Aktorzy teatralni leżą na deskach przez koronawirusa. “Staliśmy się niepotrzebni”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
  • Aktorzy teatralni do dziś nie wiedzą, kiedy będą mogli wznowić próby i grać spektakle, a co za tym idzie zarabiać
  • Przed nami potężny kryzys gospodarczy i jak uczy praktyka, pierwsze na czym się oszczędza, to jest właśnie kultura – mówi Igor Kujawski, aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu i Teatru Polskiego w Podziemiu
  • W mojej ocenie brakuje w naszej branży silnego lidera, takiego, jak np. Zbigniew Boniek w piłce nożnej, który reprezentowałby nas i potrafił skutecznie powalczyć o prawa aktorów niezrzeszonych – przekonuje Agata Załęcka
  • Na razie balansujemy. Jesteśmy w stanie jako teatr gibać się tak do września. Ale nie dłużej – mówi Piotr Sieklucki, dyrektor Teatru Nowego Proxima w Krakowie

Początek marca to ostatnie dni, kiedy na deskach teatrów grano przedstawienia, przy których publiczność mogła się bawić i płakać, będąc jednocześnie częścią widowiska. Wszystko skończyło się wraz z wybuchem epidemii koronawirusa.

Od dwóch miesięcy aktorzy teatralni nie mają możliwości zarobku, w najgorszej sytuacji znaleźli się wolni strzelcy, którzy nie mieli etatu w żadnej placówce. Gdy nie grają, na ich konta nie wpływają żadne pieniądze. A na pytanie, kiedy będą mogli wrócić na scenę, nikt nie jest w stanie udzielić dziś precyzyjnej odpowiedzi. Natomiast podstawowym wsparciem dla szczęśliwców na etatach jest tzw. “postojowe” – 80 proc. płacy minimalnej przez trzy miesiące.

Igor Kujawski, aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu i Teatru Polskiego w Podziemiu, na etacie

Koronawirus spowodował, że z dnia na dzień przestaliśmy być aktorami. Jesteśmy ludźmi niepotrzebnymi. Wszystkie nasze plany runęły. Utrzymujemy jeszcze plany premier na listopad, ale czy to się uda zrealizować, tego nikt nie wie. Nasz obszar to jedno wielkie pole niewiedzy i ciężko tak naprawdę cokolwiek planować. Wiemy, że w związku z pandemią kultura ruszy ostatnia, ale nikt nie wie, kiedy to nastąpi. Ale jest jeszcze jeden problem.

Przed nami potężny kryzys gospodarczy i jak uczy praktyka, pierwsze na czym się oszczędza, to jest właśnie kultura. Nie można ludziom odmówić chleba, lekarza, edukacji, ale kultury można sobie odmówić. Obawiam się, że przed nami bardzo ciężkie czasy, które mogą potrwać bardzo długo.

Polacy wobec koronawirusa. Homo separatus. Narodziny człowieka w maseczce

Czekam na decyzje ws. teatrów. Jeżeli restrykcje będą na tyle poluzowane, że będziemy się mogli zacząć spotykać w pracy, to zaczniemy się przygotowywać do naszego powrotu. Na razie możemy sobie tylko gdybać. Tkwimy w zawieszeniu. Jesteśmy w blokach startowych. Czekamy. A w oczekiwaniu na decyzję, żyjemy skromnie, bo nie mamy dochodów.

Do tej pory pensja podstawowa z Teatru Polskiego we Wrocławiu wpływa mi na konto. Nie mam pojęcia, jak będzie w kolejnych miesiącach. Jak się mówiło za czasów komuny, są to takie pieniądze, że jest ich za dużo, żeby umrzeć, a za mało, żeby żyć. Nie chcę się skarżyć, ale po 36 sezonach mam pensję w okolicach minimalnej krajowej (wynosi w 2020 roku ok 2 tys. zł na rękę – red.). Ponieważ stoją seriale i wszelkie możliwości zarobkowe – nagle znaleźliśmy się na totalnym minimum egzystencjalnym.

