Czasami dzieje się tak, że na skutek jakichś zdarzeń, lub bez wyraźnej przyczyny nasze życie zmienia barwy. Staje się zupełnie wyblakłe lub nabiera kolorów smutku, bezsensu, braku motywacji. Nie mamy siły wykonywać dotychczasowych czynności. Nasze aktywności skupiają się wokół tego, jak ma funkcjonować nasza codzienność. Jak pozbierać w całość rozsypankę, która składa się na każdy następny dzień?
„Próbuję, by życie wyglądało tak, jak do tej pory, lecz to okazuje się trudniejsze niż mogłam przypuszczać” – mówi 39 letnia Joanna, pacjentka dotknięta depresją. „Przedtem było tak: Rano piłam kawę, wyprawiałam dziecko do szkoły, biegłam do pracy, potem robiłam zakupy i obiad, wstawiałam pranie, oglądałam wiadomości…”
Tymczasem depresja sprawia, że codzienność się „rozłazi” Joanna opisuje rytm swojej walki o każdy dzień: „Budzik dzwoni kilka minut po tym, gdy wreszcie uda mi się zasnąć. Po nieprzespanej nocy trudno wstać. Kawę robię właściwie z przyzwyczajenia, gdyż gonitwa myśli i poziom pobudzenia sprawiają, że sen to marzenie. Okazuje się, że jestem bardziej roztargniona niż moje dziesięcioletnie dziecko. Wyprawiając je do szkoły, muszę zastanawiać się, jakie moja córka ma lekcje, pomimo, że do tej pory plan lekcji znałam jak tabliczkę mnożenia. Właściwie problem nie polega na przypomnieniu sobie samych przedmiotów, lecz na skupieniu się jaki, do cholery, jest dzień tygodnia!? Bieg do pracy wydaje się maratonem, w którym bierze udział kura domowa bez żadnego przygotowania. Odcinek między domem a pracą, który do tej pory zajmował mi kilkanaście minut, teraz wydaje się wzniesieniem Syzyfa toczącego swój kamień. W pracy, trzeba odpowiadać na grzecznościowe zwroty – to ponad siły! No i trzeba pracować a skąd czerpać na to energię? Zakupy – kolejny punkt dnia. Zawsze był, więc musi być! Chodzę po sklepie i wkładam do koszyka wszystko, co wydaje mi się potrzebne. Próbuję sobie przypomnieć, co miałam kupić i … nie potrafię. Mijam, więc wszystkie półki w nadziei, że znajdę coś, czego szukam. Coś, co sprawi, że poczuję się jak zazwyczaj, jak wówczas, gdy zrobienie zakupów nie było czymś, co mnie przerastało. Wychodzę z koszykiem pełnym kolejnych ręczników papierowych i puszek z tuńczykiem, ponieważ nie pamiętam, kiedy ostatnio je kupowałam. Boję się, że brak tych rekwizytów spowodowałby, że rozkleiłabym się zupełnie uznając, że nawet na tym polu zawodzę. Wracam do domu „budzona” klaksonami zniecierpliwionych kierowców, gdy zmienia się kolejne światło a ja stoję na skrzyżowaniu tamując ruch. Rozpakowanie zakupów trwa nieskończoność przerywane przełykanymi niemymi łzami. Kolejny punkt dnia – przygotowanie obiadu. To tak, jakby gotował ktoś, kto jest na ścisłej diecie. Nie czuję zapachu, smaku, nie jestem głodna. Mam jednak poczucie miłości i obowiązku. Gdyby nie to, nawet mój stan duszy byłby łatwiejszy do zniesienia. A tak, jeszcze to straszne poczucie winy i odpowiedzialności!
Próbuję być obecna dla dziecka, lecz moja córka zamiera z dziwną mina wyrażającą trzy znaki zapytania. Jest zdumiona moimi lakonicznymi pytaniami, które nie oddają szczerego zainteresowania jej opowieściami, mimo, że tak się staram i zawsze do tej pory wszystko, co opowiadała było dla mnie najważniejsze. Żyłam jej radościami i problemami, śmiałyśmy się z głupotek jej szkolnego życia, płakałyśmy nad jej zawodami.
Kolejny link odnoszący mnie do zwykłej rzeczywistości – pranie. Mój Boże, posegregowanie białej i kolorowej bielizny urasta do rangi zdobycia głównej nagrody w quizie wiedzy o astronomii prowadzonym na żywo w telewizji publicznej. Jak ja to robiłam do tej pory, skoro to wymaga taaaaaaaaaaaaakiej koncentracji? I wreszcie wieczór – wiadomości w telewizji. Z jednej strony – dobrze, bo dzień się kończy. Z drugiej – źle, bo boję się kolejnej bezsennej nocy.
