Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Biskupi, którzy kryją pedofilów, mieli się od kogo uczyć

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

© Dostarczane przez Newsweek Polska

Polscy hierarchowie byli i są pojętnymi uczniami zarówno kardynała Stefana Wyszyńskiego, jak i Karola Wojtyły. Ich zachowania tłumaczy się troską o jedność Kościoła, ale skoro tak, to dlaczego nie zrobili nic, aby pomóc ofiarom?

Od lat są mi znane argumenty dyżurnych obrońców dobrego imienia polskiego papieża: promotora kanonizacji Jana Pawła II księdza Sławomira Odera czy osobistego sekretarza JPII, kardynała Stanisława Dziwisza, którzy uparcie twierdzą, że JPII nic nie wiedział w sprawie pedofilii. Znanym obrońcą papieża-Polaka są też dominikanin Maciej Zięba, który od lat powtarza, że polski papież „działał w sprawie pedofilii jednoznacznie i bezkompromisowo” oraz hagiograf polskiego papieża George Weigel. Kto ma rację? Nie czekając na sąd ostateczny, na którym wszystkiego się dowiemy, przytoczę kilka faktów.

***

Najpierw oddajmy jednak głos obrońcom. Oto, co twierdzi ks. Sławomir Oder.

„Pierwsza ważna rzecz to podkreślenie, że to nie jest tak, że Kościół dopiero teraz zaczyna walczyć z pedofilią. W 2002 roku, kiedy biskupi amerykańscy przyjechali do Ojca Świętego z ‘wizytą ad limina’, kiedy problem pedofilii w kościele amerykańskim pojawił się w sposób bardzo drastyczny i ewidentny, wtedy Ojciec Święty powiedział w sposób bardzo wyraźny i jednoznaczny, że dla ludzi czyniących krzywdę młodym i dzieciom nie ma miejsca ani w kapłaństwie, ani w życiu zakonnym”.

To oficjalna narracja, której w Polsce nikt dotąd wyraźnie nie zakwestionował. Nie dziwi więc buta, z którą ksiądz Oder wzywa dziennikarzy, którzy wiedzą coś więcej, aby odsłonili karty.

Jednocześnie na pytanie, co stało się z informacjami, jakie lądowały na biurku papieża, ksiądz Oder odpowiada asekuracyjnie.

„Nie czuję się kompetentny do udzielania odpowiedzi na tego rodzaju pytania, niemniej jednak chciałbym wiedzieć, skąd ci publicyści mają takie wiadomości? Wiadomo, że mechanizm działania kurii jest bardzo złożony, również kanały informacyjne są dość skomplikowane”.

Jak więc było naprawdę? Można się tego dowiedzieć, jeśli się chce. Publikacji i informacji jest pod dostatkiem.

Czytaj też: Hierarchów kościelnych nie stać dziś na refleksję nad kondycją duchową Polaków. Co się stało?

***

Najważniejszym źródłem jest tutaj książka opublikowana w 2004 roku przez Jasona Berry’ego i Geralda Rennera „Śluby milczenia. Nadużywanie władzy za pontyfikatu Jana Pawła II”.

Podtytuł tłumaczy wiele. W książce zgromadzono nie tylko jednoznaczne dowody zbrodni przeciwko protegowanemu Jana Pawła II, meksykańskiemu duchownemu i założycielowi Legionistów Chrystusa Marcialowi Macielowi Degollado, które dzisiaj są już powszechnie znane. Znacznie ważniejsze jest w niej pokazanie sposobu funkcjonowania systemu przemilczania, lekceważenia a nawet zastraszania ofiar. Warto jednoznacznie zaznaczyć, że wszystko to miało miejsce już w latach 70-tych i 80-tych minionego wieku. A nie – jak sugeruje ks. Oder – w roku 2002. Jak działał system? Przede wszystkim ofiary nigdy nie otrzymywały odpowiedzi na kierowane do Watykanu skargi, zaś w samym zgromadzeniu Legionistów Chrystusa obowiązywał ścisły sekret i bezwzględna lojalność wobec założyciela. Książka „Śluby milczenia” jest zapisem tych właśnie praktyk. Berry nakręcił również film pod tym samym tytułem gdzie pokazuje własne próby dotarcia do Watykanu, które skończyły się niepowodzeniem.

