“Gegenpressing” – Górnik znalazł sposób, by wygrywać mimo straty najlepszych zawodników

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Gdy Paweł Bochniewicz i Igor Angulo latem odchodzili z Górnika Zabrze, wydawało się, że to ciosy, po których klub będzie się zbierał długo. Utrata najlepszego obrońcy i najlepszego napastnika musi przecież boleć i nie może być łatwa. I przecież tak ważne ogniwa trudno jest zastąpić od razu. Tak przynajmniej może się wydawać i tak pewnie byłoby w większości zespołów Ekstraklasy. W większości, ale nie w Górniku.

Zabrzański gegenpressing

W Zabrzu po odejściu Bochniewicza i Angulo długo nie rozpaczano, a Marcin Brosz, który od 2016 roku buduje zespół z Górnego Śląska, szybko wyciągnął z rękawa karty, które z powodzeniem uzupełniły brakujące miejsca. Górnik w tym sezonie imponuje formą – nwygrał wszystkie cztery mecze. Na koncie ma komplet 12 punktów, a w tabeli zajmuje pierwsze miejsce. Dodatkowo strzelił najwięcej goli w całej stawce (12) i stracił ich najmniej (3). Gdyby zapoznać się tylko ze statystykami można by sądzić, że to liczby klubu z ligowego topu finansowego. To jednak liczby jednego z najbiedniejszych klubów Ekstraklasy, gdzie taktykę dostosowuje się do posiadanego materiału ludzkiego, nie na odwrót.

Założenia Górnika na obecny sezon są proste – grać wysokim pressingiem, wysoko ustawiać linię obrony i atakować rywala, zanim ten zdąży się zorientować, o co chodzi. W pewnym sensie, pamiętając o odpowiednich proporcjach, Brosz nakazał swoim zawodnikom stosowanie pewnego rodzaju tzw. gegenpressingu, uwielbianego przez Juergena Kloppa. Do soboty wydawało się, że to jednak pomysł tylko na drużyny, które mają problemy z kreowaniem gry i nastawiają się na kontrataki. Mecz z Legią w Warszawie (3:1) pokazał jednak, że drużyny, które teoretycznie powinny prowadzić spotkanie i w nim dominować, z nastawieniem Górnika także mogą mieć problemy

Legia zupełnie sobie z grą gości nie poradziła, a Bartosz Nowak, Roman Prochazka i Alassana Manneh kąsali warszawiaków na całym boisku, rozbijając ich próby przejęcia kontroli w środku pola. Szczególnie Manneh, chwalony już za poprzednie występy, bezlitośnie wygrywał pojedynki z Domagojem Antoliciem i Bartoszem Sliszem, uwydatniając problemy Legii w drugiej linii.

– Przed meczem podkreślałem, że to ważny mecz, który pokaże, w którym kierunku mamy się rozwijać. Na pewno uzyskaliśmy wiele odpowiedzi. Dziś było wiele pozytywnych rzeczy, wygrana, bramki, okazje. Jest jednak sporo sytuacji na boisku, które musimy inaczej rozwiązywać (…) Mamy swój pomysł, który staramy się realizować. Co mówiłem piłkarzom w przerwie? Staraliśmy się skorygować postawy zawodników, bo wiedzieliśmy, że druga połowa będzie wyglądała inaczej. Krótko mówiąc, robiliśmy swoje, a najważniejsze, że przyniosło to efekt – po zwycięstwie z Legią mówił Brosz.

Wybiegane zwycięstwa

Realizować wspomnianego przez Brosza pomysłu by się jednak nie dało, gdyby nie odpowiedni wykonawcy. Trener Górnika zna klub na tyle, że już przed letnim odejściem największych gwiazd, miał na ich miejsce następców. I tak jest zresztą co roku – gdy Walerian Gwilia odszedł do Legii, Brosz wyczarował Górnikowi Manneha. Gdy odszedł Bochniewicz, kierowaniem defensywą zajęli się Adrian Gryszkiewicz, Michał Koj i Przemysław Wiśniewski – Brosz wymyślił bowiem, że teraz jego Górnik będzie grał trójką obrońców. A w przypadku Brosza w Górniku zazwyczaj bywa tak, że jak trener coś wymyśli, to potem się to sprawdza.

W myśl powyższego stwierdzenia, w ataku Brosz wymyślił więc sobie, że Igora Angulo wspieranego przez Jesusa Jimeneza, zastąpi Alex Sobczyk wspierany także przez Jimeneza. O tym, jak dobrze to działa, mogliśmy się przekonać w sobotę w Warszawie – obydwaj napastnicy strzelili Legii po golu, a jedno trafienie dołożył jeszcze Nowak. Cała trójka imponowała skutecznością, pomysłowością i dynamiką gry.

Ta dynamika zresztą nie bierze się z przypadku. Górnik Brosza od lat słynie z doskonałego przygotowania fizycznego i motorycznego. Bez tego wspomniany „zabrzański gegenpressing” skazany byłby na porażkę. Piłkarze Górnika harują więc na treningach mocniej, niż piłkarze z innych zespołów. I to widać – nie tylko po wynikach czy grze gołym okiem. Widać to dosłownie w statystykach przebiegniętych kilometrów, gdzie z Górnikiem nikt się nie może równać.

  • Mecz z Podbeskidziem: 116,5 km vs. 150,35 km
  • Mecz Lechią: 114,24 km vs. 109,43 km
  • Mecz ze Stalą: 120,99 km vs. 116,14 km
  • Mecz z Legią: 122,76 km vs. 112,42 km

Są piłkarze, którzy często mówią, że lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. Górnik pokazuje jednak, że najlepiej atakować rywali pod ich bramką i biegać więcej od nich. To bardzo prosta i bardzo skuteczna recepta na sukces.

Trudno powiedzieć, czy Górnik będzie w stanie utrzymać formę do końca rundy. Trudno nawet powiedzieć, czy utrzyma ją do końca miesiąca. Nie każdego rywala prawdopodobnie da się zabiegać, a dodatkowo niektóre drużyny z czasem pewnie nauczą się przeciwstawiać wysokiemu pressingowi zabrzan. Tak czy inaczej, pomysł trenera Brosza i postawę jego piłkarzy na początku sezonu trzeba pochwalić. I być może pokazać naszym teoretycznie najlepszym zespołom, bo jak widać, przy odpowiednich staraniach i zaangażowaniu, „nie da się” nie istnieje.

Zobacz wideo “Jest drugie dno wejścia CBA do PZPN. Boniek zakiwał się w tej sytuacji” [SEKCJA PIŁKARSKA #63]

Przeczytaj także:

Zostaw komentarz