Sprawy, które kiedyś były tak ważne. Pomysły na zmianę mieszkania, czy awans w pracy, dziś nie mają żadnego znaczenia. Wydają się one zbliżone do pomysłu o locie w kosmos w statku kosmicznym takiej konstrukcji, w jakim wysłano w przestworza psa Łajkę w roku 1957. Dotychczasowe plany i marzenia są tak odległe i tak straszliwie nieosiągalne. Wyzwaniem, tak naprawdę, jest przeżycie kolejnego dnia.”
To opis dość charakterystyczny. Fachowa literatura w podobny sposób omawia ten rodzaj wszechogarniającej niemocy i pustki.
Zdaniem osób zajmujących się tym problemem termin depresja odnosi się do zespołu doświadczeń obejmujących nie tylko nastrój, lecz również doświadczenia psychiczne, fizyczne i behawioralne cechujące długotrwały poważny stan.
Jeśli chodzi o objawy afektywne należą do nich obniżony nastrój, przygnębienie, poczucie bezradności i pustki. Ludzie dotknięci depresją tracą dotychczasowe zainteresowania jak również tracą zdolność odczuwania przyjemności. Aktywności, które we wcześniejszym funkcjonowaniu sprawiały przyjemność u osoby dotkniętej depresją są wyzwaniem trudnym do pokonania. Depresja sprawia, że brak jest pomysłów i siły, którą należałoby z siebie wykrzesać, aby wzbudzić w codziennej bądź odświętnej aktywności pozytywne uczucia. Osoba dotknięta depresją nie ma siły na wypoczynek, pracę, nie ma siły na seks, zabawę, kontakty rodzinne i towarzyskie. Pozornie oddaje się jakiejś aktywności, lecz jest zamknięta w sobie i przeżywa swój problem. Bywa, że do tych objawów dołącza się drażliwość (szczególnie u dotkniętych depresja dzieci).
Objawy poznawcze depresji najkrócej można streścić w negatywnym myśleniu o sobie samym, o przyszłości i o swoim otoczeniu. Nie zważając na swoje dotychczasowe osiągnięcia, osoby dotknięte depresją uważają się za niekompetentne przejawiając wyolbrzymiony krytycyzm względem siebie. Mają silne poczucie winy a co za tym idzie cechuje je niska samoocena. Osoba dotknięta depresją jest przewlekle zmęczona, jednak odpoczynek jest również poza jej zasięgiem. Gonitwa myśli prowadzi na ogół do negatywnej analizy własnej osoby, swoich dotychczasowych czynów, do negatywnych podsumowań. Takie krytyczne przemyślenia odpowiadają za niskie poczucie własnej wartości lub silne poczucie winy. Kolejnym objawem depresji jest bezsenność, która zresztą wiąże się z wspomnianymi wcześniej poczuciem winy i gonitwą myśli.
O depresji możemy mówić wówczas, gdy objawy wymienione powyżej trwają dłużej niż dwa tygodnie, choć sam czas trwania epizodów depresyjnych ponad to minimum może być bardzo różny. Warto poszukać fachowej pomocy, gdy podejrzewamy u siebie lub u bliskiej osoby depresję. W pierwszej kolejności warto udać się do psychologa, który oceni, czy mamy do czynienia z depresją i jak poważny jest stan osoby szukającej pomocy.
Zdarza się również, że chory cierpiący na depresję wymaga zastosowania leków przeciwdepresyjnych, konieczna jest wówczas wizyta u lekarza psychiatry, który dobierze właściwe leczenie farmakologiczne.
Z badań wynika, że większość ludzi chorych na depresję powraca do zdrowia w ciągu 4-6 miesięcy.
I wreszcie, wracając do poruszonego wcześniej wątku, na depresję mamy prawo zachorować. Depresja nie jest chorobą psychiczną, (choć potencjalna możliwość wizyty u psychiatry wciąż źle się społecznie kojarzy). To, że pomimo naszych starań nie funkcjonujemy tak, jak do tej pory, oznacza jedynie, że nasza dusza i ciało zbuntowało się przeciw okolicznościom, które na tym etapie naszego życia przerosły nas. Z depresji jesteśmy w stanie się podnieść. Czasami potrzebujemy do tego fachowej pomocy, czasami leczenia farmakologicznego, zrozumienia najbliższych, akceptacji otoczenia i wreszcie wyrozumiałości dla siebie samych. Depresja może pojawić się w naszym życiu, jednak odpowiednio obłaskawiona odchodzi.

Kategorie: Zdrowie