Błędy nowych mistrzów, walka o puchary trwa

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp

Jürgen Klopp © AFP Jürgen Klopp

Liverpool zaprezentował wakacyjną formę na Emirates Stadium, Bournemouth było bliskie sprawienia niespodzianki w meczu z Manchesterem City, Tottenham wykonał plan w meczu z Newcastle, a Burnley zapewniło sobie punkt w starciu z Wolverhampton w doliczonym czasie gry.

>> Wypróbuj „Przegląd Sportowy” w wersji mobilnej. Najlepsze artykuły przeczytasz nie wychodząc z domu

Bezbramkowy remis z Tottenhamem i niespodziewana wygrana z Leicester po świetnym spotkaniu sprawiły, że Bournemouth znów zaczęło liczyć się w walce o utrzymanie. Przed startem 36. serii gier w Premier League The Cherries tracili do będących nad kreską West Hamu i Watfordu tylko trzy punkty, ale batalię o pozostanie w angielskiej elicie rozpoczynali od niezwykle trudnego zadania. Gracze Eddiego Howe’a przyjechali na Etihad Stadium, a czyste konto udało im się utrzymać tylko przez pięć minut nawet mimo tego, że Pep Guardiola zdecydował się na pozostawienie Raheema Sterlinga i Kevina de Bruyne wśród rezerwowych.

W szóstej minucie gry do rzutu wolnego podszedł David Silva i tak jak tydzień wcześniej w starciu z Newcastle zdobył efektowną bramkę po stałym fragmencie gry. W kolejnych minutach pierwszej połowy gracze Bournemouth ruszyli do przodu. Najbliżej doprowadzenia do wyrównania byli dziesięć minut przed przerwą. Świetnie prezentujący się w ostatnich tygodniach Junior Stanislas oddał niezły strzał z rzutu wolnego, ale doskonałą interwencją popisał się Ederson. Chwilę później w ostatniej chwili obrońcy The Citizens zdołali zablokować strzał Dominica Solanke, a na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Po prostopadłym podaniu Silvy Gabriel Jesus wpadł w pole karne rywali, prostym zwodem minął dwóch obrońców The Cherries i podwyższył prowadzenie Manchesteru City.

W drugiej połowie spotkania sporo pracy mieli sędziowie VAR. Najpierw sprawdzana była sytuacja, w której do bramki trafił Joshua King. Po chwili było jasne, że Norweg w momencie podania był na pozycji spalonej. Później analizowano sytuację, w której Gabriel Jesus padł w polu karnym rywali. Kontakt z rywalem miał miejsce, ale to Brazylijczyk nadepnął na nogę Steve’a Cooka. The Cherries znów pokazali się z dobrej strony, ale to wystarczyło im tylko do honorowego trafienia Davida Brooksa w końcówce spotkania. W takiej formie Bournemouth powinno jednak powalczyć o punkty w ostatnich meczach sezonu – z Southampton i Evertonem.

****

W starciu Burnley z Wolverhampton goście niemal przez całe spotkanie dominowali na murawie. Pokonanie Nicka Pope’a w ostatnich tygodniach zdecydowanie nie jest jednak łatwym zdaniem. Golkiper The Clarets toczy korespondencyjny pojedynek z Deanem Hendersonem o to, kto powinien być pierwszym bramkarzem reprezentacji Anglii zamiast Jordana Pickforda. Tym razem Pope nie zdołał zachować czystego konta, a wszystko za sprawą świetnego uderzenia Raula Jimeneza z woleja. Po raz kolejny akcję Wilków napędził Adama Traore, który pomimo asysty kilku rywali zdołał dograć piłkę do Matta Doherty’ego. Strzał wahadłowego Wolverhampton został zablokowany, ale efektowna dobitka Meksykanina sprawiła, że gracze Nuno Espirito Santo wyszli na prowadzenie. W doliczonym czasie gry remis Burnley zapewnił Chris Wood, który pewnie wykorzystał rzut karny.

****

Solidna forma Newcastle po wznowieniu rozgrywek w dwóch ostatnich meczach uleciała. Faworytem meczy był Tottenham, który miał za sobą dodającą pewności siebie wygraną w derbach północnego Londynu z Arsenalem. Motywacją gości była wciąż trwająca walka o udział w europejskich pucharach.

Początek spotkania należał do Srok, które dwukrotnie stworzyły zagrożenie pod bramką rywali. Najpierw groźny strzał z półwoleja w wykonaniu Miguela Almirona zablokował Davinson Sanchez, a chwilę później ponownie Almiron pomylił się z bliska posyłając piłkę nad poprzeczką.

