Felerne maski w największym samolocie świata

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Samolot Antonov An-225 Mrija na Lotnisku Chopina w Warszawie © PAP Samolot Antonov An-225 Mrija na Lotnisku Chopina w Warszawie

Maski z Chin, dostarczone do Polski największym samolotem świata, nie spełniają norm bezpieczeństwa — potwierdziło badanie na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Chodzi o głośny, efektowny transport maszyną Antonow An-225 Mrija, który na lotnisku witali premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jacek Sasin.

  • – Maski przeszły testy w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy. Efekt? Okazało się, że nie spełniają norm FFP, określających stopień filtrowania zanieczyszczeń
  • – Państwowy koncern KGHM, który zapłacił za maski, rozważa teraz, co z tym począć. W grę wchodzi m.in. żądanie wymiany sprzętu lub zwrotu pieniędzy od dostawcy
  • – KGHM to kolejny polski nabywca sprzętu, który został oszukany przez chińskich dostawców
  • – Wcześniej wadliwy sprzęt ochronny trafił m.in. do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
  • – Wadliwe były także maski, które rząd kupił od trenera narciarstwa, który uczył ministra zdrowia

W smutnej rzeczywistości zamkniętego z powodu koronawirusa kraju to miało być wydarzenie wyjątkowe. W połowie kwietnia na stołecznym lotnisku Okęcie wylądował Antonow An-225 Mrija, największy samolot świata. Przywiózł jednorazowy sprzęt, którego zakup sfinansowały państwowe spółki — miedziowy KGHM oraz paliwowy Lotos.

Od początku ów lot stanowił element wizerunkowej ofensywy rządu, który chciał pokazać, że dba o bezpieczeństwo Polaków. To miał być także dowód sprawności władz, które — konkurując z całym światem, przerażonym epidemią — potrafiły zdobyć maski, fartuchy i przyłbice na chińskim rynku.

Bardzo dobre złe maski

Od początku także pojawiały się wokół tego transportu kontrowersje. Najpierw okazało się, że — wbrew zapowiedziom władz — Antonow nie przywiózł 400 ton sprzętu, tylko ok. 80 ton.

Ale poważniejsze działa wytoczyła “Gazeta Wyborcza”. W kilku publikacjach wykazywała ona, że certyfikaty zakupionego przez KGHM sprzętu mogły zostać sfałszowane. To przeczyło zapewnieniom prezesa KGHM Marcina Chludzińskiego, który przekonywał wcześniej, że sprowadzone z Chin maski “mają wszystkie niezbędne certyfikaty i sprawdzają się w szpitalach”. Koncern dementował publikacje “Wyborczej”, groził też jej sądem.

Spółka podawała, że na własny użytek przeprowadziła testy w laboratoriach Centrum Badania Jakości. “Wyniki są bardzo dobre – maski nie tylko spełniają normy. Ochrona, którą zapewniają jest, według testów, wyższa niż w przypadku porównywanej maski renomowanej, znanej na europejskim rynku firmy. KGHM sprawdza nie tylko dokumentacje, ale też dostawców” — przekonywał miedziowy kombinat.

Ministerstwo bada dostawy

W tym czasie maski zakupione przez KGHM trafiły do Agencji Rezerw Materiałowych, która gromadzi żelazne zapasy sprzętu na czarną godzinę. Ale jednocześnie Ministerstwo Zdrowia skierowało partie przywiezionego Antonowem sprzętu do specjalistycznych badań w państwowym instytucie.

Onet poznał wyniki tych badań. Okazuje się, że maski zakupione przez KGHM nie spełniają norm. “Ministerstwo Zdrowia przebadało w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy partię masek przekazanych przez Agencję Rezerw Materiałowych. Wynik badania został przekazany do dysponenta masek, czyli właśnie ARM z informacją, że maski nie spełniają norm FFP” — przyznało w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Zdrowia.

Skrót FFP pochodzi od angielskiego “filtering face piece”. Chodzi o maski, które chronią przed niebezpiecznymi cząstkami. Są ich trzy rodzaje — od FFP1 do FFP3, w zależności od stopnia ochrony przed aerozolami. Te ostatnie chronią najpełniej.

Szef ARM Michał Kuczmierowski przyznał w rozmowie z Onetem, że Agencja dostała z resortu zdrowia informacje, że maski nie nadają się do stosowania w kontaktach z zakażonymi koronawirusem. Jego zdaniem można je traktować jako maski chirurgiczne — czyli jako produkt niższej jakości.

Odesłanie masek nie wchodzi w grę

Według naszych informacji, KHGM jest w kropce. Odesłanie masek nie wchodzi w grę — to zbyt drogie. Sam transport Antonowem, za który zapłacił rząd, kosztował ok. 1,6 mln dolarów. W dodatku okazuje się, że koncern kupował maski przez pośrednika — polską spółkę Quantron SA. Teraz trwają analizy, jak wybrnąć z tej sytuacji i kto ma zapłacić za wpadkę z maskami. Pod uwagę branych jest kilka możliwości, w tym żądanie wymiany sprzętu lub zwrotu pieniędzy od dostawcy. Koncern przysłał nam ogólnikową informację.

