Garstka śmiałków, która podbiła imperium. To się nie miało prawa zdarzyć

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Zdjęcie ilustracyjne © Zozulya/Getty Zdjęcie ilustracyjne

Arkebuzy i działa, mieczo-rapiery oraz odziani w żelazo jeźdźcy wywarli piorunujące wrażenie na Aztekach.

W lutym 2019 r. minie równo 500 lat od wyruszenia Hiszpanów na Meksyk, co zapoczątkowało podbój kontynentu amerykańskiego przez Europejczyków. Stało się to dokładnie ćwierć wieku po zawarciu układu w Tordesillas (1494), dzielącego Nowy Świat niejako „w ciemno” między Hiszpanię a Portugalię wzdłuż południka biegnącego 1184 mil na zachód od Wysp Zielonego Przylądka. Mijało wtedy 27 lat od pierwszej wyprawy Kolumba, a kilkanaście od opublikowania pism Ameriga Vespucciego, dowodzącego, że na zachód od wysp karaibskich rozciąga się wielki, stały ląd i nie są to bynajmniej Indie.

Hiszpanie, którzy w latach 1511–1514 skolonizowali Kubę, zwiad na półwysep Jukatan przeprowadzili już w 1517 r. Dowiedzieli się wtedy o złocie, a rok później już je zobaczyli i wzięli do rąk. Właściciel ziemski z Kuby Hernán Cortés osiągnął wtedy najlepszy wiek dla mężczyzny (33 lata) i ożywiało go tak wielkie pragnienie zdobycia nowych ziem i drogocennych łupów, że zastawił swe dobra, aby sfinansować najazd. Misję tę powierzył mu gubernator wyspy.

Powrót Quetzalcoatla

W lutym 1519 r. pod rozkazami Cortésa wypłynęło z Kuby 508 ludzi i 16 koni na 11 statkach. Uzbrojeni zostali w 32 kusze, 13 arkebuzów, 10 armat i 4 śmigownice. Cortésowi sprzyjały nader szczęśliwe zbiegi okoliczności. Na jednej z wysp spotkali hiszpańskiego rozbitka Gerónimo de Aguilara, który w ciągu ośmiu lat poznał język i zwyczaje Indian. Po pokonaniu na południowym wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej plemienia Tabasków, którzy przerazili się na widok koni, otrzymali w darze 20 niewolnic. Znajdowała się wśród nich Malinche, co oznaczało „Źdźbło pokuty” i wróżbę pożogi. Została żoną Alonso Hernandéza Puertocarrero i oddała Hiszpanom nieocenione usługi. Najważniejsze zaś okazały się wierzenia Azteków w powrót i zemstę wygnanego boga Quetzalcoatla. Miał przybrać postać mężczyzny o białej cerze i czarnej brodzie, odzianego w kapelusz i czarne szaty, który przybędzie dziewiątego dnia wiatru (czyli 22 kwietnia, który właśnie nadszedł) w roku trzciny od strony wschodzącego słońca. Wypisz wymaluj – Cortés…

Domniemany Quetzalcoatl okazał się dla Indian nie mniej od boga groźnym człowiekiem. Był przewidujący i rozważny, a jednocześnie mężny do szaleństwa i skłonny do ryzyka. Potrafił okazać dobroć, ale i potworne okrucieństwo.

Władcą kwitnącego państwa Azteków, którzy podbili plemiona w środkowym Meksyku, był od kilkunastu lat Montezuma II. Tego 54-letniego człowieka zdjęła paraliżująca myśl i wolę obawa przed przybyszami. Brak konsekwencji okazywał od początku, kiedy wysłał delegację z bogatymi darami do przybyszów (w tym, na swoje nieszczęście, ze złotem i z zapowiedzią, że ma go jeszcze bardzo dużo), choć chciał, żeby jak najszybciej się wynieśli. Obsypywał ich darami i karmił przez trzy miesiące, aż… zebrali siły do dalszego najazdu.

Czas ten Cortés wykorzystał też, aby uniezależnić się od gubernatora Kuby. Ponieważ przywilej królewski przyznawał założycielom miast w Nowym Świecie prawo wyboru urzędników podlegających bezpośrednio władcy, a nie lokalnym gubernatorom, Cortés założył Villa Rica de la Vera Cruz, powołał jego władze i od nich przyjął dowództwo nowej misji. Do króla wysłał poselstwo z całym zebranym złotem. Budowę nowego miasta zapoczątkowało wzniesienie pręgierza i szubienicy. Hiszpan potrafił zjednać plemiona podbite wcześniej przez Azteków i mające dość ich dominacji, składania im danin oraz jeńców, którym kapłani azteccy wyrywali serca w ofierze bogom. Plemiona wierne Aztekom bezlitośnie pokonywał, nie wahając się przed popełnianiem takich zbrodni jak wyrżnięcie 3 tys. Cholulan.