Wspólnie z aktorami z “Podziemia” wystąpiliśmy jednak o środki do programu dotyczącego działalności w internecie. To, czy jest dostaniemy, będziemy wiedzieć po 20 maja. Jak czytam o tych wszystkich tarczach antykryzysowych i słucham opinii ekonomistów, to słabo to wszystko wygląda, ministerstwo kultury mocno nas zawiodło. Jeżeli rząd nie potrafi sobie poradzić z poważnymi problemami gospodarczymi, to gdzie będą zajmować się kulturą?

Agata Załęcka, aktorka, bez etatu

Zdaję sobie sprawę, że jest olbrzymia liczba osób, która znalazła się w podobnie trudnej sytuacji, co my, środowisko artystyczne. Wiem, jak bardzo cierpi branża usługowa, jak np. fryzjerzy, branża transportowa, turystyczna i wiele, wiele innych. Ale mogę mówić o swoim środowisku, które znam i problemie, który dotknął mnie osobiście.

Naszą branżę zamknięto jako pierwszą. Do września odwołano 30 spektakli, w których miałam zagrać, tym samym skazując mnie na przymusowe bezrobocie teatralne na sześć miesięcy. Nikt nie był przygotowany na taką ewentualność.

Gram w trzech teatrach: w Teatrze Fabryka Marzeń, w Teatrze Capitol oraz w Fundacji Omeny Mensah. W żadnym nie mam etatu. Mam płacone jedynie za wykonaną pracę, a więc za zagrany spektakl. Dla aktorów miesiące wiosenne to szczyt sezonu teatralnego. W tym okresie mamy najwięcej pracy, potem następuje tradycyjna, blisko trzymiesięczna przerwa wakacyjna.

Sytuacja jest kryzysowa. Perspektywa jest taka, że w teorii mamy zapisane spektakle na wrzesień, ale słychać coraz częstsze głosy, że teatry i kina pozostaną zamknięte znacznie dłużej. Bardzo martwimy się, że to może być realny scenariusz.

Ta sytuacja unaoczniła potrzebę wprowadzenia przepisów ochronnych dla naszego zawodu, tak jak w przypadku innych branż, jak np. w rolnictwie na wypadek suszy. Nie mamy opieki socjalnej, nie mamy stawki określającej minimalne wynagrodzenie. W mojej ocenie brakuje w naszej branży silnego lidera, jak np. Zbigniew Boniek w piłce nożnej, który reprezentowałby nas i potrafił skutecznie powalczyć o prawa aktorów niezrzeszonych.

Patrząc na wprowadzane obostrzenia, czasami zauważa się brak w nich logiki. Skoro w galeriach handlowych może przebywać określona liczba osób w przeliczeniu na metr kwadratowy, to dlaczego podobnych ustaleń nie można wprowadzić w teatrach? Czy to oznacza, że galeria handlowa nie zaraża, a teatr już tak? Konstatacja jest smutna… zamknęli nas jako pierwszych, a otworzą jako jednych z ostatnich.

Piotr Wiśniewski, założyciel Teatru Żelaznego w Katowicach

Zawsze wychodziłem z założenia, że dobre czasy są, a zaraz może ich nie być. Trzeba się zawsze ubezpieczać, bo nie ma znaczenia, czy z powodu pandemii koronawirusa, czy innej sytuacji, może przyjść czas, gdy aktor nie jest w stanie pracować i zarabiać pieniędzy. Aktor, ale też każdy wolny zawód, jest teraz w takiej sytuacji, że nie jest w stanie pozyskać klienta czy zleceniodawcy, gdy rozrywka jest na ostatnim miejscu potrzeb każdego człowieka.

