zerwał więzadła, wydawało się, że koło nosa przejdzie mu nie tylko Liga Mistrzów, ale i Euro 2020. Pandemia dała mu szansę wrócić do zdrowia i przypomnieć, że nie zmarnował całkiem talentu. Olympique jest jedynym uczestnikiem turnieju, który nie zapewnił sobie gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie, więc triumf w Portugalii miałby podwójne znaczenie.

W Lyonie nikt jednak nie wybiega tak daleko. Na razie najważniejsze jest spotkanie z City. Manchester tylko raz grał w półfinale i było to jeszcze przed przyjściem Guardioli. Champions League stała się obsesją arabskich właścicieli klubu, a zwycięstwo nad Realem pozwala im marzyć, że tym razem się uda. Bukmacherzy wątpliwości nie mają: faworytów jest dwóch i niezmiennie są nimi City oraz Bayern.

TURNIEJ FINAŁOWY

LIGI MISTRZÓW W LIZBONIE

Ćwierćfinały

> Piątek Barcelona – Bayern Monachium (21.00, TVP 2, Polsat Sport Premium 1)

> Sobota Manchester City – Olympique Lyon (21.00, TVP 2, Polsat Sport Premium 1)

TURNIEJ FINAŁOWY

LIGI EUROPY W NIEMCZECH

Półfinały

> Niedziela Sevilla – Manchester United (21.00, Polsat Sport Premium 1)

> Poniedziałek Inter Mediolan – Szachtar Donieck (21.00, Polsat Sport Premium 1) ?

Zostaw komentarz