Zdarzyło się to już podczas marszu na Tenochtitlán, który Cortés rozpoczął 15 sierpnia 1519 r. na czele 400 hiszpańskich piechurów, 15 jeźdźców oraz 2 tys. totomackich tragarzy. W Vera Cruz pozostał niewielki garnizon pod wodzą Juana de Escalante. W drodze najeźdźcy spotkali posłów Montezumy, który obiecał nawet, że uzna Karola V za swego władcę i będzie mu co roku słał daniny, byle tylko Hiszpanie zawrócili. Cortés odebrał to oczywiście jako przejaw słabości władcy Azteków.

Mimo że kapłani doradzali zbrojny opór, a czarownicy usiłowali powstrzymać Hiszpanów zaklęciami, Montezuma zgodził się na ich wkroczenie do stolicy. 8 listopada konkwistadorzy przybyli tam i ujrzeli ogromne miasto, które liczyło 300 tys. mieszkańców, a leżało na pociętej kanałami wyspie okolonej zewsząd jeziorem Texcoco. Na jego wybrzeżach leżały wsie i miasteczka. W centrum Tenochtitlán znajdowały się świątynie i pałace. Do stolicy prowadziły groble liczące od 3 do 11 km. Poziom słonej wody jeziora regulowały tamy, wodę pitną dostarczano zaś akweduktem. Jedynie największe miasta ówczesnej Europy, takie jak Antwerpię czy Wenecję, można porównać do stolicy Azteków.

Montezuma gościł Cortésa-Quetzalcoatla i pozostałych Hiszpanów w pięknym pałacu. Powtórzył swoje poprzednie propozycje. Nie godził się natomiast na rezygnację z azteckich wierzeń i obyczajów.

Cortés w podzięce uwięził azteckiego władcę, wykorzystując jako pretekst starcie w Vera Cruz, podczas którego zginęło kilku Hiszpanów, w tym dowódca. 14 listopada „goście” „zaprosili” Montezumę do swej siedziby, a ten wraz ze skarbem oddał się w ich ręce. Azteccy wojownicy z Vera Cruz rychło spłonęli na stosie. Montezuma pogodził się i z tym, zwłaszcza że z początku cieszył się szacunkiem, nie zabraniano mu praktyk religijnych, miał kontakt ze swym dworem. Zbuntował się dopiero przeciw żądaniu wprowadzenia kultu maryjnego. Wyprosił „gości”, którzy jednak posłuchać go, rzecz jasna, nie zamierzali.

Cortés opuścił wiosną 1520 r. miasto, zabierając 70 Hiszpanów i 400 sojuszników indiańskich, aby rozprawić się z karną ekspedycją, jaką wysłał gubernator Kuby oburzony samowolą konkwistadora. Ten jednak sprytnie pochwycił dowódcę wyprawy, śmiałym atakiem zaskoczył jego żołnierzy i w efekcie zwiększył własne siły do niemal 1,3 tys. ludzi, 96 koni, 80 arkebuzów, 80 kusz i 20 armat.

Tymczasem Aztekowie postanowili wyrzucić pozostałych Hiszpanów ze stolicy. Ich dowódca Pedro de Alvarado wykrył spisek i 22 maja 1520 r. zamordował 400 osób z azteckiej elity na Świętym Dziedzińcu. Wybuchło powstanie, ale oblężonych najeźdźców ochroniło przed karą wystąpienie… Montezumy.

Stal i obsydian

Wierzenia Azteków nie stanowiły jedynego źródła przewagi Hiszpanów. Posiadali arkebuzy z zamkiem lontowym, które miały kaliber około 25 mm i muszki. Kolbę ustawiono pod kątem w dół – można ją było oprzeć o ramię i przyłożyć do twarzy, aby dokładniej celować. Z arkebuza strzelano bez podpórki. Siłę rażenia konkwistadorów zwiększały kusze.