Ludzie najpierw muszą zadbać o siebie, swoje dzieci, bezpieczeństwo. Potem muszą zadbać o rozrywkę, czyli o browarek, mecz piłki nożnej, wyjście na basen. Potem dopiero, gdzieś tam dalej jest teatr, może jakaś filharmonia, opera. Każdy artysta powinien o tym pamiętać, że zabezpieczenie w tym zawodzie jest szalenie ważne.

Nam szczęśliwie udało się to zrobić, kupiliśmy kamienicę niedaleko naszego teatru z myślą, że ten budynek w pewnym momencie pozwoli nam przeżyć. Nie sądziłem jednak, że stanie się to tak szybko. Liczenie na kogokolwiek, na rząd, na ZUS – to nie w tym kraju. Jak ktoś dobrze liczy, to liczy na siebie. To ta strona materialna. A jeśli chodzi o stronę duchową, to myślę, że wszyscy odczuwamy wielką pustkę.

Widownia nas rozpieszczała. Potrafiliśmy zagrać 50 spektakli w miesiącu, przy takim małym teatrzyku, gdzieś na wygwizdowie, jak nasz, to jest bardzo dużo. Mieliśmy zaplanowane cztery premiery. Byliśmy przekonani, że wszystko będzie, mówiąc po śląsku „fungowało”, że damy ludziom pracę.

Teraz jest smutek. Można czytać bajki w internecie, może wymyślać koncerty, ale umówmy się, nie jesteśmy składem hip-hopowym, który będzie miał miliony odsłon w sieci. Nie będzie z tego biznesu. Przebić się z naszym produktem, jeśli tak mogę nazwać spektakl, jest niemożliwe. Tęsknota za widzem, człowiekiem, przed którym się stoi, jego reakcją, za naszym marzeniem, które udało się zrealizować, jest ogromna. Jesteśmy w zawieszeniu, nie wiadomo jak długo pandemia potrwa.

Państwo podchodzi do teatrów jedną miarą, czyli z ich punktu widzenia wszystkie są instytucjonalne, mają pieniądze z dotacji, więc jakoś to przeboleją. Nie biorą jednak pod uwagę, ile jest teatrów, firm artystycznych, kulturalnych, które muszą sobie radzić w tych czasach na własną rękę. To są ludzie, którzy będą wpadać w poważne tarapaty. Odgrzebanie się z tego będzie dużym problemem.

Maciej Wilewski, aktor, bez etatu

Gram głównie w Teatrze Fabryka Marzeń i jeżdżę po Polsce ze swoim autorskim stand upem. Kiedy odwołano nam wszystkie spektakle, to popadłem w znieruchomienie. Przez miesiąc nie wierzyłem w to, co się dzieje. Wpatrywałem się w sufit.

Koronawirus na świecie. Jak pandemia zmieniła naszą rzeczywistość

Dlatego zacząłem szukać innej pracy. Mimo że jestem absolwentem pedagogiki Uniwersytetu Łódzkiego i szkoły aktorskiej, okazało się, że nie mogę nic znaleźć, bo wszędzie wymagane jest doświadczenie. Szukałem pracy wśród dostarczycieli paczek, ale w momencie, kiedy szkoły są zamknięte, musiałbym zostawić 11-letniego syna samego w domu na cały dzień, bo praca była od 8 do 18. W końcu udało mi się znaleźć pracę w ochronie. Jestem wdzięczny Agencji Pogoń, która mnie zatrudniła, że wyciągnęła do mnie pomocną dłoń. Nie wstydzę się, że poszedłem do innej pracy, żeby mieć, za co żyć.

Jeszcze niedawno myślałem, że wrócimy ze spektaklami w czerwcu, ale teraz straciłem już nadzieję. Nikt nie myśli o takich ludziach, jak my. Jako grupa aktorów bez etatów z dnia na dzień zostaliśmy bez środków do życia. Najgorsze jest to, że nikt nie wie, ile to jeszcze potrwa. Każdy kolejny miesiąc bez możliwości grania na scenie generuje u mnie długi.