Równie istotna jest krytyczna książka poświęcona pontyfikatowi Jana Pawła II wyszła spod pióra angielskiego dziennikarza katolickiego i historyka Johna Cornwella w 2004 roku „Papież w zimie. Ciemna strona pontyfikatu Jana Pawła II”.

Jak zaznacza w niej autor, w ostatnich latach pontyfikatu polskiego papieża „Kościół był w coraz większym stopniu rządzony przez polskiego sekretarza i małą grupę starych, reakcyjnych kardynałów”. Te stwierdzenia zyskują w ostatnich latach potwierdzenie za sprawą raportów sporządzanych przez lokalne komisje w różnych krajach w sprawie notorycznych przestępców seksualnych. Najważniejsze z nich zostały opublikowane w USA, Irlandii i Australii. Wynika z nich, że Watykan nie podjął żadnych działań by wyjść naprzeciw oskarżeniom ofiar. I właśnie dlatego w chwili obecnej oskarżyciele ofiar przygotowują wnioski i pociągnięcie do odpowiedzialności Watykanu, który ponosi ostateczną odpowiedzialność za zachowania lokalnych biskupów.

To nie wszystko. W 2011 roku Hans Küng w książce „Czy Kościół można jeszcze uratować?” przytacza skandaliczne przykłady ukrywania przestępczych zachowań pedofilskich kardynała Hansa Hermanna Groëra, który – wbrew krytycznym opiniom austriackich biskupów – zrobił zawrotną karierę dzięki osobistej inicjatywie Jana Pawła II. Nota bene, sprawę Groëra wzbogaca artykuł Artura Nowaka ze stycznia 2019 opublikowany w OKO.press pod znamiennym tytułem „Miał na sumieniu tysiące ofiar. Za pontyfikatu Jana Pawła II był bezkarny. Sprawy nigdy nie wyjaśniono”, w którym autor wspomina również o trudnej roli następcy Groëra, kardynała Christopha Shönborna, który wystąpił przeciwko Watykanowi oskarżając zwierzchność o tuszowanie sprawy Groëra.

***

Cały szereg podobnych przykładów przytacza Thomas Doyle, amerykański dominikanin i znany obrońca małoletnich w opublikowanym tuż po kanonizacji polskiego papieża na łamach „National Catholic Reporter” artykule pod znamiennym tytułem „Dane wskazują na to, że Jan Paweł II mógł interweniować w sprawie nadużyć, ale tego nie zrobił”.

Jego zdaniem papież-Polak nie tylko nie zrobił nic pozytywnego w sprawie pedofilii kleru, ale też zrobił wiele złych rzeczy.

Ma na to własne dowody. W 1984 roku, gdy Doyle ściśle współpracował z nuncjuszem Pio Laghi w USA i przekazywał mu dokładne informacje na temat przypadków pedofilii księży i braku reakcji lokalnych biskupów. Ważne osoby zapewniały go, że wszystko zostanie przekazane papieżowi, a ten na pewno zareaguje, a może nawet wyda stosowny dokument. Nic takiego się nie stało.

Dziś – za sprawą dziennikarzy Boston Globe – wiemy już, jaka była skala przestępstw seksualnych popełnianych przez katolickich księży w USA. Dlatego niech swoistym komentarzem do tych rewelacji będzie fakt, że Jan Paweł II przeniósł głównego odpowiedzialnego tuszowania, czyli kardynała Bostonu Bernarda Law do Rzymu na prestiżową pozycję prefekta Bazyliki Santa Maria Maggiore. Tylko dzięki temu łagodnemu lądowaniu Law uniknął odpowiedzialności przed sądem amerykańskim.

