FIS ukróci zachowanie Stefana Krafta. Polacy mogą zyskać na zmianach

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Po ponad dwudziestu kontuzjach więzadeł krzyżowych w ostatnich latach, władze Międzynarodowej Federacji Narciarskiej zdecydowały się na wprowadzenie przepisów dotyczących wkładek, które skoczkowie stosują w butach. Nowe przepisy mają ograniczyć “wolną amerykankę”, która w ostatnich miesiącach mogła doprowadzić do wielu bardzo groźnych kontuzji. Tylko w tym sezonie więzadła w kolanie zerwali Thomas Aasen Maarkeng i Stephan Leyhe, do kilku takich samych urazów doszło też kobiet. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj.

Zobacz wideo

– Według mnie jest to krok w dobrą stronę. Krok w kierunku tego, by zatrzymać jakąś wojnę technologiczną. Choćby dlatego, że wkładki zaczęły powodować pewne niebezpieczeństwo. Po zewnętrznej stronie były dużo grubsze, dlatego trudno było wylądować. Część zawodników mocno “koślawiła” lądowanie. Raz, że samo w sobie było to niedobre dla zdrowia, bo powodowało większe obciążenia. Z drugiej strony powodowało też inne problemy przy lądowaniu. Narty odjeżdżały i było łatwiej o upadki. Przed erą wkładek w momencie upadku stopa mogła się nieco poruszać w bucie, teraz jest usztywniona, co często powodowało różne kontuzje – mówi Maciej Kot.

FIS wprowadził bardzo dokładne przepisy

Wkładki, które wykonuje się np. z korka i twardej pianki będą musiały teraz mieć odpowiednią grubość, która będzie musiała się zmieścić w granicach 4,5 – 5,5 centymetra. Wkładki będą musiały być również symetryczne, co do tej pory nie było regułą. Dzięki tym zmianom noga skoczka, która w momencie wykonywania telemarku, znajduje się bardziej z tyłu, nie powinna być narażona na tak duże obciążenie. Kontroler sprzętu będzie mógł zaś sprawdzić każdą wkładkę, przymierzając ją do szablonu, który ma zostać wycięty z tworzywa sztucznego.  – To była ta luka w ostatnich latach, która pozwoliła na największe pole manewru. Wkłady przez lata były niedocenianie. Były sezony, że jedni skakali z wkładkami, inni zaś bez. Potem wkładki robiły się coraz większe, asymetryczne, krzywe. Czasem nawet oplatały nawet całą łydkę. Robiła się już z tego mocno rozwinięta technologia – dodaje Maciej Kot, skoczek narciarski.

Polscy skoczkowie będą mieli przewagę nad rywalami?

Wydaje się, że polscy skoczkowie nie powinni mieć żadnych problemów z dopasowaniem się do nowych przepisów. Ba, można odnieść wrażenie, że możemy mieć nawet małą przewagę nad rywalami, bo zarówno buty, jak i wkładki produkujemy w Polsce. – Jeśli większość rzeczy możemy robić dla siebie, to jest to przewaga. Mając firmę Nagaba, z którą współpracujemy, jesteśmy w stanie lepiej dopasować nowe wkładki do butów. Możemy np. delikatnie zmienić cholewkę, czy lepiej odwzorować łydkę. Im więcej lokalnych firm tym lepiej – zauważa Kot.

Główną osobą odpowiedzialną za przygotowanie np. wkładek do butów jest w polskiej kadrze Andrzej Zapotoczny, który od roku pełni rolę trenera technicznego. – Przez kilka lat pracy Stefana Horngachera wkładki produkował nam Matthias Proddinger, teraz staramy się je robić sami. W zeszłym roku odpowiadał na to Andrzej Zapotoczny. To bardzo trudne zadanie. Trzeba szukać odpowiednich materiałów  i są to bardzo długie godziny spędzone w warsztacie. Myślę jednak, że jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia z poprzedniego sezonu i będzie łatwiej. Mamy też pomoc zewnętrznych, polskich firm. Mamy odpowiednich ludzi, by to wszystko przygotować – analizuje Maciej Kot.