Oczekuję jasnego komunikatu ze strony rządu, kiedy nasza grupa będzie mogła wrócić do pracy. Stanowisko w tej kwestii powinni zająć już dawno. Prawda jest jednak taka, że o nas kompletnie nikt nie myśli. Czuję się zbędny.

Jak wygląda sytuacja polskich firm po dwóch miesiącach pandemii?

Koleżanka aktorka chciała się ostatnio zatrudnić jako kasjerka. Jak powiedziała, kim jest z zawodu, to pracy nie dostała. Teraz jak będzie szła na rozmowę o pracę, będzie ukrywać, że jest aktorką. To jest jakiś absurd. Człowiek całe życie marzy, by zostać aktorem i teraz ma się tego wstydzić?

Piotr Sieklucki, dyrektor Teatru Nowego Proxima w Krakowie

Teatr Nowy Proxima postanowił uruchomić sprzedaż wirtualnych wejściówek, które umożliwiają otrzymanie linku i obejrzenie spektaklu online. Dają one doraźny wpływ do kasy. Zrobiliśmy tak przede wszystkim dlatego, żeby wesprzeć bezetatowych aktorów. Oni są w najgorszej sytuacji.

Cały czas uważam, że instytucje sobie poradzą. Czasem mam wrażenie, że na tej sytuacji wiele organizacji pozarządowych może skorzystać; bo nie mając stałych etatów, mają szansę na wyciągniecie dodatkowych środków, niestety dla siebie. Ci najbardziej krzyczą. Znam takie fundacje, które nie dały premiery od pół roku, ale kiedy ogłoszono zamknięcie teatrów były na pierwszej linii „krzyku”.

Nie jest dobrze, ale może zamiast lamentować, pomyślmy, co możemy w tej sytuacji zrobić dla innych. Nie dla siebie. Wielu z naszych bezetatowych aktorów dostało zapomogi w wysokości 1,8 tys. zł z ministerstwa. Jednak gdy teatry będą zamknięte co najmniej do września, to sytuacja tych artystów będzie po prostu dramatyczna.

Prosimy ludzi o darowizny na cele statutowe albo oferujemy wykupowanie spektakli. Sprzedaż wirtualnych wejściówek daje 5-6 tys. zł przychodu. Rozdzielamy to pomiędzy naszych bezetatowych aktorów, ale jest to chwilowa kroplówka podtrzymującą życie.

Na koszty stałe teatru muszę sam zarobić. Inne instytucje otrzymują subwencję, dotacje podmiotowe. Jesteśmy już w zasadzie kilkaset tysięcy złotych w plecy. Nie gramy regularnie, więc nie mamy wpływów. Odnotowaliśmy dużą stratę z tytułu wyjazdowych spektakli, a w tym roku zaproszeni zostaliśmy na chyba wszystkie polskie najlepsze festiwale teatralne. Mieliśmy występować m.in. z „Długiem” Jana Klaty, „Wiedźminem. Turbolechitą” czy „Kobietami” Iwony Kempy. Te festiwale raczej się nie odbędą.

“Świństwo” w Teatrze Nowym Proxima. Recenzja

Jako Stowarzyszenie Teatr Nowy mamy wieloletnią umowę z miastem i dotacje z konkursów na organizacje pozarządowe. Te pieniądze są jednak przeznaczone na produkcję nowych rzeczy i eksploatację, a nie na koszty stałe. Liczę na to, że miasto nie będzie restrykcyjnie rozliczało roku i będę mógł z tych pieniędzy zapłacić pracownikom, których mam na stałe. Jest to ośmioosobowa administracja organizacyjno-techniczna.