Hiszpanie stosowali swego rodzaju mieczo-rapier. Prosta, dość ciężka głownia ze słynnych wytwórni w Toledo służyła przede wszystkim do zadawania cięć, ale umożliwiała też pchnięcia. Puklerze – okrągłe, nieco wypukłe tarcze, całkowicie metalowe, o średnicy do pół metra – miały szpiczaste umbami do zadawania ciosów. W gorącym klimacie konkwistadorzy zakładali ze zbroi zapewne tylko napierśniki i napleczniki oraz hełmy. Panikę wzbudzali zwłaszcza odziani w żelazo jeźdźcy. Również działa robiły piorunujące wrażenie na Aztekach, a także wyrządzały im ogromne straty, zwłaszcza używane podczas bojów o Tenochtitlán na groblach i z brygantyn, czyli pływających platform artyleryjskich.

Aztekowie nie znali żelaza. Powszechnie stosowano za to obsydian – twarde wulkaniczne szkliwo. Miecz macuahuitl był wykonany z drewna, do którego krawędzi przymocowywano ostre jak brzytwa obsydianowe ostrza. Krótsze miecze mierzyły około metra. Dłuższymi walczono oburącz, zabijając nawet konie. Używano też maczug i toporów z kamiennymi ostrzami. Azteckie łuki miały półtora metra długości, a wykonywano je z twardego i elastycznego drewna hikory. Cięciwy sporządzano ze skór i ścięgien zwierzęcych. Rażono na odległość także krótkimi oszczepami wyrzucanymi z dużą siłą za pomocą drewnianego miotacza (atlatl).

Tarcze o średnicy trzech czwartych metra wykonywano z twardej trzciny wzmocnionej przeplatanymi bawełnianymi sznurami. Osłonę głowy stanowiły drewniane hełmy o kształcie głów jaguarów, papug, orłów i węży. Ciało osłaniały kaftany ze skóry lub mocno zbitej, grubej i pikowanej bawełny. Stawały się one popularne również wśród Hiszpanów. Z kolei tubylcy stosowali zdobytą na nich broń. Bernal Díaz del Castillo pisał: „Mieli włócznie zrobione z kling pałaszy zdobytych podczas wielkiej rzezi naszych, wtedy przy mostach Meksyku [Tenochtitlán], a wszyscy Indianie – kapitanowie nieśli nasze pałasze zatknięte na długich i bardzo błyszczących pikach”.

Z pomocą oblężonemu Alvaradzie przybył 24 czerwca 1520 r. Cortés na czele 1,1 tys. Hiszpanów i 3 tys. Tlaxcalan. Następnego dnia zostali zaatakowani gradem kamieni, strzał i oszczepów. 28 czerwca Montezuma przemówił do mieszkańców z pałacowego tarasu, ale ci nie uznawali się już za jego poddanych. Obrzucili go kamieniami, śmiertelnie raniąc. Zmarł po trzech dniach, niewykluczone, że z pomocą najeźdźców, którzy wydali jego ciało Aztekom, aby odwrócić ich uwagę od przygotowań do odwrotu.

Żołnierze mogli nabrać złota do woli, co zgubiło niejednego z nich. Ruszyli deszczową, ciemną nocą, w ciszy. W pewnym momencie Aztekowie odkryli ucieczkę i tłumnie natarli z lądu oraz wody. Przepusty na grobli były zniszczone i Hiszpanie musieli walczyć w wodzie z nadzwyczajnym męstwem, biorąc przykład ze swego wodza. Do wylotu grobli dotarła zaledwie trzecia część żołnierzy. Hiszpanie, których stu zamknęło się w jednej ze świątyń, albo polegli, albo zostali pojmani i złożeni w krwawej ofierze azteckim bogom.

7 lipca pod Otompan kilkadziesiąt tysięcy wojowników dopadło kilkuset cofających się konkwistadorów i ich indiańskich sojuszników. Hiszpanie wiedzieli o tragedii jeńców. Walczyli wszyscy, w tym ranni i kobiety. O ich zwycięstwie przesądził Cortés, który na czele desperackiej szarży obalił azteckiego dowódcę Cihuacatzina.

Trzy miesiące jatki

Do kraju Tlaxcalan dotarło 440 konkwistadorów; dwa razy tyle zginęło. Cortés zgromadził jednak zapasy broni, prochu i kul oraz wybudował 13 brygantyn, które po rozłożeniu przeniesiono w częściach nad jezioro Texcoco. Wsparli go nowi ochotnicy hiszpańscy i sojusznicy indiańscy, a wrogów nękała ospa przywleczona z Europy. Ona to dotknęła śmiercią następcy Montezumy – Cuitláhuaca.