FIS zareagował na zachowanie Stefana Krafta?

FIS zdecydował się na wprowadzenie kolejnych zmian również w kombinezonach, co ma utrudnić kombinowanie i naciąganie strojów przez zawodników. Zimą głośno było o przypadku Stefana Krafta, który w trakcie jednego z konkursów na skoczni w Rasnowie rozciągał kombinezon tuż przed kontrolą. Robił to, łapiąc materiał w okolicy brzucha i mocno pociągał w dół. Teraz FIS chce ukrócić takie zachowanie. Ma w tym pomóc wyeliminowanie szwu, który znajdował się dotąd w okolicy krocza skoczka narciarskiego (pod zasuwakiem). Dzięki temu użyty tam materiał będzie stanowił jedną całość i nie będzie osłabiany przez szew. 

Stefan Kraft i miejsce, z którego usuniety musi zostać szewStefan Kraft i miejsce, z którego usuniety musi zostać szew Agencja AP

FIS zmienia przepisy po rozporządzeniu UE

FIS musiał także zareagować na rozporządzenie dotyczące zakazu stosowania fluoru, który był jednym ze składników wosków do smarowania nart. Władze federacji zdecydowały więc o zakazie ich używania w najbliższym sezonie zimowym, a kilku firmom zlecono przygotowanie urządzeń, które będą pozwalały na bezdotykowe zbadanie, czy fluor przypadkiem nie został użyty przy smarowaniu nart.

– FIS chciał wycofać fluor bez względu na to, że fluor jest szkodliwy dla środowiska, a także dla osób pracujących przy przygotowaniu nart. Bardziej niż w skoki uderzy to prawdopodobnie w biegi narciarskie, bo w tej dyscyplinie więcej stosują różnych fluorów w proszkach. Serwismeni muszą się zabezpieczać specjalnymi maskami, które ich przed tym zabezpieczają. Temat przewijał się od dłuższego czasu, ale teraz FIS zabrał się za to bardzo dokładnie – tłumaczy Kacper Skrobot, serwismen polskiej kadry skoczków.

Nowe woski najbardziej uderzą w Norwegów?

W ostatnich miesiącach dużo spekulowało się na temat Norwegów, którzy już jakiś czas temu mieli przygotować ogromne zapasy wosków z fluorem. Zrobili to, gdy firmy powoli zaczynały wycofywać się z produkcji takich smarów, mając na uwadze przepisy wprowadzane przez Unię Europejską. Wiadomo, że głównym celem było tam prawdopodobnie zabezpieczenie smarów pod kątem biegów narciarskich, wszak Norwegowie słyną ze świetnych  i mocno rozbudowanych sztabów serwismenów. Nie mogli jednak przypuszczać, że FIS również wyda zakaz używania fluoru, i co więcej. Będzie to sprawdzane przed startami. Może się więc okazać, że jeśli pogłoski o wielkich zapasach są prawdą, to większość z nich będzie nadawała się jedynie do utylizacji. 

W przypadku skoków narciarskich smarowanie nart nie odgrywa tak dużej roli. Inaczej wygląd jednak sytuacja, gdy na skoczni zaczyna padać deszcz lub śnieg. – Samo smarowanie nie ma większego znaczenia. To raczej ma znaczenie, gdy pada mokry śnieg. Ale 90% -zawodów odbywa się przy włączonym systemie mrożenia i na tzw. szczerym lodzie. A wtedy najważniejsze jest, żeby narta była odpowiednio wyczyszczona i wypolerowana. Jakieś specyfiki, mydełka i woski są dawane na narty, ale większe znaczenie ma pozycja dojazdowa. Smar to jest już ostatni szlif, który może pozwolić na zyskanie tego 0,5 km/h, co oczywiście przy walce o zwycięstwa może mieć jakieś znaczenie – twierdzi Kot

Zostaw komentarz