Jestem w nieporównywalnie lepszej sytuacji od innych, bo mamy prywatnego mecenasa strategicznego, który w chwili kryzysu wspiera nas jeszcze mocniej; bez niego część pracowników musiałbym zwolnić. Ale to nie wystarcza. Na razie balansujemy. Jesteśmy w stanie jako teatr gibać się tak do września. Ale nie dłużej.

Małgorzata Maślanka, aktorka, bez etatu

Jestem „przypadkiem” nie do końca typowym, bo od dawna nie mam etatu. Zostałam usunięta z Teatru Dramatycznego przez pana dyrektora Tadeusza Słobodzianka. Już wtedy musiałam poradzić sobie z trudną sytuacją, czyli dwójką dzieci, kredytem i brakiem pracy. Wytworzyłam sobie inne możliwości, które mnie zabezpieczają. Ale bardzo kocham swój zawód i chcę pracować jako aktorka. Od ponad roku pracowałam w Teatrze Żelaznym. Mieszkam w Warszawie, ale grałam w Katowicach, zawsze przy pełnej publice. To niewielka scena, nie ma stałego zespołu. Obecna sytuacja spowodowała, że teatr musiał zawiesić działalność. To był dość istotny, regularny wkład finansowy w moim życiu.

Sytuacja jest tragiczna dla ludzi, którzy nie mają wyrobionego nazwiska, oszczędności. Od marca miałam tylko jedno zlecenie w zawodzie, jeden dubbing. W zasadzie nie ma żadnej pomocy dla aktorów. W Polsce nie ceni się kultury i jej zdobyczy, to widocznie nie jest według władz “artykuł” pierwszej potrzeby. Zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna, żeby mieć ubezpieczenie. Mam taką taktykę, że gdy dostaję zlecenie, to jestem „robotna”, a jak nie mam pracy, to zgłaszam się do biura, żeby mieć ubezpieczenie.

Próbowałam różnych inicjatyw artystycznych za pośrednictwem np. Facebooka, jak czytanie poezji przez aktorów. Wszystkie te działania wynikają jednak z potrzeby serca, z chęci kontaktu z innymi ludźmi, nie są natomiast zarobkowe. Nie wszyscy pragną siedzieć przed komputerem i oglądać teatr. To trochę nie na tym polega. Tego typu rzeczy są fajne na żywo.

Żyję z tego, z czego żyłam do tej pory – mam hodowlę kotów brytyjskich, zajmuję się też działalnością związaną z olejkami eterycznymi, która choć nie przynosi wystarczającego dochodu, to potrafię dzięki temu wielu rzeczy nie kupować. Załatwia mi to całą chemię gospodarczą, przyprawy, wszelkie rzeczy kosmetyczne.

Koty to hobby, ale w sytuacjach „znikąd pomocy”, ratują mi życie. Ale nie chciałabym, żeby tak było. Główną oś mojego rozwoju zawodowego opieram na twórczym działaniu, aktorstwie. Niestety w tym zawodzie zawsze była loteria. Czuję się człowiekiem teatru, aktorką. Pracowałam z wielkimi nazwiskami, wspaniałymi ludźmi. Całe życie pracowałam w teatrze, całe życie poświęciłam temu zawodowi, a nie ma z tego w zasadzie nic. Uważam jednak, że izolacja to cenne doświadczenie. Dla każdego człowieka, żeby rozważył priorytety. I potrafił radzić sobie sam, bo takie sytuacje mogą się powtarzać.

Lidia Baściuk, aktorka, bez etatu

Pracuję w Narodowym Teatrze Edukacji z Wrocławia, który ma formułę objazdową. To moje główne źródło zarobków. Jeździmy po całej Polsce i gramy klasyczny repertuar dla dzieci i młodzieży. Ale moja przygoda z aktorstwem zaczęła się siedem lat temu, dołączyłam wtedy do Teatru Bakałarz. To właściwie był projekt “od zera”. Obecnie nasz zespół liczy 40 osób. Pół roku temu założyliśmy fundację, sprawiając, że nasza działalność nabiera bardziej realnych kształtów.