“Spółka KGHM Polska Miedź S.A. informuje, że uzyskała raport z badania, które wskazuje na niedostateczną jakość partii masek sprowadzonych przez Spółkę. Niezwłocznie zawiadomiliśmy odbiorcę. Jednocześnie zwróciliśmy się do dostawcy z oczekiwaniem wyjaśnienia i podjęcia jak najszybszych kroków w celu prawidłowej realizacji zamówienia” — napisały służby prasowe KGHM.

KHGM to kolejny polski nabywca sprzętu, który został oszukany przez chińskich dostawców.

Wcześniej do zakupu niewłaściwych masek przyznała się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. – Staliśmy się kolejną ofiarą nieuczciwych praktyk chińskich producentów. Wiemy już, że podobna sytuacja dotyka też inne firmy i organizacje w różnych krajach — stwierdził prezes zarządu WOŚP Jerzy Owsiak.

Wadliwe były także maski, które rząd za 5 mln zł kupił od trenera narciarstwa, który uczył ministra zdrowia. Gdy sprawa wyszła na jaw, Ministerstwo Zdrowia skierowało doniesienie do prokuratury.

Zobacz też: 

Odtwórz ponownie wideo

NASTĘPNY

  • Pandemia w niewielkim stopniu uderzyła w budownictwo. Po chwilowym spadku popytu na materiały budowlane rynek wraca do stabilizacji

    Pandemia w niewielkim stopniu uderzyła w budownictwo. Po chwilowym spadku popytu na materiały budowlane rynek wraca do stabilizacji

    – Polskie firmy mają w swoim DNA umiejętność szybkiego reagowania. Od upadku komunizmu cały czas żyjemy w sytuacji kryzysu albo zmiany – wskazuje Krzysztof Domarecki, prezes giełdowej Seleny. Jak ocenia, w nadchodzących miesiącach największym zagrożeniem dla biznesu będzie spadek popytu na europejskim rynku, ale polskie przedsiębiorstwa – przyzwyczajone do funkcjonowania w kryzysowych warunkach – powinny sobie poradzić. Selena, mimo chwilowych spadków popytu na materiały budowlane, kontynuuje działalność bez większych zmian i nie odnotowała do tej pory zakłóceń w dostawach surowców i materiałów produkcyjnych. W związku z pandemią spółka przestawiła też swoją produkcję i rozpoczęła wytwarzanie środków dezynfekujących.

    Logo Newseria BiznesNewseria Biznes
  • Czechy otwierają swoje granice od 25 maja. Polscy hotelarze boją się, że przegrają z nimi walkę o turystę

    Czechy otwierają swoje granice od 25 maja. Polscy hotelarze boją się, że przegrają z nimi walkę o turystę

    Tylko 40 proc. Polaków planuje wyjechać na wakacje po wygaśnięciu pandemii, a aż 2/3 z nich zamierza spędzić urlop w kraju – wynika z badania na zlecenie KRD. Bardziej niż na polskich hotelarze liczą jednak na zagranicznych turystów, zwłaszcza z Niemiec. Ci jednak nie przyjadą, jeżeli zamknięcie granic zostanie utrzymane. Tym bardziej że Czechy już zapowiedziały otwarcie granic od 25 maja. W związku z tym branża apeluje do rządu o wypracowanie procedur bezpieczeństwa i utworzenie tzw. korytarzy turystycznych z sąsiednimi krajami.

    Logo Newseria BiznesNewseria Biznes
  • C. Chybowski: W ciągu 3-4 miesięcy spodziewane są upadłości i przejęcia mniejszych firm w trudnej sytuacji. Konsolidacje dotyczyć będą branży hotelarskiej, restauracyjnej i turystycznej

    C. Chybowski: W ciągu 3-4 miesięcy spodziewane są upadłości i przejęcia mniejszych firm w trudnej sytuacji. Konsolidacje dotyczyć będą branży hotelarskiej, restauracyjnej i turystycznej

    Kryzys wywołany przez pandemię koronawirusa najbardziej dotknął mikrofirmy i średnie przedsiębiorstwa. W wielu branżach może wywołać to falę przejęć i konsolidacji. Większe firmy, będące w lepszej kondycji rynkowej, będą okazyjnie wykupywać mniejsze, upadające przedsiębiorstwa. Stworzy to jednak szansę na uniknięcie fali zwolnień w spółkach, które w innym scenariuszu czekałyby bankructwa. – Myślę, że do końca roku będziemy już mieli mocno skonsolidowany rynek restauracyjny, hotelarski i turystyczny – mówi Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska. Według niego, jeśli obostrzenia potrwają do końca czerwca, podniesienie się z kryzysu może zająć nawet dwa i pół roku.

    Logo Newseria BiznesNewseria Biznes

NASTĘPNY

NASTĘPNY

Zostaw komentarz