Czy musimy tyle pracować?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Dla wielu współczesnych ludzi koncept 8/5 wydaje się tak oczywisty, że nawet nie zastanawiają się, skąd się wziął. Wydaje się to jakimś naukowo dowiedzionym, optymalnym okresem naszej naturalnej dobowej aktywności. Ale to nie ma nic wspólnego ani z nauką, ani z prawami natury.

Obliczono, że w średniowieczu chłopi feudalni odrabiali pańszczyznę 135 dni w roku. Dla porównania: przeciętny Amerykanin, wolny obywatel, przepracował w zeszłym roku 234 dni. Robi wrażenie? Naprawdę słabo zrobiło się dopiero w czasach rewolucji przemysłowej, kiedy to fabryki musiały działać non stop i nieszczęśni robotnicy pracowali po kilkanaście godzin dziennie (nawet dzieci). Właściwie dopiero w przededniu pierwszej wojny światowej amerykańska firma Ford Motor Company dokonała rewolucyjnej zmiany: skrócono czas pracy do ośmiu godzin, jednocześnie podwajając stawkę.

Świat patrzył na to ze zgrozą, ale już po dwóch latach wszyscy przekonali się, jakim wizjonerem był Ford. Otóż wydajność pracowników wzrosła tak, że zyski firmy podwoiły się z 30 do 60 milionów. Stopniowo wszyscy zaczęli wprowadzać podobne rozwiązania (w Polsce w 1918 roku). Na całym świecie pojawiły się regulacje, które miały chronić prawa pracowników do pracy w ustawowym czasie oraz do świadczeń i urlopów. I co? W XXI wieku praca po 50 godzin tygodniowo w korpo była normą.

Czy praca to jakiś nałóg?

W 1930 roku ekonomista John Keynes przewidywał, że zmiany technologiczne doprowadzą nas do 15-godzinnego tygodnia pracy.

Chyba nie przewidzial jednak oporu wobec zmian. Według jednego z badań, produktywność np. pracowników biurowych wzrosła o 84% od 1970 r., głównie dzięki mocy obliczeniowej naszych komputerów. Wynika z tego, że pracownik biurowy może dziś w godzinę zrobić to, co jego koledze w 1970 r. zajmowało pięć godzin. Cały dzień roboczy w 1970 r. można teraz ukończyć w 1,5 godziny.

Jednak mimo znacznego wzrostu wydajności w ciągu ostatnich kilku dekad nadal pracujemy średnio 40 godzin tygodniowo. A właściwie to jest jeszcze gorzej, bo jak pokazują badania IPSOS, większość pracowników w Polsce i na świecie spędza w pracy o wiele więcej godzin niż kodeksowe 40. Dokładnie rzecz biorąc – spędzało, bo ostatnie badania pochodzą z 2019 r., sprzed pandemii. Tylko 11% mówiło, że nigdy nie zdarza im się siedzieć w pracy dłużej, a 40% wielokrotnie poświęciło na pracę weekend lub urlop.

Warto tu przypomnieć, że my, Polacy, jesteśmy, przynajmniej według danych OECD, jednym z najbardziej zarobionych narodów na świecie. Pytanie brzmi: jak to się przekłada na wydajność? I ile z tych godzin rzeczywiście spędzamy efektywnie? Na to pytanie postarała się odpowiedzieć brytyjska firma Vouchercloud. Otóż przeciętny pracownik spędza większość czasu na miganiu się od roboty, a produktywny pozostaje tylko przez 2 godziny i 53 minuty. Nie wiemy, czy tak jest wszędzie, czy tylko w Wielkiej Brytanii, ale mamy pewne podejrzenia.

żródło:

Zostaw komentarz