Dwa śmiertelne żywioły niszczą kraj. “To, co wcześniej pomagało, teraz zabija”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Widok z lotu ptaka na rzekę Uebi Szebelie. Co najmniej 110 000 osób zostało przesiedlonych po tym, jak rzeka wylała © PAP Widok z lotu ptaka na rzekę Uebi Szebelie. Co najmniej 110 000 osób zostało przesiedlonych po tym, jak rzeka wylała

Targana wojną Somalia od kilkunastu lat walczy z intensywnymi i nawracającymi regularnie żywiołami: suszą i powodzią. Nie ma nic pomiędzy, żadnego okresu spokojniejszej pogody, kiedy można zaplanować obsianie pól i zebranie plonów. Wytworzył się swoisty wzór związany ze zmianą klimatu. Skoro dziś jest susza, to Somalijczycy wiedzą, że zaraz po niej będzie powódź, która może trwać nawet cztery miesiące.

  • – – Wiele osób mieszka wzdłuż rzek. Całe ich życie od niej zależy. Kiedy ona jest, mogą uprawiać ziemię. Ale kiedy przychodzi powódź, niszczy wszystko. Zmywa z powierzchni ziemi latryny, a zanieczyszczona woda trafia do tych studni. To, co wcześniej pomagało, teraz zabija – mówi Mohamed Abdi
  • – Ludzie uciekają, muszą coś pić. Piją to, co jest. Tę brudna, zanieczyszczoną, rujnującą zdrowie wodę. Najbardziej cierpią dzieci. Uciekając do Mogadiszu, rodziny nieraz muszą pokonać 200 kilometrów. Pieszo
  • – – U nas nic nie jest z darmo. Publiczna opieka właściwie nie istnieje. Tylko prywatna. Pomoc humanitarna dociera tylko do kilku regionów. W pozostałej części kraju, jeśli nie masz pieniędzy na leczenie, umierasz – dodaje Abdi

– Te dwa żywioły to dla nas największe wyzwanie. Jedyne źródła wody w Somalii to dwie sezonowe rzeki. Jeśli pada, to woda jest, jeśli opadów brak, to ludzie nie mają co pić. Wielkie, nagłe wezbrania wód w rzekach powodują niszczenie brzegów rzek i zalewanie pól, domów, zabijają zwierzęta i zmuszają ludzi do ucieczek – mówi w rozmowie z Onetem Mohamed Abdi, project manager Polskiej Akcji Humanitarnej w Somalii.

Na przełomie 2016 i 2017 r. doszło w Somalii do gigantycznej suszy. Przez długie miesiące Somalijczycy czekali na deszcz. Bezskutecznie. W kraju pojawiło się zagrożenie klęską głodu. – Przez miesiące kraj był na granicy, ale udało się uniknąć najgorszego. Państwo wymęczone wojną z trudem mogło poradzić sobie z tą sytuacją. Udało się mu to m.in. dzięki pomocy z zewnątrz – opowiadała mi dwa lata temu Celina Kretkowska-Adamowicz z PAH.

Po suszy, powodzie

Teraz wahadło przestawiło się na drugą stronę. W ostatnim czasie Somalia (głównie południowo-zachodnia część kraju: Jubaland, Banaadir, Puntland i Somaliland) została dotknięta przez powodzie. Ucierpiało 600 tys. osób. Z tego ponad 200 tys. musiała uciekać. Ogromna część została pozbawiona schronienia, ochrony zdrowotnej, dostępu do czystej wody i żywności.

– Wiele osób mieszka wzdłuż rzek. Całe ich życie od niej zależy. Kiedy ona jest, mogą uprawiać ziemię. Wodę pozyskuje się z płytkich studni. Ale kiedy przychodzi powódź, niszczy wszystko. Zmywa z powierzchni ziemi latryny, a zanieczyszczona woda trafia do tych studni. To, co wcześniej pomagało, teraz zabija – mówi Mohamed Abdi.

– Jak ludzie sobie z tym radzą? – pytam. – Zwykle uciekają do większych miast, jak Mogadiszu lub Jowhar. Ale to właśnie stolica jest miejscem, gdzie przeżyć jest najłatwiej. Tam otrzymują pomoc humanitarną, która powala im przetrwać. Ale muszą zaczynać życie od początku. Niektórzy pracują, ale to bardzo nisko płatne prace. Czasami otrzymują dolara lub dwa dziennie za ciężką pracę – relacjonuje Abdi.

Woda na wagę złota

Ludzie uciekają, muszą coś pić. Piją to, co jest. Tę brudna, zanieczyszczoną, rujnującą zdrowie wodę. Najbardziej cierpią dzieci. Uciekając do Mogadiszu, rodziny nieraz muszą pokonać 200 kilometrów. Pieszo. Uciekając, zabierają tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Pijąc brudną wodę, ludzie często chorują. Ostra wodnista biegunka jest szczególnie niebezpieczna dla dzieci. Jest ona też głównym powodem śmierci wśród dzieci do 5 roku życia. Ale powszechne są też choroby skóry i malaria. Brak wody też przekłada się na pogłębienie problemu głodu i niedożywienia.

49 proc. Somalijczyków nie ma dostępu do stałego i bezpiecznego źródła wody pitnej. Spośród nich tylko 52 proc. dochodzi do takiego źródła w mniej niż 15 minut. Za dbanie o dom, a tym samym dostarczanie wody, odpowiada kobieta.

