Co się właściwie odalertowało w sobotę w Polsce?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Wybory prezydenckie © pap.pl Wybory prezydenckie

W sobotę niespodziewanie do wszystkich użytkowników telefonów komórkowych trafił taki SMSII tura wyborów prezydenckich w niedzielę 12.07”. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alert, choć tego typu powiadomienia powinny ostrzegać tylko przed poważnymi zagrożeniami. RCB tłumaczy: było nowe rozporządzenie ministra zdrowia o zasadach sanitarych w lokalu wyborczym.

Alert RCB wywołał w sobotę spore poruszenie. SMS o treści: „II tura wyborów prezydenckich w niedzielę 12.07. Osoby 60+, kobiety w ciazy oraz osoby niepelnosprawne beda mogly glosowac w komisjach wyborczych bez kolejki (pisownia oryginalna, przyp. red.) trafił z pewnym rozstrzałem czasowym do wszystkich osób w Polsce mających komórki.

Na Twitterze wybuchły na ten temat gorące dyskusje.

Pojawiły się zarzuty o agitowanie, które w czasie ciszy wyborczej jest zabronione.

„Alert RCB jako krypto agitacja wyborcza. Kolejny przykład zawłaszczenia państwa do partyjnych celów” – skomentował na Twitterze Dariusz Rosati, poseł Koalicji Obywatelskiej i były minister spraw zagranicznych.

W sobotę wieczorem w Polsat News przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak pytany o treść SMS-a tak odparł: – Byłem zaskoczony, choć czytałem o tym wcześniej. […] Tego SMS-a otrzymałem około 17. Można powiedzieć, że wynika to z rozporządzenia ministra zdrowia, które weszło w życie w środę.

Anna Adamkiewicz, szefowa Wydziału Polityki informacyjnej RCB tłumaczy nam wysłanie wyborczego alertu właśnie, tym, że 6 lipca weszło w życie w nowe rozporządzenie ministra zdrowia mówiące o tym, jak mają funkcjonować lokale wyborcze, czyli że pierwszeństwo głosowania mają mieć osoby 60+, niepełnosprawne, w ciąży i z dziećmi do lat 3.

Przepisy, istotne dla bezpieczeństwa epidemicznego, weszły w  życie krótko przed wyborami, stąd decyzja o użyciu Alertu RCB, który jest narzędziem umożliwiającym szybkie dotarcie do tak szerokiego grona odbiorców – mówi Adamkiewicz i dodaje, że SMS może zawierać tylko 160 znaków, stąd nie wszystkie informacje zawarte w nowelizacji mogły się w wiadomości znaleźć.

I rzeczywiście w SMS-ach nie znalazło się wiele ważnych informacji. Nie tylko tej, że bez kolejki mogły także oddawać głos osoby z dziećmi poniżej 3 roku życia. Ale przede wszystkim nie znalazło się tam nawet słowo o pandemii COVID-19, o zagrożeniu koronawirusem i o tym, jak się przed nim zabezpieczyć, będąc w lokalu wyborczym. 

A do tego, czyli ostrzegania przed zagrożeniami, zostały stworzone Alerty RCB. Po raz pierwszy pojawiły się po tym, jak w sierpniu 2017 r. nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze z silnymi porywami wiatru, w wyniku których zniszczony został obóz harcerski i zginęły dwie harcerki. Po tej tragedii została znowelizowana ustawa o zarządzaniu kryzysowym i pojawiła się Alerty RCB, czyli system SMS-owego powiadamiania ludności o zagrożeniach.

Ma on być wykorzystywany tylko w sytuacjach nadzwyczajnych. Wtedy, gdy występuje naprawdę duże prawdopodobieństwo bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia na znaczącym obszarze. Powstaje na podstawie informacji o potencjalnych zagrożeniach otrzymywanych z ministerstw, służb np. policji, straży pożarnej, straży granicznej, urzędów i instytucji centralnych np. Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz urzędów wojewódzkich. Co więcej, w komunikacie tak rozesłanym powinno się pojawić „określenie rodzaju zagrożenia” i „zalecenia dla osób na zagrożonym obszarze”. 

Pytanie co było rodzajem zagrożenia i jakie były zalecenia w komunikacie wysłanym przed wyborami?

Co się właściwie odalertowało w sobotę w Polsce?

Zostaw komentarz