28 grudnia 1520 r. Cortés ponownie wyruszył na Tenochtitlán. Bitwa o miasto rozpoczęła się 20 maja roku następnego. Sandoval z 240 Hiszpanami i 30 tys. Indian ruszył w kierunku Ixtapalapan. Cristóbal de Olid wiódł 211 Hiszpanów i 20 tys. Tlaxcalteków na Coyohuacán. Trzecią grupą Alvarado prowadził na Tlacopan. Miał pod komendą prawie 200 Hiszpanów i 25 tys. Indian. Cortés dowodził całością oraz flotyllą brygantyn wspomagających ataki prowadzone na groblach i odcinających dostawy zaopatrzenia dla Azteków zamkniętych w stolicy.

31 maja brygantyny rozbiły flotyllę 500 azteckich łodzi pod Ixtapalapanem. Olid ruszył i zdobył miasteczko Xoloc, gdzie zbiegały się groble z Coyohuacán i Ixtapalapan. Aztecki kontratak spłynął krwią w ogniu armat. Od 8 czerwca zaopatrzenie mogło docierać do obrońców jedynie wodą, gdyż wszystkie groble zostały zablokowane przez Hiszpanów. 9 czerwca Hiszpanie przystąpili do szturmu ze wszystkich stron. Główny atak ponad 200 Hiszpanów i kilkudziesięciu tysięcy Indian dotarł aż na Święty Dziedziniec, skąd napastników odparto.

Następnie Hiszpanie w dzień atakowali, a na noc wycofywali się do obozu w Xoloc. Aztekowie stawiali wtedy kolejne barykady i oczyszczali zasypane kanały.

16 czerwca Aztekowie upozorowali natarcie na Hiszpanów. Kiedy konkwistadorzy w pościgu wdarli się głęboko do miasta, ze wszystkich stron przypuszczono na nich atak. Droga ucieczki została odcięta. Hiszpańskie brygantyny utknęły na wbitych w dno palach. Osaczonym pomogła dopiero szarża jeźdźców i atak indiańskich sprzymierzeńców Cortésa.

30 czerwca 270 Hiszpanów z tysiącami sojuszników i brygantynami przeprowadziło krwawo odparte uderzenie na dzielnicę Tlatelolco. Kiedy Hiszpanie wycofali się, „ponownie zabrzmiał żałośnie bęben Huitzilopochtli i mnóstwo muszli i rogów. Spojrzeliśmy na wysoką świątynię i zobaczyliśmy, że siłą prowadzą po stopniach w górę naszych towarzyszy pojmanych podczas klęski zadanej Cortésowi. A gdy mieli ich już na górze, na placyku znajdującym się obok świątyni, gdzie były ich przeklęte bożki, dojrzeliśmy, że wielu z nich wkładają na głowy pióropusze i każą im tańczyć przed Huitzilopochtli z czymś w rodzaju wachlarzy, a zaraz po tańcu kładą ich na plecy, na kamieniach nieco wydłużonych, jakie mieli do składania ofiar, i nożami z obsydianu rżną im piersi i wyrywają ruszające się serca, ciała zaś strącają nogami w dół po stopniach”. Ponad pół setki Hiszpanów i setki sprzymierzeńców znalazło śmierć na stołach ofiarnych. Pod koniec lipca połączono się z grupą Alvarada, ale wódz Cuauhtemoc stale odrzucał propozycje kapitulacji.

13 sierpnia nastąpił szturm generalny. Z dwóch stron lądem zaatakowali Alvarado i Cortés, a od strony jeziora dowodzący brygantynami Sandoval. Wygłodzeni do cna Aztekowie stawiali słaby opór, więc szybko stali się ofiarami potwornej rzezi. Cuauhtemoca ze świtą ujęto na jeziorze, kiedy zamierzał uciec z miasta. To zakończyło walki.

Hiszpanie znaleźli niewiele skarbów. Na miejscu Tenochtitlán pojawiło się miasto Meksyk z kościołami budowanymi z kamieni zburzonych świątyń azteckich. Ospa, gruźlica, grypa zdziesiątkowały ludność tubylczą. Przed konkwistą na terenie dzisiejszego Meksyku żyło ok. 25 mln ludzi, a w 1548 r. – 6,3 mln. Wzorem Cortésa poszedł rychło Pizarro w Peru, a następnie kolejni zdobywcy. Większość kontynentu obu Ameryk znalazła się w XVI w. w rękach Hiszpanów i Portugalczyków, a w następnym stuleciu – Anglików, Francuzów i Holendrów. Geopolityka całego globu zmieniła się nie do poznania. Zmiany zapoczątkowała wyprawa Cortésa.

Zostaw komentarz