Somalia. Fot. PAH © Materiały prasowe Somalia. Fot. PAH

– Gdy w okolicy nie ma wody, kobiety muszą pokonywać wielokilometrowe dystanse, by ją zdobyć. Po drodze mogą zostać napadnięte, pobite, w wielu przypadkach dochodzi do gwałtu. Co więcej, wiele kobiet w poszukiwaniu wody idzie z malutkimi dziećmi, którymi nie ma się kto zająć. Wiele z nich jest w ciąży, a same są często niedożywione i ich nowonarodzone dzieci już od pierwszych dni są niedożywione – mówi mi Abdi.

Kobiety więc ładują na plecy baniaki z litrami wody i w upale, przez wiele godzin, wracają do domu. I tak dzień w dzień.

Pytam Mohameda Abdiego, jak w jego kraju wygląda opieka zdrowotna. Wiem, że jest źle, ale dowiaduje się, że jest katastrofalnie. – Nic nie jest z darmo. Publiczna opieka właściwie nie istnieje. Tylko prywatna. Pomoc humanitarna dociera tylko do kilku regionów. W pozostałej części kraju, jeśli nie masz pieniędzy na leczenie, umierasz – podsumowuje.

W takim razie pytam o edukację. Może w tym temacie znajdę jakąś pozytywną nutę. – Kiedy w szkołach nie ma wody, bardzo często wiele dziewcząt nie przychodzi do nich. Nie ma ubikacji, są ogromne problemy z zachowaniem higieny. Dzieci w szkołach spędzają pół, albo nawet cały dzień. Dziewczynki, bo w szczególności ten problem dotyczy właśnie je, przez ten czas nie korzystają z latryn. Gdy mają okres, w ogóle nie przychodzą do szkoły, bo wiedzą, że nie ma wody i czuję się zawstydzone – rozwiewa moje nadzieje Abdi.

Dipol. Co to jest?

Naukowcy i przedstawiciele organizacji humanitarnych zajmujący się Afryką zwracają uwagę na zjawisko zwane Dipolem Oceanu Indyjskiego. Choć brzmi skomplikowanie, to zasada działania jest prosta. Opiera się ona na różnicach temperatur powierzchni oceanu po jego wschodniej i zachodniej części.

Są trzy, cyklicznie występujące, fazy dipola: „pozytywny”, „neutralny” i „negatywny”. Obecnie mamy „pozytywną” fazę. Jest najsilniejsza od kilkudziesięciu lat. Polega ona na tym, że powierzchnia wód u wybrzeży Afryki nagrzewa się, wywołując zwiększone opady, a temperatury po drugiej stronie oceanu – u wybrzeży Australii – spadają, co prowadzi z kolei do suszy.

Na Atlantyku i Pacyfiku to prądy oceaniczne i wiatry chłodzą rozgrzaną wodę. Ta zasada nie działa jednak w odniesieniu do Oceanu Indyjskiego. Duży ląd azjatycki na północ od oceanu sprawia, że jest on szczególnie podatny na zatrzymywanie ciepła.

– Przeprowadzono badania sugerujące, że zjawiska dipolowe na Oceanie Indyjskim stały się częstsze w ciągu ostatnich 50 lat wraz z ociepleniem się klimatu. Modele klimatyczne sugerują tendencję do częstszego występowania i nasilania się takich zdarzeń – zaznacza, cytowana przez theguardian.com, Caroline Ummenhofer z Oceanograficznego Instytutu Woods Hole. – Ocean Indyjski jest szczególnie wrażliwy na ocieplający się świat. To kanarek w kopalni, który dostrzega duże zmiany, zanim pojawią się one w innych tropikalnych obszarach oceanicznych – przekonuje.

Dla Somalii to nie oznacza nic dobrego. Nagłe występowanie po sobie suszy i powodzi nie tylko nie zniknie, ale jeszcze bardziej się nasili.

Co dalej?

– Jaka przyszłość czeka Somalię? – pytam swojego rozmówcę. – Somalijczycy nie uciekają teraz głównie przez wojnę, ale przez zmiany klimatyczne. Ciągle mierzymy się z żywiołami. Nie będzie nam łatwo podnieść się z gruzów. Będziemy potrzebować dziesiątek lat, by osiągnąć taki poziom, żeby wszyscy Somalijczycy mieli swobodny dostęp do czystej wody – mówi.

Na pomoc ze strony władz zwykły człowiek nie ma co liczyć. – Zdolność władz do poradzenia sobie z kryzysem jest zerowa. Władze kontrolują de facto Mogadiszu i kilka innych regionów, ale duża część kraju jest poza ich jurysdykcją – słyszę.

Bez pomocy z zewnątrz Somalijczykom byłoby jeszcze ciężej. Pomoc przychodzi ze strony organizacji charytatywnych. Jedną z takich organizacji jest PAH, działający w Somalii od 2011 r.

– W Somalii wiercimy płytkie studnie, ponieważ woda jest dostępna stosunkowo płytko. Z takiego odwiertu doprowadzamy wodę do obozu dla osób wewnętrznie przemieszczonych. Zapewniamy także wodę w szkołach i szpitalach. Zawsze też przy okazji działań związanych z wodą, budujemy sanitariaty, zapewniamy środki czystości i szkolimy ludzi z zasad zachowania higieny – wylicza Mohamed Abdi.

– Pomagamy też ludziom, którzy uciekają ze swoich domów przed suszą, powodzią lub konfliktem zbrojnym. Przekazujemy im pieniądze, które mogą wykorzystać np. do zakupu zwierząt gospodarskich. Dzięki temu łatwiej im będzie odbudować życie, kiedy będą mogli wrócić już do domów – podsumowuje z nutą nadziei mój rozmówca.

***

Możesz wesprzeć działania PAH w Somalii, wpłacając pieniądze:

  • – przelewem – Alior Bank SA 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem “kryzys wodny”
  • – na stronie internetowej: www.pah.org.pl/kryzyswodny

Zostaw komentarz