Prowadzenie podopieczni Jose Mourinho wywalczyli w 27. minucie po akcji, w której cztery podania po ziemi poprzedziły znakomite zachowanie Sona w polu karnym. Giovani Lo Celso dograł piłkę do strzelca bramki, ale ten musiał jeszcze zgubić krycie, co zrobił i bezbłędnie posłał piłkę po ziemi na krótki słupek.

Minimalna przewaga 1:0 utrzymała się do przerwy, choć już wcześniej w 42. minucie The Magpies trafili w słupek. Po zmianie stron Newcastle zdołało wyrównać na 1:1. Serge Aurier starał się przerwać akcję przeciwników w polu karny. Wybij jednak futbolówkę wprost do Ritchiego, który huknął mocno w prawy róg bramki.

Z korzystnego wyniku gospodarze nie cieszyli się nawet pięciu minut. W 60. minucie Steven Bergwijn obsłużył Harry’ego Kane’a dokładnym dośrodkowaniem, a napastnik londyńskiego zespołu trafił idealnie. To było 200 trafienie Kane’a dla Tottenhamu w jego 350 meczu licząc wszystkie rodzaje rozgrywek.

Mimo starań gospodarzy do remisu już nie udało się doprowadzić. W końcówce spektakularnym wolejem próbował Almiron, a jeszcze wcześniej wprowadzony do gry z ławki Valentino Lazaro. Ostatecznie triumf Tottenhamu był jeszcze wyższy, bo wynik na 3:1 ustalił Kane, dobijając strzałem głową.

****

Po dość niemrawym początku spotkania z obu stron w końcu przyspieszyli nowi mistrzowie. Lewą stroną ruszył Andrew Robertson, a jego dokładnie podanie wykorzystał Sadio Mane. Dla Senegalczyka było to 17. trafienie w tym sezonie ligowym, a patrząc na punktacje kanadyjską, obecne rozgrywki są dla skrzydłowego jego najlepszymi od kiedy trafił do Premier League.

Jako, że obie drużyny nie stwarzały sobie zbyt wielu szans wydawało się, że The Reds zejdą na przerwę prowadząc. W 32. minucie gry błąd popełnił jednak Virgil van Dijk. Holender naciskany przez Reissa Nelsona za lekko zagrywał w stronę Alissona, a to wykorzystał Alexandre Lacazette. Sprawa o tyle nietuzinkowa, że dla stopera The Reds był to dopiero drugi błąd bezpośrednio prowadzący do bramki dla rywali w barwach drużyny z Anfield.

Dziesięć minut później pomylił się także Alisson, a znów świetną pracę wykonał Nelson, który najpierw wysokim pressingiem zaatakował Brazylijczyka, a później trafił do bramki po podaniu Lacazette’a. Liverpool schodził na przerwę przegrywając, chociaż jako pierwszy zdobył bramkę. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w meczu z West Hamem w 2016 roku. Wtedy Młoty także zdobyły dwie bramki po błędach rywali.

Po przerwie goście dominowali na murawie, oddawali sporo strzałów, ale po niewielu z nich musiał interweniować Emiliano Martinez. Przed świetną szansą stanął Mohamed Salah, ale nie potrafił doprowadzić do wyrównania uderzając z siedmiu metrów. Później The Reds kilkakrotnie dobrze dośrodkowywali w pole karne, ale ani Takumi Minamino, ani Georgino Wijnaldum nie potrafi oddać dobrego strzału. Ponad 20 prób przez całe spotkanie i tylko jedna bramka – Juergen Klopp zapowiadał, że jego drużyna przyjedzie do północnego Londynu, by powalczyć o zwycięstwo, ale The Reds zaprezentowali formę wakacyjną. Zwycięstwo gospodarzy sprawia, ze Kanonierzy wciąż są w walce o szóste miejsce w tabeli. Przed nimi spotkania z Aston Villą i Watfordem.

>> Wypróbuj „Przegląd Sportowy” w wersji mobilnej. Najlepsze artykuły przeczytasz nie wychodząc z domu

Wyniki środowych spotkań:

Machester City – Bournemouth 2:1 (2:0)

Bramki: David Silva (6), Gabriel Jesus (39) – Brooks (88)

Burnley – Wolverhampton 1:1 (0:0)

Bramki: Wood (90+5-karny – Jimenez (76)

Newcastle United – Tottenham Hotspur 1:3 (0:1)

Bramki: Matt Ritchie (56) – Son Heung-Min (27), Harry Kane (60, 90)

Arsenal – Liverpool 2:1 (2:1)

Bramki: Lacazette (32), Nelson (42) – Mane (20)

Zostaw komentarz