Dodajmy, że w 1988 roku James Grein, ofiara innego pedofila, spotkała się w Watykanie z Janem Pawłem II i osobiście poinformowała papieża o byciu molestowanym przez wiele lat przez kardynała McCarricka. Jak wspominał potem Grein, „papież położył na jego głowę ręce i zapewnił go o swojej modlitwie”.

Z tą wiedzą polski papież nie tylko jednak nic nie zrobił, ale zapewnił McCarrickowi błyskotliwą karierę. To właśnie zeznania Greina przyczyniły się do pozbawienia Theodora McCarricka kapłaństwa i godności kardynalskiej w 2019 roku.

***

Od 1962 roku do 2019 obowiązującą była instrukcja zakazująca informowania kogokolwiek o przestępstwie seksualnym wobec małoletnich tzw. Crimen sollicitationis, do której stosowali się biskupi na całym świecie. Zresztą ten dokument powtarzał tylko przepis obowiązujący do 1922 roku.

Otwartym pozostaje natomiast pytanie, jak tak inteligentny, znający tyle języków i znakomicie pamiętający tysiące twarzy Karol Wojtyła mógł cierpieć na amnezję w sprawie nadużyć seksualnych kleru, w tym biskupów, a nawet kardynałów?

Zastanawia też, że to ludzie o poglądach zbliżonych do polskiego papieża znajdywali szczególnie łatwy dostęp do wysokich progów watykańskich?

Być może część odpowiedzi na te pytania poznamy, kiedy ukaże się już dokładny raport w sprawie McCarricka (miał być gotowy w styczniu tego roku!), który powinien rzucić sporo światła na te mroczne aspekty katolicyzmu. To światło może się też okazać długim cieniem rzuconym na pontyfikat Jana Pawła II.

Jak tłumaczą to takie osoby jak Doyle? W prywatnym liście do mnie z 10 grudnia 2019 roku Doyle napisał: „Stało się dla mnie i dla innych jasne, że Jan Paweł II był człowiekiem o wielu twarzach. Grał świętego papieża dla tłumów, strażnika ortodoksji dla konserwatystów, ale jego prawdziwa twarz była niewidoczna publicznie”.

Tej tajemnicy nie rozszyfrowała ani beatyfikacja w 2011 roku ani kanonizacja, do której doszło trzy lata później. Jej rozwiązanie jest ciągle kwestią przyszłości, gdy archiwa Watykańskie pozwolą się nam zbliżyć do pełnej prawdy – nie tylko zresztą o pontyfikacie Jana Pawła II, ale o wielowiekowym procederze ukrywania ciemnej strony Kościoła.

Co więcej, byłoby wielkim uproszczeniem gdybyśmy problem nieporadności w radzeniu sobie przez Kościół katolicki z problemem pedofilii sprowadzili tylko do polskich hierarchów czy Jana Pawła II.

Przed kilku laty prasa niemiecka rozpisywała się przecież na temat nadużyć seksualnych w słynnym chórze „Regensburger Domspatzen”, którym kilkuset chłopców padło ofiarą księży i nauczycieli. Tym chórem przez wiele lat kierował brat papieża Benedykta XVI, George Ratzinger.

W ostatnich latach Kościół wypłacił ofiarom odszkodowania w wysokości od 5 do 22 tysięcy euro. Jednym z powodów, dla których tak późno zareagowano, były niewątpliwie rodzinne powiązania niemieckiego papieża. Tak więc podstawowym problemem jest system, który w centrum troski Kościoła stawia dobre imię instytucji i wysoko postawionych w niej hierarchów, a nie dobro ofiar.

Dopóki nie zmieni się system i jak długo nie zostaną zmienione feudalne i absolutystyczne struktury instytucji Kościoła, tak długo będziemy skazani na powtarzające się skandale.

Czytaj też: „Biskup może bezkarnie nadużywać władzy, która w Kościele ma charakter uznaniowy”

Uwaga od redakcji: Opinie w tym artykule są opiniami autora, opublikowanymi przez naszego partnera, i nie reprezentują poglądów Microsoft News ani Microsoft

Zostaw komentarz