Rok 2020 to zdecydowanie nie jest mój rok. W grudniu, jak grom z jasnego nieba, spadły na mnie złe wyniki badań, a styczniowa operacja zamknęła mnie w domu. Kiedy wydawało się, że mogę powoli wracać na scenę, wydarzyło się całe to surrealistyczne szaleństwo. Z dnia na dzień teatry przestały funkcjonować. Po kilku dniach zrozumiałam, że to koniec sezonu i muszę zapomnieć o powrocie na scenę.

Umowa o dzieło, według której pracowałam, przestała obowiązywać, pozbawiając mnie dochodów. Wzięłam się więc solidniej za drobne rękodzieło, które wykonuję w ramach swojej firmy. Plotę wianki, maluję obrazy na zamówienie. Klientów jest jeszcze mniej, niż zawsze. Nic dziwnego.

To właściwie marne grosze, więc staram się o wsparcie dla mikroprzedsiębiorców w ramach tarczy antykryzysowej. Korzystam z oszczędności, które odłożyłam i z pomocy najbliższych, którzy pracują w branży niedotkniętej tak mocno przez koronawirusa. Branża aktorska jest stabilna przede wszystkim dla osób zatrudnionych na umowę o pracę w dużych teatrach państwowych. Mnóstwo aktorów jednak pracuje na umowę o dzieło, czyli podczas pandemii straciło znaczną część zarobku. Kombinowanie, żeby żyć na jakimś poziomie, to dla nas nic nowego. Tu ktoś dorabia sobie na stacji benzynowej, tam udziela korepetycji.

Radosław Krzyżowski, szef rady artystycznej Narodowego Starego Teatru w Krakowie

Dla większości z nas jest to sytuacja bez precedensu, bez wypróbowanych rozwiązań i skali porównawczej. Gdy stało się jasne, że teatry nie wznowią szybko spotkań z widzami, postanowiliśmy, jak wiele innych placówek kulturalnych, spróbować swoich sił w sieci i przygotowaliśmy w ekspresowym tempie drugą odsłonę projektu „Młodzi w Starym”, tym razem online. Zrobiliśmy to, aby zapewnić teatrowi i widzom pewnego rodzaju ciągłość repertuarową, by dać aktorom pracę i związane z nią honoraria.

Poza formalnymi eksperymentami, nastąpiła też przedziwna zamiana ról w ekipach realizacyjnych. Przy tradycyjnych produkcjach reżyser i scenograf współpracują ściśle z pracownikami technicznymi, muzykami, krawcami. Teraz przygotowanie przedstawienia trudno sobie wyobrazić bez teatralnego informatyka, specjalisty od montażu video oraz realizatora dźwięku.

Wszyscy wykazują swojego rodzaju elastyczność. Chodzi po prostu o przetrwanie. Są tacy, którzy lepiej znoszą obecną sytuację i są do niej lepiej finansowo przygotowani, ale są również ci, którzy radzą sobie gorzej. Trudno oczekiwać od kogoś, kto dopiero wchodzi w zawód, by przeżył pół roku bez możliwości zarobku. Stąd decyzja o skierowaniu propozycji pracy do młodych twórców. Wyszliśmy z założenia, że to właśnie oni są obecnie w najtrudniejszej sytuacji.

Można by się spodziewać, że bezpośrednia podległość finansowa ministerstwu kultury daje nam bezpieczeństwo. Nic bardziej mylnego. Nikt nie jest teraz w stanie oszacować, jakie sumy i budżety będą do dyspozycji ministerstwa w przyszłym roku. Aby policzyć wszystkie koszty związane z pandemią, potrzeba jeszcze sporo czasu.

Być może teatry samorządowe będą bardziej zagrożone obniżeniem dotacji. Trzeba się z tym liczyć. Generalnie jestem daleki od poczucia optymizmu. Dlatego bardzo nam zależy, by do końca roku zrealizować produkcje, które mieliśmy w bieżących planach budżetowych. Rok 2021 jest na razie wielką niewiadomą.

Bartłomiej Wiktor, aktor, bez etatu

Od czterech żyję z aktorstwa, grając w teatrach objazdowych dla szkół. Obecny, w którym pracowałem, to Teatr Aczemu, w który założycielka konsekwentnie od pół roku, od jego powstania, inwestowała kolejne środki z kredytu.

Skrzydła tej inicjatywie zostały ucięte właściwie zaraz na początku działalności. Pracę straciłem z dnia na dzień. We wtorek jeszcze jeździłem z ekipą po Polsce, wystawiając kolejne spektakle dla dzieci, by w środę dowiedzieć się, że zostaję bez niczego. W aktorstwie nie ma co liczyć na umowę o pracę, więc musiałem bardzo szybko zająć się szukaniem jakiegokolwiek dorywczego zarobku.

W tej branży trzeba mieć nazwisko. Aktor bez nazwiska, bez twarzy, zarabia średnio lub źle. Przed epidemią, żeby zarobić i odłożyć cokolwiek, musiałem pracować w trzech teatrach na raz. Teraz pracuję fizycznie, byle tylko przetrwać czas epidemii i wrócić na ścieżkę zawodową, szczególnie, że plany Teatru Bakałarz i Teatru Aczemu są naprawdę duże. Próbuję także pozyskać środki z tarczy antykryzysowej, jednak to ciągle zmieniająca się niewiadoma.

Jeżeli słowa ministra Szumowskiego się potwierdzą, a więc w maskach będziemy chodzili aż do powstania szczepionki, to dla mnie jest to jednoznaczne z tym, że teatrów nie będzie w tym czasie.

Kultura obrywa, jest zamrożona. Internetowe działalności wzbudzają średnie lub bardzo małe zainteresowanie. Ta sytuacja pokazuje, że społeczeństwo ma artystów… raczej gdzieś. Ich losem przejmują się jedynie inni artyści, ewentualnie wyjątkowi pasjonaci. Ale żeby było jasne… zgłaszajmy się po to, co nam się należy z racji utraty pracy, ale też nie siedźmy biernie. Łopata w rękę i do pracy. Głośne narzekanie przy obecnych nastrojach całego społeczeństwa potęguje jedynie niechęć do całej grupy zawodowej.

***

Jaki jest pomysł Ministerstwa Kultury na odmrażanie teatrów? Szef tego resortu Piotr Gliński rozwiewa nadzieje na rychły powrót aktorów na deski przy pełnych widowniach. Na antenie radiowej “Jedynki” wicepremier wspomniał, że nastąpi to dopiero w czwartym etapie odmrażania gospodarki.

– To są masowe imprezy, duże zbiorowiska osób (…) Chcielibyśmy otworzyć te instytucje wtedy, kiedy będzie możliwe normalne korzystanie z nich. Jeśli właściciele tych instytucji będą chcieli się otworzyć w sanitarnym reżimie, to być może na to pójdziemy, ale to jest raczej kwestia przyszłości – powiedział Gliński.

Kiedy nastąpi więc czwarty etap? Tego strona rządowa jasno nie precyzuje. Według zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, kolejne etapy odmrażania gospodarki, jeśli sytuacja epidemiczna ulegnie poprawie, będą następowały co dwa tygodnie. Od 4 maja, w ramach drugiego etapu, otwarto m.in. centra handlowe, hotele oraz żłobki i przedszkola. Jeśli wierzyć tym zapewnieniom, trzeci etap ruszy 18 maja, a kolejny z początkiem czerwca. Być może wówczas ruszą teatry i kina, jednak w nowym reżimie sanitarnym (obejmującym m.in. dopuszczalną liczbę osób w trakcie jednego seansu czy spektaklu).

Żródło

Zostaw komentarz